niedziela, 3 września 2017

Brak tytułu, czyli Polska 2017

Kilka polskich wrażeń: 

Wrzuty z TVP są stąd: Tymczasem w Wiadomościach
Usłyszałem niedawno od X, że chciałby widzieć Europę jako twierdzę broniącą się przed islamem, emigracją oraz podobnymi katastrofami. Przy innej okazji napisał o “unijnym pierdolamento o wartościach, wolności etc., a gdy przyjdzie co do czego, to UE i tak wydaje rozkaz do wykonania”. Dotąd uważałem, że nie można mieć złudzeń, czy Polska, lub jakikolwiek inny kraj poza Unią Europejską, będą mogły w ten sposób rozwinąć swoje własne standardy dotyczące “wartości i wolności”, by nie musiały “wydawać rozkazów”, jak to robi Unia. Czy w ogóle może wykonać to jakikolwiek system, z definicji będący bezwzględną maszyną imperatywów i przymuszania grubą perswazją, w której jedyne, co bliskie człowiekowi, to że użyto do niej ludzkiej mowy? Czy “unijne pierdolamento o wartościach” jest gorsze od narodowego transu pod biało-czerwoną flagą?

 *

X nie widzi niczego złego w marszach przeciw “islamizacji” Polski oraz hasłach, które są na nich głoszone. Mistyczna ekstaza, do której konfekcję patriotyczną przygotowano chyba specjalnie jako szaty liturgiczne, nie budzi w nim niepokoju, jest wręcz przeciwnie.

*

 Jeszcze inny X ilekroć mówi o muzułmanach, używa podobnych haseł również prywatnie. Nie od razu dociera do mnie, że “brudas” to synonim “nachodźcy”. Gdy powiedziałem, że świat człowieka cechuje to, w jaki sposób używa on języka, usłyszałem w odpowiedzi, że to ja swoim językiem chcę mu ten świat zakłamać.

*

X, młody człowiek, po powrocie z gimnazjum opowiada kawały o Syryjczykach płynących przez Morze Śródziemne (ilu Syryjczyków zmieści się w czteroosobowym pontonie?) lub umieszczanych w obozach dla uchodźców. Rozmowa przy grillu, zaproszeni sąsiedzi, sporo ludzi. Rozpoczyna się pogawędka językiem z marszów organizowanych przez antymuzułmańskich entuzjastów. Nikt zdaje się nie mieć pojęcia, jak wiele z tego X rozumie i uczy się przy okazji, i cieszy się z aprobaty dorosłych, którą wywołał przyniesionymi przez siebie kawałami.

*

X pyta mnie, dlaczego nie mam “dobrej pracy”, dlaczego żyję tak jak żyję. Kiedy słyszy moją odpowiedź, jego duma jest urażona tym, że ktoś ma za nic wartości, pojęcia i cele systemu, któremu on zaprzedał duszę, aby móc nazywać swą pracę “dobrą pracą” itp. Duma tego samego X nie jest urażona, gdy opowiada o swoich planach życia w oderwaniu od jarzma, poszukiwaniu spokoju, z czasem coraz częściej sprowadzanego do słów: “na emeryturze”.

*

Mailowa rozmowa z X. Otrzymuję spis sukcesów, po którym mogę sprawdzić, co jest w życiu ważne oraz ile z tego osiągnąłem, czego sobie odmówiłem, co mnie ominęło. Wyliczenie przedstawia wyłącznie materialne wartości, wszystko, co istotne, według czego mam ocenić swoje postępowanie, sprowadzone zostaje do majątku, pieniędzy i kariery.

*

Norwegia. Dobrze poznaję tam X, z którym włóczę się po kraju i maluję domy. Przez półtora miesiąca słucham wywodów o polskiej polityce, która niszczy mu życie, odbiera szanse na karierę etc. X czuje się wręcz znieważony norweskim spokojem, zwłaszcza wieczorami pieni się i zamiast wpatrywać w gwiazdy i cieszyć się nocą, peroruje, ile kraje Zachodu są winne Polakom za to, że powstrzymali pochód komunizmu, ile Niemcy muszą wypłacić odszkodowań, ile Rosja, a ile ci z Polaków, którzy sami zdradzali. Na myśl o tym wszystkim dymi mu się z głowy, mimo że jest tysiące kilometrów od domu, za Morzem Bałtyckim i siedmioma górami. Człowiek utkany z małostkowości, lęku i pielęgnowanej urazy. Żywe zakompleksienie. Gdy już pomszczone zostaną krzywdy, które go trapią, będzie musiał znaleźć następne, by pozostać sobą. Nawet nie chcę wyobrażać sobie jego snów.

*

Anglia. X przybył tu niemal 20 lat temu. Nie tęskni za Polską, nie lubi nastroju, który tam panuje, stanu ducha Polaków, który trudno wytrzymać. “Wydawałoby się, że przez 20 lat coś się może zmienić, może nawet coś się zmieniło, ale ja też zmieniłem się i odczuwam tam coraz większą niewygodę. Nawet myślący ludzie przesiąknięci są materializmem, a ci mu przeciwni wytrąceni są przezeń z równowagi, stają do walki z nim przybici i na własną rękę. Taki jest efekt natręctwa pracy i życia w zapierdolu, z którego uczy się ludzi być dumnym i nazywać go Polską. To smutne i żal mi ich, ale efekt jest taki, że unikam Polaków. To taka rzadkość trafić na nieogłupiałego, że już dawno przestałem próbować.”

*

X nawrócił się i jest głęboko wierzącym katolikiem. Próbuję wyobrazić sobie duchową podróż, którą przebył. W rozmowie poruszam jakiś temat z Tygodnika Powszechnego, bo przypuszczam, że może on być jakąś platformą porozumienia między mną a X. Spotykam się z postawą krytyczną wobec tygodnika, następnie wobec papieża Franciszka, a moja uwaga na temat Radia Maryja kończy się obroną księdza Rydzyka i tego, jak wiele zrobił dla wierzących. Trup chrześcijaństwa cuchnie w Polsce tak bardzo, że ledwo udaje mi się oddychać jego wyziewami.

*

Chcąc poznać warunki panujące w polskim systemie, dowiedzieć się o politykach ze “sceny”, słucham ich wypowiedzi, oglądam wywiady, na FB czytam dyskusje i komentarze różnych stron, przeglądam programy TVP.

Zbigniew Ziobro o Andrzeju Dudzie zaledwie trzy lata temu: "Pan poseł Duda zawdzięcza swoje istnienie w polityce mnie i posłowi Mularczykowi i zachowuje się bardzo nieładnie swoimi wypowiedziami o zdrajcach… Bo jeżeli ktoś kogoś zdradził, to [on] się zachował jak taki Judasz, poszedł za srebrniki do prezesa Kaczyńskiego, choć dzięki nam znalazł się w polityce."

Kalina Błażejowska (pisząca dla Wysokich Obcasów i Tygodnika Powszechnego), z której profilu FB kopiuję te słowa, nazwała wypowiedź ministra “chłopackimi porachunkami”. Proszę, czytelniku, zadaj sobie trud i przeczytaj jeszcze raz cytowane słowa oraz określenie p. Błażejowskiej, poświęć mu chwilę i doceń łatwość i elegancję, jaką mają kobiety w określaniu duchowego wieku mężczyzn.
Szkoda, że p. Błażejowska tak niewiele pisze o politykach i działaniach opozycji, bo ma rękę do komentarzy (polecam na przykład ten: Imieniny Pana Janka). Nawet nie będę próbował jej dorównać i po prasówce, którą sobie zrobiłem, powiem tylko, że ten żałosny rząd, którego polityków nie można słuchać bez zażenowania, posiada opozycję dla siebie wręcz wyśnioną, idealną, w formie pustki, nicości ucieleśnionej, tej opozycji wręcz nie ma ani intelektualnie, ani pod względem charakteru, a to co jest, to prezent dla Kaczyńskiego skrojony idealnie pod rozmiar jego buta. Kto inny miałby w tych warunkach rządzić, jak nie on? I gdzie znajdzie się satyryk, który wyczerpałby do ostatka to niewyczerpane źródło, jakim są charaktery i metody działania polskich wybrańców ludu? Trzeba by pięciu Juwenalisów, dziesięciu Horacych, chociaż nie, ta czara zawsze pozostanie pełna.

Kilka “antypolskich” myśli: 

W Polsce Unia Europejska bywa określana jako kalifat. Chyba żaden znany mi Polak nie poznał w swoim życiu nawet jednego muzułmanina (niekoniecznie tak głęboko, by się z nim zaprzyjaźnić, ale by choć przeprowadzić jedną prywatną rozmowę o życiu, świecie etc.). Część rozmów o islamie, które z Polakami prowadziłem, kończyła się jako rozmowy o terroryzmie oraz o metodach, którymi trzeba się z z islamem rozprawić. Zwykle była też przy okazji tego wszystkiego niechęć do mediów oraz do UE, że zakłamują rzeczywistość pokazując nieprawdę lub propagując zachowania wbrew “tradycji”. Natomiast ludzie nie tak nieprzyjaźni wobec muzułmanów, którzy np. popierają przyjmowanie uchodźców w Polsce, z powodu braku doświadczenia mówią i robią to, co wynika raczej z dobroci serca, z przekonań i z ich osobowości, i co robiliby zawsze. I tak zostanie: przez brak codziennego kontaktu z muzułmanami Polacy będą prowadzili tylko akademickie spory na temat tego, co dzieje się na Zachodzie i na Bliskim Wschodzie. Jakość i poziom tych sporów wskazuje zresztą, że do niczego innego by się nie nadawali.

*

“Zakłamywanie rzeczywistości” i postępowanie wbrew “polskiej tradycji” z czasów PO-PSL zmieniło się w propagowanie w TVP ksenofobicznych i nacjonalistycznych haseł w oparciu o przywłaszczoną sobie przez PiS “tradycję”, która, rozumie się, ma być niezakłamana. Niestety, PiS miał zawsze wolną rękę w obszarze kultury, bo poprzednie rządy oddały mu te pola może nawet z ulgą. Przecież upadek mediów publicznych nie zaczął się za PiS-u, gdzie sięgnął dna. Pamiętam za czasów PO-PSL ćwierkające ptaszki puszczane zamiast audycji na programie drugim Polskiego Radia, bo na opiekę nad dobrami kulturowymi takimi jak telewizja czy radio poprzednie rządy nie miały pieniędzy. PiS ma dla odmiany – jak na polskie warunki – ogromne wydatki na kulturę, więc jednak można. To, że zostają w dużej mierze zużyte w sposób, o którym nikomu się nie śniło, to już inna bajka. Ale może na to sobie Polacy zasłużyli, żeby do największych głębin ducha żeglowali na toruńskich falach radiowych, a wyżynami ich kultury stała się obsesja państwowa. Ani o centymetr głębiej, ani o centymetr wyżej.

*

Z polskich paradoksów: niezależnie od tego, jak wspaniały byłby rozwój gospodarki, odmiana sytuacji materialnej Polaków i zmniejszenie dystansu biednych do bogatych, do których PiS by doprowadził – a przecież nie można mu odmówić sukcesów czy zwrócenia uwagi na rzeczy, które wcześniej były pomijane – niezależnie od tego, władza, która ogranicza wolność, która zmierza w najlepszym razie w stronę pół-dyktatury i która podpiera się tak grubą propagandą, że nawet sami jej zwolennicy są zakłopotani, która posługuje się niemal wyłącznie językiem emocji, i która trwale dzieli Polaków – nie jest niczego warta. Ale kto pośród herosów opozycji umiałby konkurować z chochołem, jakim jest PiS? Kto potrafiłby przeszkodzić mu w czymkolwiek? Zdaje się, że nikt, więc wszystkim stronom politycznego sporu pozostaje trzymać kciuki za Kaczyńskiego...

*

O ile PiS nie zdemontuje demokracji, a mógłby to zrobić wyłącznie wyprowadzając Polskę z UE, będę zawiedziony i zaskoczony, gdy za 2 (gdyby była jakaś opozycja) lub najdalej za 6 lat (gdy nie będzie opozycji) sam na zawsze nie zatonie. Dobrą wiadomością jest to, że gdy będzie szedł na dno, ma szansę pociągnąć za sobą w głęboki muł polski Kościół, który gniecie się pod tą komiczną egidą, rozgrzesza ją, uświęca ją, nadaje jej posmak toruńskiego piernika. Że Episkopat Polski od lat nie wypowiedział się stanowczo w sprawie Radia Maryja oraz księdza Rydzyka, to już dawno przekreśliło go w moich oczach, ale to, jak Kościół zachowuje się wobec obecnego rządu, jest wręcz zdumiewające. Już samo milczenie najwyższych instancji Kościoła w sprawie tego, co się dzieje, oznaczałoby aprobatę tego stanu rzeczy, ale przecież ta aprobata jest zwykle jawna, o czym mówią sami katolicy (np. w tym miejscu). Mam taką wizję, że razem ze zniknięciem PiS-u dokona się przemiana obyczajowa, zmieni się rozumienie religii w Polsce, zniknie wpływ Kościoła na sprawy państwowe, na edukację szkolną, na śmietnik trafił katolicki zakalec prowieniencji toruńskiej, przepadnie obsesja państwowa, kulty śmierci takie jak religia smoleńska czy religia powstania warszawskiego będą czczone na cmentarzach, a polski Kościół wyjdzie wreszcie z systemu i stanie po stronie człowieka, zyszczy nam, spuści nam, Kyrie eleison!

*

Zawsze miałem żal do romantyków za dwie strony ich obsesji. Czy nie mogli poprzestać na jednej, na duchowości, naturze i wrażliwości? Nie znam w literaturze polskiej niczego bliskiego w swym pięknie i głębi do tych słów:

Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie,
Cichymi gra piersiami rozjaśniona woda;
Jak marząca o szczęściu narzeczona młoda
Zbudzi się, aby westchnąć, i wnet znowu uśnie.

Żagle, na kształt chorągwi gdy wojnę skończono,
Drzemią na masztach nagich; okręt lekkim ruchem
Kołysa się, jak gdyby przykuty łańcuchem;
Majtek wytchnął, podróżne rozśmiało się grono.

O morze! pośród twoich wesołych żyjątek
Jest polip, co śpi na dnie, gdy się niebo chmurzy,
A na ciszę długimi wywija ramiony.

O myśli! w twojej głębi jest hydra pamiątek,
Co śpi wpośród złych losów i namiętnej burzy;
A gdy serce spokojne, zatapia w nim szpony.

Być tak wysoko i daleko od spraw tego świata i zniszczyć to przez rojenia narodowe, dać się opętać złu – tego nie da się wybaczyć.  Zwłaszcza, że atmosfera, z której powstały np. Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, równie łatwo mogła skłonić do napisania czegoś zupełnie w drugą stronę, rodzaju katechizmu polskiego abnegata. Mogłyby go otwierać takie napomnienia: 

Nie zaprzedawaj swojej duszy systemowi, za wszelką cenę unikaj tego zła, bo już nawet to, że akceptujesz sprzedaż życia za pieniądze, rozliczany godzinami dzień pracy, edukację w systemie od dzieciństwa, życie wśród wartości systemu, pojęć systemu i celów systemu, i podobnych cudów na jego chwałę – to już wystarczy, to już za dużo i nie wolno, nie wolno ci posuwać się dalej ani o krok, ani o jeden krok, nie możesz już iść na dalsze ustępstwa. 

Radź tak przyjaciołom, ostrzegaj ich przed zagubieniem, przed zaprzedawaniem duszy, bo staną się kimś innym, bo przestaną być sobą, bo nawet nie zauważą, jak upodobnią się do systemowego produktu, a przecież wystarczy rozejrzeć się po ludziach wciągniętych w system, by zobaczyć, co to oznacza, jak się zmienili, jak mylnie interpretują te zmiany, jak bardzo system ich zaślepił. Ale cokolwiek by się działo z innymi, zostaw ich, idź samotnie, nie zaprzedawaj swej duszy systemowi. 

Adam Mickiewicz 

Było tak blisko, by powstało podobne dzieło. Niestety...

12 komentarzy:

Adrian Borejko pisze...

Mniej więcej podobne rozważania wieczorem miałem z moją Ołowicą.
W odpowiednim momencie wyjechaliśmy, nie tak długo i będę miał brytyjski paszport. Nie zwracam uwagi na zabieganych Polaków, nawet nie utrzymuję kontaktów towarzyskich.
Jedyne na co mogę ponarzekać, to Orwellowski Londyn, który dzięki tej wizji staje się równie przytłaczającym miastem jak Oświęcim (w którym to dane było mi też pomieszkać kilka lat).

Poruszyłeś masę istotnych kwestii, więc odniosę się tylko do Twojej wizji "Mam taką wizję, że razem ze zniknięciem PiS-u dokona się przemiana obyczajowa..."

Podziały, które zostały pieczołowicie wzniesione nie znikną wraz z PiSem. To nie magiczna różdżka. Kilka lat tych rządów będzie trzeba okupić kilkunastoma latami lub kilkudziestoma latami. I kolejne pokolenia po mnie będą musiały zaciskać pasa jako i ja.

O muślimach nawet nie wspominam, naczytałem się już fundomu proponującego chłostanie po twarzy bekonem ludzi spod znaku półksiężyca. Dwóch tego typu Polaków zamknięto w LDN. Wydarzenia miały miejsce dzielnicę obok mnie.

Sławomira pisze...

,,Trup chrześcijaństwa cuchnie w Polsce tak bardzo, że ledwo udaje mi się oddychać jego wyziewami." To zdanie jest niezłe.

Przy X z gimnazjum (tu są różne osoby pod X, prawda?) możesz mieć nadzieję, że ten człowiek znormalnieje. Na etapie gimnazjum wiele osób nabiera się na prawicowy populizm.

Dawno już nie oglądam Wiadomości i jestem zdziwiona tymi nagłówkami. Myślałam, że tak nisko nie upadną. Gdy ostatnio oglądałam, oskarżali o wszystko złe lewicowo-liberalne media. Próbowaliśmy ustalić, co jest liberalne i lewicowe jednocześnie. Ja obstawiałam, że jest to niedokładne tłumaczenie z angielskiego, było left-libertarian, problem w tym, że praktycznie nie ma u nas takich mediów.

Polecam lekturę: http://www.media.uj.edu.pl/kasprowicz :)

Sławomira pisze...

A po upadku PiS to wiadomo, idziemy w kierunku Holandii i Luksemburga :D

Tajemniczy Pan C pisze...

Dzięki za komentarze. Nie mam codziennego dostępu do Internetu, dlatego odpisuję dopiero teraz i mogę to zrobić tylko na szybko.

AB: Podziały może nie znikną od razu. Chciałbym, by znikły. Przypuszczam, że pewna odmiana świadomości nastąpi, zerwana zostanie jakaś kurtyna i przez to, że będą wyraźniej widoczne mechanizmy, które doprowadziły do tej psychozy, ludzie nabiorą dystansu do powodów, które obecny podział powodują. To niepewna rzecz, ale może akurat tak się zdarzy, po prostu bardzo bym chciał. Ot, taka wizja, ale za to piękna :-)

Napisałeś, że podziały zostały wzniesione przez PiS. Myślę, że PiS kontynuuje tworzenie podziałów i robi to nowymi, grubszymi metodami, ale nie jest ich pełnoprawnym twórcą. PO-PSL też robiło ten podział, też wysuwało na czoło działaczy, którzy wprowadzali taki język i zachowania do polityki. Niesiołowski czy Palikot to nie są przecież ludzie znikąd, a pewnie dałoby się wskazać innych (nie siedzę w temacie). Najwyraźniej poprzedni rząd też sądził, że tworzenie podziału mu na rękę. Przejechał się na tym i teraz lamentuje, bo jest tylko odrobinę mniej żałosny, niż obecna władza. Wydaje mi się, że obie strony wzniosły i doprowadziły do tego rozmiaru tę zbiorową psychozę. Właściwie to obie te wersje Polski mam bardzo głęboko w dupie (wybaczycie obrazowy język, po prostu nie wiem jak mogę lepiej powiedzieć, jak bardzo jestem im przeciwny, każdej ze stron). Dla mnie Polska to coś zupełnie innego, niż ten kanał, co jest teraz. Teraz, jak opozycja jest bez władzy, dobrze widać, jacy to ludzie.

S: Tak, każdy X to inna osoba. Jeśli chodzi o lekturę, to dziękuję, ale po prasówce, którą sobie zrobiłem, mam na nastepną dekadę dość polskiej polityki w jakiejkolwiek formie. Na pożegnanie tematu czytam jeszcze “Macierewicza i jego tajemnice” Tomasza Piątka... Swoją drogą, nie podoba mi się na pierwszych stronach książki agitka polityczna i pewne gotowe interpretacje lub propozycje interpretacji. To w sumie tylko osłabia wymowę, książka mogła się przecież bez tego obejść. To, co zawiera, mówi samo za siebie, każdy sam może sobie pomyśleć to lub owo, więc po co nazywać te myśli? Ale tak to wygląda, że cokolwiek się w Polsce robi, to robi się to z perspektywy którejś z podzielonych stron, nie ma nikogo, kto by zwymiotował na całość, a nie tylko na połowę. Przez to też czasem trudno takim rewelacjom uwierzyć, bo przecież mogą być zrobione na polityczne zamówienie. (A jednak w przypadku książki Piątka wszystko jest wyłożone jak na tacy, adresy stron w sieci, dokumentów, które każdy może przeczytać, wywiady i filmy do obejrzenia itd. - jak masz (macie) zdrowie, to polecam, warto przeczytać i mieć swoje zdanie).

Po upadku PiS podejrzewam że trzeba będzie najpierw wyjść ze ślepego zaułka, do którego się zaszło, a dopiero potem maszerować w którąś stronę. Wolałbym iść w stronę południowego Dekanu np. w czasach Buddy, ale ok, Luksemburg czy Holandia też mogą być. ;-)

Adrian Borejko pisze...

Podziały. My musimy się sprzeczać, to właśnie to "zarządzanie przez kryzys". To nasza cecha narodowa, taka sama jak narzekanie.
Nawet w fundomie musi być zawsze ktoś do bicia, od wielu lat to obserwuje, u zarania "społeczności RPG", Polter musiał toczyć na Vałkę.

Tamten rząd był żałosny, poprzedni też i jeszcze wcześniejszy również. Każdy z nich skłaniał mnie do zaciskania pasa. Od dziecka do czasu kiedy emigrowałem. Ciągle musiałem zaciskać pasa... Jeszcze dwa lata VAT będzie wyższy, jeszcze rok coś tam. Tu płacę podatek i widzę efekty.
Tylko "grubsze metody" PiS są już jakimś horrorem. Wolałem już "tęczowych" na ulicach, niż równe czwórki ONR z flagami (niezwykle przypominające lata, których już nie doświadczyliśmy).
Rozmawiam z wieloma moim rówieśnikami, mającymi nastoletnie dzieci.
Ten "patryjotyzm" zaraża młode pokolenia. Do tego dochodzi propaganda jaką robili tylko Sowieci. To będą pokolenia, zanim wszystko się odkręci. Zresztą kiedy zaczęli swoje "dobre zmiany", począwszy od stadniny koni, to po roku ich rządów zacząłem się właśnie zastanawiać "K*rwa ile to wszystko ktoś będzie musiał odkręcać - wojsko, sądy, dyplomacje etc...". To potrwa dekady, bo nie da się powiedzieć 27 krajom Europy: "Przepraszamy, to oni zrobili my będziemy fair"...
Nie wspominając już o szarganiu autorytetów.

Generalnie to temat rzeka, jak już napisałem w pierwszym komentarzu.

Tajemniczy Pan C pisze...

Dopiero w listopadzie będę miał stały dostęp do sieci, na razie nie mogę odpowiadać na bieżąco. Mam nadzieję, że to nie zniechęci tych z was, którzy chcieliby porozmawiać. Nawet jeśli to temat rzeka, chętnie go podrążę, bo czemu nie. Znajomy się odgraża, że coś napisze, ale nie wiem, czy komentarz, czy osobną (własną) notkę na tym blogu.

Kilka dni temu skończyłem "Macierewicza i jego tajemnice". Polecam zaznajomienie się z tą książką. Nie chodzi o samego Macierewicza, ale w ogóle o warunki, które przedstawia Piątek, a w jakich prowadzona jest polska polityka, również poprzednich rządów. Skoro od lat, może od samego początku, prowadzone były podsłuchy polityków PO-PSL, to są oni równie mocno sterowani (poprzez szantaże) przez tego, kto nagrywał, co PiS, a przynajmniej Macierewicz, który otacza się ludźmi związanymi z rosyjskim wywiadem, mafią itd. oraz chroni ich na oczach wszystkich. Pewnie dlatego PO-PSL nie decydowało się na wyjaśnienie sprawy taśm, bo zbyt wielu w tej partii wolało to przemilczeć, inaczej daliby zakopać się na amen. No i to jest perspektywa, która stoi przed wybierającymi rządzących Polakami: dwie największe partie to albo taka, która ma w swoich szeregach ludzi ochraniających rosyjskie wpływy w Polsce, albo taka, która jest przez nich szantażowana.

A propos kojarzenia Macierewicza (i może części PiS) z rosyjskimi wpływami, co może niektórych zaskakiwać: interesująca wydaje mi się hipoteza Piątka (zresztą jest to wniosek jednego z jego informatorów): Macierewicz w początkach (lata 80, może 90) myślał, ze współpracuje z Amerykanami i nie wiedział, że to akurat tacy Amerykanie, którzy też są wciągnięci w działania GRU, mafii Mogilewicza itp. A teraz, gdy już wiadomo, o co biega, jest za późno. Dzisiaj to wyraźnie widać i mamy szerszy kontekst, gdy w USA jest zamęt z Trumpem i jego rosyjskimi powiązaniami (prawdopodobnie też opartymi zarówno na szantażu taśmami, jak i finansowej pomocy dla “biznesmena” – identyczny schemat). W USA może dojdzie z tego powodu do impeachmentu.

W warunkach, gdy kraj zewnętrznie chciałby funkcjonować jak demokracje zachodnie, ale wewnętrznie nadal jest trzymany przez wschodnie struktury, trudno oczekiwać, że jakikolwiek rząd będzie w stanie rozwiązywać kwestie ekonomiczne na korzyść wszystkich Polaków, a nie tylko jakiejś ich części. Przy czym piszę to jako osoba, która do całego tego systemu i kapitalizmu ma stosunek bardzo krytyczny (by już nie używać obrazowego języka), ale to osobna rzecz i nie chcę tu szerzej poruszać tego wątku.

(Od strony społecznej: zdecydowanie stoję po stronie tęczowych, kolorowych, ciapatych wszystkofilów itd. To jednak kwestia światopoglądowa, która może i należy do polityki, jednak najpierw ta polityka w ogóle musiałaby wyjść na prostą, wtedy można by dyskutować.)

W tym sensie, po lekturze książki Piątka, muszę przyznać Ci (AB) rację: przemiana w Polsce potrwa pokolenia, o ile w ogóle nastąpi, choć sądzę tak z innych powodów, niż ty. Mam chyba nieco więcej wiary w ludzi, a może to naiwność, ale sądzę, że gdyby jednak to zależało tylko od nich, to otrząsnęliby się z pisowskiego delirium w kilka lat. Ta propaganda jest zbyt gruba, żałosna, by ktoś myślący nie przejrzał jej po jakimś czasie. Natomiast ze względu na wpływy wschodnich struktur, w zasadzie nie ma co liczyć, że będzie dało się ten podział załatwić w dekadę lub dwie i że to zależy wyłącznie od wyborców. Nie wyobrażam sobie nawet sposobu, w jaki można go zwalczyć.

Tajemniczy Pan C pisze...

Drobna errata. Napisałem: "dwie największe partie to albo taka, która ma w swoich szeregach ludzi ochraniających rosyjskie wpływy w Polsce, albo taka, która jest przez nich szantażowana." Źle sformułowałem to zdanie - politycy PO nie są szantazowani przez PiS, ale przez tych, którzy ich nagrywali (i z których usług Macierewicz korzysta/współpracuje/chroni).

Adrian Borejko pisze...

Książkę prawdopodobnie zdobędę pod koniec miesiąca dopiero jak polecę na granie, więc trudno mi się odnieść, znając to co było w mediach.
Mój stosunek do kapitalizmu jest równie nieprzychylny (podejrzewam po wypowiedzi) jak i Twój.

W moim przypadku (myślę o sobie i rodzinie po części jak każdy z nas) nie ważne z jakich względów i ileż potrwa zmiana (bynajmniej nie dobra). Po 37 latach coś pęka i człowiek wyjeżdża. I okazuję się, że po ciężkim starcie (w krótkim okresie w porównaniu do Polski)
zaczynasz robić to co lubisz przy odrobinie samozaparcia, wsparcia i szczęścia. I żadnych wierszy "Smutno mi Boże..." nie piszę.

I wracając wreszcie do wpływów, o których pisałeś. Znając pobieżnie naszą historię ciągle byliśmy pod wpływami, nieistotne tych ze Wschodu czy z Zachodu. Anus Mundi. Tyle, że mi bardziej odpowiadały te wpływy za PO i poprzedników (SLD etc) niż obecne (co nie oznacza, że je pochwalalem). Chyba każdy już pisał, mówił o tym że za każdą naszą dobrą zmianą Putin otwiera Szampana. I wreszcie lody i wały, które kręcili poprzednicy były bardziej subtelne, niż te dzisiejsze.
Trudno mi zanalizować, co to będzie i ile potrwa zmiana lub przywrócenie normalności, bo nie mam dostatecznej albo miernej wiedzy a nasza historia pokazuje, że nawet jak zrobi się w kraju w miarę normalnie to... coś się spie#doli na dużą skalę.
Stąd wolę mieszkać w kraju przypominającym mi stan wojenny z dzieciństwa, niż w ojczyźnie (mojej nie bardzo mogę napisać). A to że wyjechałem tak późno, też nie moja wina, referendum o wejściu do UE było znacznie później niż moja osiągnięcie pełnoletności. I potem przez dekadę ktoś mi opowiadał, że jeszcze rok, jeszcze dwa i bedzie dobrze. Aż się okazało że "Nie bedzie Teleranka" znów działa i nie mogę już włączyć Trójki PR rano.
Reasumując słowami wieszcza.
Dałaś mi wojnę dałaś mi pokój, teraz w końcu daj mi święty spokój.

Tajemniczy Pan C pisze...

No tak (ja znowu z doskoku i nie na temat).

Parafrazując, ludzie kurwy, ale wieszczów mają udanych (zwłaszcza ostatniego).

Ciekawostka: przedwczoraj kupiłem numer Akantu, pisma literackiego, miesięcznika wydawanego od 20 lat. Nie wiem czy to dalszy rozdział zbiorowej psychozy rodem z PiS-u, czy miesięcznik ten zawsze szedł po tej linii (nigdy wcześniej go nie kupowałem), ale czytam w podsumowaniu recenzji jednego z tomików poezji, i jest to wniosek końcowy, że ocena krytycznoliteracka tomiku nie jest tak ważna jak to, że recenzowana poezja krzewi patriotyzm.

Ostatni raz podobne słowa czytałem, gdy przeglądałem na studiach roczniki "Literatury radzieckiej" oraz jakieś opracowania niemieckiej prasy literackiej po 1933 roku. Od długiego czasu nie kupuję pism literackich, ale po tym bełkocie z Akantu aż mam ochotę sprawdzić, czy inne też krzewią takie nowe literackie ideały, czy to tylko redakcja Akantu pomyliła z biuletynem ONR-owskim określenie swojego magazynu jako literackiego...

Adrian Borejko pisze...

Wieszcz, jak wieszcz. Prześmiewczo napisałem, ale tekściarz dobry.

Podejrzewam, ze miałem kiedyś styczność w dawnych latach z tym pismem, może nawet mam w domu jakiś egzemplarz.
Psychoza, całkiem możliwe. O ile szanowałem Jedrzeja z Apteki za wypowiedzi to jak go zobaczyłem w koszulce Apteki z obowiązkowym logo stylizowanym na Polskę Walczącą opowiadającego o jego ojcu, który budował pomnik na swojej działce dla jakichś Zołnierzy Wyklętych (chyba) to troszku się zreflektowałem...

Psychoza już może nie ale młodzi się garną do silniejszych grup (a Twój przykład pokazuje, że nawet nie tych którzy lubią sporty siłowe, czytaj kibicowskich, a np. intelektualnych) stąd rośnie nam pokolenie "patryjotów", które przyćmi ilością inne subkultury.
Ale o tym już pisałem - trudno to będzie odkręcić.

Tajemniczy Pan C pisze...

Dzięki za komentarz. Ja znowu z opóźnieniem, ale dodam coś, bo powiedziałeś rzecz, którą chciałbym jednak rozwinąć. Trochę na ten temat napisałem w samej notce, ale poszerzę to.

Gdyby nie kilka narracji historycznych, które w ostatnich latach pojawiły się w Polsce, nie miałbym takiej świadomości na temat niektórych rzeczy. Świadomość to rzecz zawsze cenna, może najważniejsza. To taka subiektywna prawda w możliwie najbardziej obiektywnej wersji. Gdyby ludzie ją mieli, w wielu sprawach na tym świecie byłoby lepiej. Nie mogę więc tych narracji wprost deprecjonować ani nie mogę powiedzieć, że uważam deprecjonowanie ich za słuszne. Przykładowo, a ten przykład zrozumie chyba każdy z okolic naszego pokolenia, tzw. Żołnierze Wyklęci. Prawdą jest, że o wielu rzeczach nie mówiło się publicznie. Ja sam dowiedziałem się o nich więcej przypadkiem i powierzchownie, na studiach, przy zajmowaniu się literaturą im poświęconą, a robiłem to z nudy, ot, wziąłem z półki jakieś opowiadania nieznanego mi wcześnej pisarza. Gdyby nie nuda, nic bym nie wiedział.

Teraz te narracje są obecne, ale, niestety, poza samym zwróceniem uwagi niewiele więcej one oferują i ciągle trzeba szukać na własną rękę lub pozostaje płycizna, czyli sposób, w jaki są wykorzystywane politycznie. Robienie z nich czegoś w rodzaju religii, następnie zaprzęganie do pracy w służbie partii/ideologii – to jest dla mnie rzecz karygodna i nie do zaakceptowania. Niestety, przy zwracaniu na to uwagi łatwo być posądzonym o Targowicę, lewactwo czy inne takie modne sformułowania, bo tylko ktoś życzliwy spostrzeże, że chodzi o zwrócenie uwagi na styl, a nie na treść. (tu jest obrazek warty całego wywodu nt. Żołnierzy: https://www.tygodnikpowszechny.pl/bartosz-minkiewicz-rysuje-147280)

Wielka szkoda, że tak jest, ale właściwie mamy co chcieliśmy. Nikt wcześniej nie zajmował się kulturą w tym stopniu, co PiS, a wystarczyło to robić i odebrać mu na tym terenie pole manewru, żeby go sobie nie przywłaszczał. Tylko że inwestycje w kulturę zawsze zwracają się późno i często w sposób nieprzekładalny finansowo, co dla poprzednich rządów najwyraźniej było znakiem, że trzeba się nią zajmować tylko tyle, żeby było, i co w sumie mówi o tych rządach wszystko. (Trudno mi w tym punkcie nawet nie przyznać racji argumentacji PiS-u, przecież tak właśnie było).

To taki paradoks, że najlepiej uczyć się od dyktatorów, jak ważna jest kultura (i jak łatwo ją zdemolować). Wszyscy na nią stawiali ile się dało. Oktawian August przychodzi mi do głowy jako pierwszy, ale bynajmniej nie jest pierwszym, tylko którymś tam – setnym – kolejnym, a propaganda totalitarystów XX wieku, o której wiemy najwięcej i która ciągle jeszcze niektórych nawet zadziwia, w gruncie rzeczy nie jest niczym nadzwyczajnym. Ale nauka nie idzie w nas, a przynajmniej nie w kraju, gdzie waluta to polski złoty.

Tajemniczy Pan C pisze...

Jako przykład: rzecz nie dość uświadomiona powszechnie, a która dotyczy sowieckiej okupacji w latach 1939-1941 (tylko przykładowo mówię o tych latach, bo akurat trochę o tym czytam, niedawno na dwójce była też o tym audycja). Sowieci zagarnęli ponad połowę kraju i zrobili to tak, że nie pozostawili po sobie takich “pamiątek” z września, co Niemcy. Sowieckie metody okupacji były tak radykalne i zarazem tak doskonałe w tym radykalizmie, a działania NKWD tak zorganizowane, że niemieckie służby, gestapo itd. trzeba nazwać przy sowieckich harcerzami. W zasadzie o wschodniej okupacji niewiele wiadomo, tam nawet nie miało jak działać podziemie, które przecież w GG funkcjonowało prężnie i z którego działań mamy jakiś obraz życia w gubernii i na reszcie ziem zajętych przez Niemców.

Minęło 20, prawie 30 lat, a o tym ciągle cisza. Dopiero teraz popularyzuje się wiedzę na ten temat, choćby pod postacią “żołnierzy wyklętych”. Szkoda, że dzieje się to w warunkach, gdy stanowi to od razu pożywkę dla partii i jej ideologii. Nie można było wcześniej, pod innymi rządami, które by z tego nie robiły jarmarku? O wojnie 1919-1920, której setna rocznica przypadnie zdaje się na koniec kadencji PiS-u (dobrze liczę?), nawet nie wspominam, choć już sobie wyobrażam, co się będzie działo przy okazji wyborów...

W każdym razie – nie potrafię na to zjawisko spojrzeć całkiem krytycznie, o ile najpierw nie rozbiję go na styl i treść, i chyba ze względu na upolitycznienie tematu, w każdej rozmowie lepiej na to zwracać uwagę i to podkreślać.

(A temu wszystkiemu dobrą ilustracją jest wiersz rąbany, który, wedle redaktora Akantu – a więc osoby wyznaczającej styl tego literackiego pisma – miałby nie podlegać krytyce ze względu na wartości patriotyczne... Śmiech na sali, potrzebny jest śmiech na sali, bo inaczej się nie da.)