niedziela, 9 kwietnia 2017

Wiosna homilią


Wiosna zaskoczyła pana Tralalińskiego.

Wyszedł dzisiaj rano na spacer do parku i po raz kolejny zobaczył, jak drzewa jednego gatunku, tego samego dnia i o tej samej porze razem zakwitają, jakby w tajemniczej zmowie przed innymi i koordynujące swój spisek tymi samymi satelitami GPS. Te żyjące blisko siebie i szumiące sobie latem, i te położone daleko, w innych częściach miasta, czasem samotne; wszystkie na tę samą wiadomość, że to już czas, że nadeszła ich godzina, razem zakwitają.
Ptaki oszalały. Drzewa pełne są śpiewu, tralalewu. Zdjęcia pana Tralalińskiego są pokrywą zagłuszającą ich szaleństwo, tłumiącą to, co dzieje się pod tymi zdjęciami.

Niewidoczne na nich trele morele czasem zwiastuje coś nie tak wesołego, jak mogłoby się zdawać. Pan Tralaliński już z końcem zeszłego lata widział w parku niespotykaną liczbę gołębi. Dzisiaj upewnił się, że to gołębia inwazja na Park Kościuszki, Tralaliuszki, a może i wszystkie inne parki Śląska. Zła wiadomość dla wróbelków, tralabelków, a pewnie i wielu innych mniejszych i słabszych.

Spacerując alejkami pan Tralaliński dopiero na widok kościoła przypomniał sobie, że dziś niedziela. Tłum wiernych otaczał budynek kręgami, coraz szerszymi i luźniejszymi, jak na tafli jeziora. Nie słuchał od wielu lat kazania, czy nawet ogłoszeń parafialnych, więc postanowił odświeżyć sobie rytuał i usiadł na ławie.

“Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym macie się przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej, niż pokarm, a ciało więcej, niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną, nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?

Kto z was martwiąc się może dołożyć choćby jedną chwilę do wieku swego życia? A o odzienie czemu się martwicie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany, jak jedna z nich. Jeśli więc ziele polne, które dziś jest, a jutro będzie do pieca wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, ludzie małej wiary?”

Pan Tralaliński zamyślił się nad tymi słowami. Święty Mateusz, Tralaleusz, to jeden z jego ulubionych pisarzy. Każde zdanie Ewangelii zostało wyrąbane jakby toporem i rezonuje w nim, choć atonalnie, bo drzewa nie lubią toporów, a pan Tralaliński przyjaźni się z drzewami.

Dawno już przyznał sobie samemu, że gdyby żył w czasach Chrystusa, zapewne byłby jednym z jego uczniów. Chętnie zostawiłby życie za sobą i poszedł za nim. Ale wśród nich byłby naczelnym sceptykiem i wątpliwe jest, czy Chrystus nie podarowałby mu wilczego biletu. Byłaby o tym wzmianka we wszystkich Ewangeliach. Można by czytać wtedy w Nowym Testamencie, jak to jeden z Apostołów, niejaki pan Tralaliński, zafascynowany może nawet bardziej talentem literackim celnika Mateusza, Tralaleusza, niż oratorskim Chrystusa, Tralalusa, został przez tego ostatniego wydalony z grupy. Podający się za syna Boga pewnie zostawiłby go gdzieś przy jeziorze i powiedział na odchodne: “nie chcę, panie Tralaliński, byś szedł za mną, nie uczynię cię rybakiem ludzi.”

Kiedy już zostałby sam, w głowie pana Tralalińskiego dudniłoby wyrąbane toporem: “Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż ptaki?” Ale dlaczego miałby się uważać za ważniejszego niż ptaki lub rośliny? Na ławce przy kościele ta myśl wydała mu się wstrętna jak nigdy wcześniej. W ten wiosenny dzień, kiedy wszystko się zieleniło i śpiewało, radykalny antropocentryzm chrześcijaństwa, tralalaństwa, wydał mu się żałosny.  W śpiewie dochodzącym z drzew i w rześkości wiatru uznał je za aberrację. Na szczęście wiosna jest na to wszystko obojętna i nie współpracuje z kapłanami i poetami. Równo obdarowuje sobą każdego, nie rozróżniając, czy to zwierzę, czy roślina. “Nie”, powiedział pan Tralaliński w stronę Mesjasza, Tralalasza. Wstał z ławy, odwrócił się i poszedł do drzew. Widziałem, jak słucha tam ptaszków, tralalaszków.

Brak komentarzy: