niedziela, 3 września 2017

Brak tytułu, czyli Polska 2017

Kilka polskich wrażeń: 

Wrzuty z TVP są stąd: Tymczasem w Wiadomościach
Usłyszałem niedawno od X, że chciałby widzieć Europę jako twierdzę broniącą się przed islamem, emigracją oraz podobnymi katastrofami. Przy innej okazji napisał o “unijnym pierdolamento o wartościach, wolności etc., a gdy przyjdzie co do czego, to UE i tak wydaje rozkaz do wykonania”. Dotąd uważałem, że nie można mieć złudzeń, czy Polska, lub jakikolwiek inny kraj poza Unią Europejską, będą mogły w ten sposób rozwinąć swoje własne standardy dotyczące “wartości i wolności”, by nie musiały “wydawać rozkazów”, jak to robi Unia. Czy w ogóle może wykonać to jakikolwiek system, z definicji będący bezwzględną maszyną imperatywów i przymuszania grubą perswazją, w której jedyne, co bliskie człowiekowi, to że użyto do niej ludzkiej mowy? Czy “unijne pierdolamento o wartościach” jest gorsze od narodowego transu pod biało-czerwoną flagą?

 *

X nie widzi niczego złego w marszach przeciw “islamizacji” Polski oraz hasłach, które są na nich głoszone. Mistyczna ekstaza, do której konfekcję patriotyczną przygotowano chyba specjalnie jako szaty liturgiczne, nie budzi w nim niepokoju, jest wręcz przeciwnie.

*

 Jeszcze inny X ilekroć mówi o muzułmanach, używa podobnych haseł również prywatnie. Nie od razu dociera do mnie, że “brudas” to synonim “nachodźcy”. Gdy powiedziałem, że świat człowieka cechuje to, w jaki sposób używa on języka, usłyszałem w odpowiedzi, że to ja swoim językiem chcę mu ten świat zakłamać.

*

X, młody człowiek, po powrocie z gimnazjum opowiada kawały o Syryjczykach płynących przez Morze Śródziemne (ilu Syryjczyków zmieści się w czteroosobowym pontonie?) lub umieszczanych w obozach dla uchodźców. Rozmowa przy grillu, zaproszeni sąsiedzi, sporo ludzi. Rozpoczyna się pogawędka językiem z marszów organizowanych przez antymuzułmańskich entuzjastów. Nikt zdaje się nie mieć pojęcia, jak wiele z tego X rozumie i uczy się przy okazji, i cieszy się z aprobaty dorosłych, którą wywołał przyniesionymi przez siebie kawałami.

*

X pyta mnie, dlaczego nie mam “dobrej pracy”, dlaczego żyję tak jak żyję. Kiedy słyszy moją odpowiedź, jego duma jest urażona tym, że ktoś ma za nic wartości, pojęcia i cele systemu, któremu on zaprzedał duszę, aby móc nazywać swą pracę “dobrą pracą” itp. Duma tego samego X nie jest urażona, gdy opowiada o swoich planach życia w oderwaniu od jarzma, poszukiwaniu spokoju, z czasem coraz częściej sprowadzanego do słów: “na emeryturze”.

*

Mailowa rozmowa z X. Otrzymuję spis sukcesów, po którym mogę sprawdzić, co jest w życiu ważne oraz ile z tego osiągnąłem, czego sobie odmówiłem, co mnie ominęło. Wyliczenie przedstawia wyłącznie materialne wartości, wszystko, co istotne, według czego mam ocenić swoje postępowanie, sprowadzone zostaje do majątku, pieniędzy i kariery.

*

Norwegia. Dobrze poznaję tam X, z którym włóczę się po kraju i maluję domy. Przez półtora miesiąca słucham wywodów o polskiej polityce, która niszczy mu życie, odbiera szanse na karierę etc. X czuje się wręcz znieważony norweskim spokojem, zwłaszcza wieczorami pieni się i zamiast wpatrywać w gwiazdy i cieszyć się nocą, peroruje, ile kraje Zachodu są winne Polakom za to, że powstrzymali pochód komunizmu, ile Niemcy muszą wypłacić odszkodowań, ile Rosja, a ile ci z Polaków, którzy sami zdradzali. Na myśl o tym wszystkim dymi mu się z głowy, mimo że jest tysiące kilometrów od domu, za Morzem Bałtyckim i siedmioma górami. Człowiek utkany z małostkowości, lęku i pielęgnowanej urazy. Żywe zakompleksienie. Gdy już pomszczone zostaną krzywdy, które go trapią, będzie musiał znaleźć następne, by pozostać sobą. Nawet nie chcę wyobrażać sobie jego snów.

*

Anglia. X przybył tu niemal 20 lat temu. Nie tęskni za Polską, nie lubi nastroju, który tam panuje, stanu ducha Polaków, który trudno wytrzymać. “Wydawałoby się, że przez 20 lat coś się może zmienić, może nawet coś się zmieniło, ale ja też zmieniłem się i odczuwam tam coraz większą niewygodę. Nawet myślący ludzie przesiąknięci są materializmem, a ci mu przeciwni wytrąceni są przezeń z równowagi, stają do walki z nim przybici i na własną rękę. Taki jest efekt natręctwa pracy i życia w zapierdolu, z którego uczy się ludzi być dumnym i nazywać go Polską. To smutne i żal mi ich, ale efekt jest taki, że unikam Polaków. To taka rzadkość trafić na nieogłupiałego, że już dawno przestałem próbować.”

*

X nawrócił się i jest głęboko wierzącym katolikiem. Próbuję wyobrazić sobie duchową podróż, którą przebył. W rozmowie poruszam jakiś temat z Tygodnika Powszechnego, bo przypuszczam, że może on być jakąś platformą porozumienia między mną a X. Spotykam się z postawą krytyczną wobec tygodnika, następnie wobec papieża Franciszka, a moja uwaga na temat Radia Maryja kończy się obroną księdza Rydzyka i tego, jak wiele zrobił dla wierzących. Trup chrześcijaństwa cuchnie w Polsce tak bardzo, że ledwo udaje mi się oddychać jego wyziewami.

*

Chcąc poznać warunki panujące w polskim systemie, dowiedzieć się o politykach ze “sceny”, słucham ich wypowiedzi, oglądam wywiady, na FB czytam dyskusje i komentarze różnych stron, przeglądam programy TVP.

Zbigniew Ziobro o Andrzeju Dudzie zaledwie trzy lata temu: "Pan poseł Duda zawdzięcza swoje istnienie w polityce mnie i posłowi Mularczykowi i zachowuje się bardzo nieładnie swoimi wypowiedziami o zdrajcach… Bo jeżeli ktoś kogoś zdradził, to [on] się zachował jak taki Judasz, poszedł za srebrniki do prezesa Kaczyńskiego, choć dzięki nam znalazł się w polityce."

Kalina Błażejowska (pisząca dla Wysokich Obcasów i Tygodnika Powszechnego), z której profilu FB kopiuję te słowa, nazwała wypowiedź ministra “chłopackimi porachunkami”. Proszę, czytelniku, zadaj sobie trud i przeczytaj jeszcze raz cytowane słowa oraz określenie p. Błażejowskiej, poświęć mu chwilę i doceń łatwość i elegancję, jaką mają kobiety w określaniu duchowego wieku mężczyzn.
Szkoda, że p. Błażejowska tak niewiele pisze o politykach i działaniach opozycji, bo ma rękę do komentarzy (polecam na przykład ten: Imieniny Pana Janka). Nawet nie będę próbował jej dorównać i po prasówce, którą sobie zrobiłem, powiem tylko, że ten żałosny rząd, którego polityków nie można słuchać bez zażenowania, posiada opozycję dla siebie wręcz wyśnioną, idealną, w formie pustki, nicości ucieleśnionej, tej opozycji wręcz nie ma ani intelektualnie, ani pod względem charakteru, a to co jest, to prezent dla Kaczyńskiego skrojony idealnie pod rozmiar jego buta. Kto inny miałby w tych warunkach rządzić, jak nie on? I gdzie znajdzie się satyryk, który wyczerpałby do ostatka to niewyczerpane źródło, jakim są charaktery i metody działania polskich wybrańców ludu? Trzeba by pięciu Juwenalisów, dziesięciu Horacych, chociaż nie, ta czara zawsze pozostanie pełna.

Kilka “antypolskich” myśli: 

W Polsce Unia Europejska bywa określana jako kalifat. Chyba żaden znany mi Polak nie poznał w swoim życiu nawet jednego muzułmanina (niekoniecznie tak głęboko, by się z nim zaprzyjaźnić, ale by choć przeprowadzić jedną prywatną rozmowę o życiu, świecie etc.). Część rozmów o islamie, które z Polakami prowadziłem, kończyła się jako rozmowy o terroryzmie oraz o metodach, którymi trzeba się z z islamem rozprawić. Zwykle była też przy okazji tego wszystkiego niechęć do mediów oraz do UE, że zakłamują rzeczywistość pokazując nieprawdę lub propagując zachowania wbrew “tradycji”. Natomiast ludzie nie tak nieprzyjaźni wobec muzułmanów, którzy np. popierają przyjmowanie uchodźców w Polsce, z powodu braku doświadczenia mówią i robią to, co wynika raczej z dobroci serca, z przekonań i z ich osobowości, i co robiliby zawsze. I tak zostanie: przez brak codziennego kontaktu z muzułmanami Polacy będą prowadzili tylko akademickie spory na temat tego, co dzieje się na Zachodzie i na Bliskim Wschodzie. Jakość i poziom tych sporów wskazuje zresztą, że do niczego innego by się nie nadawali.

*

“Zakłamywanie rzeczywistości” i postępowanie wbrew “polskiej tradycji” z czasów PO-PSL zmieniło się w propagowanie w TVP ksenofobicznych i nacjonalistycznych haseł w oparciu o przywłaszczoną sobie przez PiS “tradycję”, która, rozumie się, ma być niezakłamana. Niestety, PiS miał zawsze wolną rękę w obszarze kultury, bo poprzednie rządy oddały mu te pola może nawet z ulgą. Przecież upadek mediów publicznych nie zaczął się za PiS-u, gdzie sięgnął dna. Pamiętam za czasów PO-PSL ćwierkające ptaszki puszczane zamiast audycji na programie drugim Polskiego Radia, bo na opiekę nad dobrami kulturowymi takimi jak telewizja czy radio poprzednie rządy nie miały pieniędzy. PiS ma dla odmiany – jak na polskie warunki – ogromne wydatki na kulturę, więc jednak można. To, że zostają w dużej mierze zużyte w sposób, o którym nikomu się nie śniło, to już inna bajka. Ale może na to sobie Polacy zasłużyli, żeby do największych głębin ducha żeglowali na toruńskich falach radiowych, a wyżynami ich kultury stała się obsesja państwowa. Ani o centymetr głębiej, ani o centymetr wyżej.

*

Z polskich paradoksów: niezależnie od tego, jak wspaniały byłby rozwój gospodarki, odmiana sytuacji materialnej Polaków i zmniejszenie dystansu biednych do bogatych, do których PiS by doprowadził – a przecież nie można mu odmówić sukcesów czy zwrócenia uwagi na rzeczy, które wcześniej były pomijane – niezależnie od tego, władza, która ogranicza wolność, która zmierza w najlepszym razie w stronę pół-dyktatury i która podpiera się tak grubą propagandą, że nawet sami jej zwolennicy są zakłopotani, która posługuje się niemal wyłącznie językiem emocji, i która trwale dzieli Polaków – nie jest niczego warta. Ale kto pośród herosów opozycji umiałby konkurować z chochołem, jakim jest PiS? Kto potrafiłby przeszkodzić mu w czymkolwiek? Zdaje się, że nikt, więc wszystkim stronom politycznego sporu pozostaje trzymać kciuki za Kaczyńskiego...

*

O ile PiS nie zdemontuje demokracji, a mógłby to zrobić wyłącznie wyprowadzając Polskę z UE, będę zawiedziony i zaskoczony, gdy za 2 (gdyby była jakaś opozycja) lub najdalej za 6 lat (gdy nie będzie opozycji) sam na zawsze nie zatonie. Dobrą wiadomością jest to, że gdy będzie szedł na dno, ma szansę pociągnąć za sobą w głęboki muł polski Kościół, który gniecie się pod tą komiczną egidą, rozgrzesza ją, uświęca ją, nadaje jej posmak toruńskiego piernika. Że Episkopat Polski od lat nie wypowiedział się stanowczo w sprawie Radia Maryja oraz księdza Rydzyka, to już dawno przekreśliło go w moich oczach, ale to, jak Kościół zachowuje się wobec obecnego rządu, jest wręcz zdumiewające. Już samo milczenie najwyższych instancji Kościoła w sprawie tego, co się dzieje, oznaczałoby aprobatę tego stanu rzeczy, ale przecież ta aprobata jest zwykle jawna, o czym mówią sami katolicy (np. w tym miejscu). Mam taką wizję, że razem ze zniknięciem PiS-u dokona się przemiana obyczajowa, zmieni się rozumienie religii w Polsce, zniknie wpływ Kościoła na sprawy państwowe, na edukację szkolną, na śmietnik trafił katolicki zakalec prowieniencji toruńskiej, przepadnie obsesja państwowa, kulty śmierci takie jak religia smoleńska czy religia powstania warszawskiego będą czczone na cmentarzach, a polski Kościół wyjdzie wreszcie z systemu i stanie po stronie człowieka, zyszczy nam, spuści nam, Kyrie eleison!

*

Zawsze miałem żal do romantyków za dwie strony ich obsesji. Czy nie mogli poprzestać na jednej, na duchowości, naturze i wrażliwości? Nie znam w literaturze polskiej niczego bliskiego w swym pięknie i głębi do tych słów:

Już wstążkę pawilonu wiatr zaledwie muśnie,
Cichymi gra piersiami rozjaśniona woda;
Jak marząca o szczęściu narzeczona młoda
Zbudzi się, aby westchnąć, i wnet znowu uśnie.

Żagle, na kształt chorągwi gdy wojnę skończono,
Drzemią na masztach nagich; okręt lekkim ruchem
Kołysa się, jak gdyby przykuty łańcuchem;
Majtek wytchnął, podróżne rozśmiało się grono.

O morze! pośród twoich wesołych żyjątek
Jest polip, co śpi na dnie, gdy się niebo chmurzy,
A na ciszę długimi wywija ramiony.

O myśli! w twojej głębi jest hydra pamiątek,
Co śpi wpośród złych losów i namiętnej burzy;
A gdy serce spokojne, zatapia w nim szpony.

Być tak wysoko i daleko od spraw tego świata i zniszczyć to przez rojenia narodowe, dać się opętać złu – tego nie da się wybaczyć.  Zwłaszcza, że atmosfera, z której powstały np. Księgi narodu polskiego i pielgrzymstwa polskiego, równie łatwo mogła skłonić do napisania czegoś zupełnie w drugą stronę, rodzaju katechizmu polskiego abnegata. Mogłyby go otwierać takie napomnienia: 

Nie zaprzedawaj swojej duszy systemowi, za wszelką cenę unikaj tego zła, bo już nawet to, że akceptujesz sprzedaż życia za pieniądze, rozliczany godzinami dzień pracy, edukację w systemie od dzieciństwa, życie wśród wartości systemu, pojęć systemu i celów systemu, i podobnych cudów na jego chwałę – to już wystarczy, to już za dużo i nie wolno, nie wolno ci posuwać się dalej ani o krok, ani o jeden krok, nie możesz już iść na dalsze ustępstwa. 

Radź tak przyjaciołom, ostrzegaj ich przed zagubieniem, przed zaprzedawaniem duszy, bo staną się kimś innym, bo przestaną być sobą, bo nawet nie zauważą, jak upodobnią się do systemowego produktu, a przecież wystarczy rozejrzeć się po ludziach wciągniętych w system, by zobaczyć, co to oznacza, jak się zmienili, jak mylnie interpretują te zmiany, jak bardzo system ich zaślepił. Ale cokolwiek by się działo z innymi, zostaw ich, idź samotnie, nie zaprzedawaj swej duszy systemowi. 

Adam Mickiewicz 

Było tak blisko, by powstało podobne dzieło. Niestety...