czwartek, 6 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 24 sierpnia 1940 (5)


Piąty dzień nalotów wylosowałem Szkopom na 24 sierpnia 1940. Czyli nazajutrz.

Ich priorytety pozostają bez zmian.

O 8 rano nalot na lotnisko w Debden. Gdybym grał stosując zasady zaawansowane, miałyby one tutaj znaczenie, ponieważ Debden znajduje się poza zasięgiem Bf-109 i skład rajdu byłby określony w specjalny sposób. Może innym razem napiszę coś o zaawansowanych regułach, które pominąłem, a teraz przenieśmy się na niebo nad Debden. Niemcy mają tam kawał drogi, więc RAF wita ich dobrze przygotowany. Wychodzi z tego wielka bitwa myśliwców, gdzie straty po obu stronach są duże. Rozpraszam osłonę i dopadam część bombowców, które spadają jak muchy. Nie mogę jednak mówić o pełnym sukcesie – grupa Ju-87 (tzw. Stuka) zrzuca ładunki na lotnisko i trochę je uszkadza.
Zestrzelony Bf-109 pod opieką angielskiego personelu

Kolejny nalot nastąpił w południe. Kierunek Szkopów: Hornchurch. Lecą tam pewnie z zamkniętymi oczami. Jestem dobrze przygotowany i dochodzi do kolejnych zaciętych pojedynków myśliwców. Mam jednak przewagę liczebną, a większość moich sił to Spitfire`y. Z początku idzie jak po maśle – osłona Bf-109 rozbita, zaczyna się pościg za bombowcami (kilka grup He-111). Mają one solidną bliską eskortę, którą w dodatku wzmacniają messerschmitty znad kanału. Pojedynki powietrzne są jeszcze bardziej zajadłe. Straty po obu stronach naprawdę duże. Jest krwawo, mnie również to boli. Poza wrogimi myśliwcami, nasi wyeliminowalil sporo He-111, ale to ciągle nie dość: część niemieckich maszyn dociera nad Hornchurch i zrzuca bomby na lotnisko. Rzecz nie do pomyślenia przy tak silnej osłonie, jaką wystawiłem - a jednak! Rzucam kostką, by określić, jakie są efekty bombardowania. Śmiech na sali. Tony bomb spadają na okoliczne pastwiska.

O godzinie 16 nalot na lotnisko North Weald. Wiem tylko, że leci 5 grup. Wspieram obrońców 4 dywizjonami z Northolt (w tym 303) – łącznie 7 dywizjonów Hurricane`ów śle Szkopom pozdrowienia z karabinów 7,7 mm... 3 grupy Bf-109 zniszczone, część Hurricane`ów dopada bombowce, ale z ich bliską osłoną już tak łatwo nie jest, nie mam takiej przewagi. Znowu straty po obu stronach. Taki wynik to w zasadzie porażka. Co więcej, niektóre z Do-17 i Bf-110, które uczestniczą w tym rajdzie, dolatują do celu i zrzucają ładunki. Mam kolejne uszkodzone lotnisko.

Na szczęście tego dnia nie ma już więcej nalotów.

Punkty Zwycięstwa: 11 dla Niemców
Rezerwy Anglików: Spitfire 15, Hurricane 19, Piloci 0
Rezerwy Niemców: myśliwce 4, bombowce 20

Zaczyna brakować wytrenowanych pilotów i jeśli straty nadal będą tak wysokie, nowe samoloty - tych akurat nie brakuje - będę obsadzał zielonymi załogami. Jeden dywizjon Hurricane`ów z Northolt już teraz składa się z zupełnych świeżaków, co zmniejsza jego skuteczność do śmiesznie niskiego poziomu i przestałem go posyłać na jakiekolwiek akcje.

zestrzelony Do-17
Dwa słowa o powyższych wskaźnikach. Obrazują one, do jakiego stopnia Luftwaffe była daleka od wyeliminowania RAF-u. Mimo wysokich strat, które ponoszę, mam zapewnione natychmiastowe reformowanie 15 dywizjonów Spitfire`ów lub 19 Hurricane`ów. Te liczby są tak wysokie, że kumający mechanikę gracz od razu widzi, iż pod  względem wojny materiałowej, wojny na wyczerpanie - niewiele mu grozi. W czasie nalotów, jeśli dzień był udany, zdarza się Niemcom spowodować straty, które pochłaniają kilka punktów rezerw, ale RAF dostaje ich każdego dnia znacznie więcej. Co ważne, jest to ich regularna dostawa. Wiemy, na czym stoimy. W pewnym stopniu groźniejsze od strat ponoszonych w powietrzu są bombardowania lotnisk i ośrodków przemysłowych, ale skuteczność tych bombardowań jest niska i o ile się nie zmieni - a nie zapowiada się na to - to nawet niszczenie fabryk nie jest w stanie zachwiać potęgą RAF-u. Jak widać po bombardowaniach z ostatnich dwóch dni, nawet puszczone grupy bombowców często rozmijają się z celem. O ile chmury nad Anglią nie są czarodziejskie, to wygląda na to, że Niemcy nie mają odpowiedniej broni, by wygrać tę kampanię, skoro nie są w stanie korzystać z okazji, które im się przydarzają.

Szukając wyjaśnień tego stanu rzeczy, m.in. odpowiedzi na pytanie, dlaczego autor gry tak jednoznacznie na korzyść RAF-u ustawił współczynniki rezerw (produkcji), znalazłem dzisiaj kilka zabawnych ciekawostek wyjaśniających tę sprawę. Jednym z najbliższych doradców Winstona Churchilla w czasie wojny był Lord Beaverbrook, ówczesny minister produkcji lotniczej. Na miesiąc przed bitwą o Anglię skierował on apel do gospodyń domowych: “give us your aluminium and we will turn your pots and pans into Spitfires and Hurricanes, Blenheims and Wellingtons” - “dajcie nam aluminium, a zamienimy wasze garnki i patelnie w myśliwce”.

Odzew na apel Lorda Beaverbrook i społeczna mobilizacja przeciwko Niemcom okazały się totalne. Za sprawą cywilnych dotacji w parę tygodni rząd otrzymał setki ton aluminium. W Timesie pisano: “even if Britain goes down this fall, it will not be Lord Beaverbrook's fault. If she holds out, it will be his triumph. This war is a war of machines. It will be won on the assembly line.” - “nawet jeśli Wielka Brytania upadnie tej jesieni, nie będzie to wina Lorda Beaverbrook. Jeśli wytrzyma, będzie to jego triumf. Ta wojna jest wojną maszyn. Rozstrzygnie się na linii produkcyjnej”.

Na łamach Mirror Lord Beaverbrook w malowniczy sposób wiązał osobisty wkład każdego Anglika z tym, co działo się na niebie wyspy: “whenever you read of a thrilling air feat, you can say: perhaps my saucepan made part of that plane” - kiedy czytasz o powietrznych wyczynach, możesz powiedzieć: być może mój rondel jest częścią tego samolotu.”

Pierwszy apel o aluminium Lord Beaverbrook dał 10 czerwca, ale jeszcze na jesień przybywały kolejne dotacje w postaci kuchennego sprzętu. A także bardziej przydatnych materiałów, bo jeśli chodzi o akcesoria kuchenne, to syn Lorda Beaverbrook przyznał lata później w wywiadzie, iż apel ojca o aluminium spowodował co najwyżej marnotrawstwo dobrych patelni i garnków. W produkcji myśliwców były one do niczego nie przydatne. Przemysł angielski i produkcja samolotów w Anglii była już od dłuższego czasu na drodze szybkiego rozwoju. RAF był silną i gotową do walki bronią. Przeciwnik dysponował potężną siłą, ale jego zadanie  było znacznie trudniejsze. Obok mów Churchilla słowa Lorda Beaverbrook miały wyłącznie efekt propagandowy. Nie można go jednak nie doceniać: zjednoczyły społeczeństwo w najtrudniejszym momencie wojny. Nikt lub mało kto wiedział o bezsensowności tych dotacji, ale to na pewno było miłe widzieć swój rondel w przelatującym Spitfire`rze. Można sobie łatwo wyobrazić, jak Lord Beaverbrook i Winston Churchill (prywatnie dwaj przyjaciele) rozmawiają przy porannej kawie w gmachu ministerstwa:

LORD BEAVERBROOK: Jak tam Winnie samopoczucie?

SIR WINSTON CHURCHILL:  A, daj spokój (ang: thank you, I`m fine). Rzucam palenie. Z pyska mi daje jak z Tamizy. Twoja gastryka, Will?

LB: Lekarz mówi, że mam się nie stresować, a wiatry przejdą. Nerwy, mówi. Wczoraj dwa naloty w porze obiadowej. Poszły okna w sypialni. Trzeba do tego przywyknąć.

WC: No, zerknijmy w papiery. Jest jakiś raport.

LB: I co tam?

WC: O szit. Hrabstwo Kent przysyła 5 ton patelni i garnków.

LB: Miło z ich strony...

WC:  W zeszłym tygodniu przysłali 3 tony. Przebili Sussex i Hampshire. Gadaj lepiej, co z tym zrobimy?

LB: W dokach są jeszcze jakieś magazyny. Trzeba to schować, bo się ludzie skapną.

WC: Dokerom nie ufam. Jak tylko dostają nowy towar, biorą kasę, a ze starym nic ich nie wiąże.

LB: Zwiększ kary albo płać im więcej za przechowanie.

WC: Nic to nie da. Szukają każdej okazji do zysku, żmije. Choćby mieli dziurawą stodołę, powiedzą, że to 500 metrów nowoczesnej powierzchni magazynowej. A potem znajdujesz swój towar na śmietniku. A czego nie wyrzucą i łaskawie przechowają, wygląda gorzej od tej stodoły.

LB: Nie przesadzaj. Przekonasz ich. Masz talent do miłych słówek. Moja sąsiadka do teraz chlipta po mowie z dwudziestego.

WC: Mówię ci, zapomnij o dokerach. Tydzień temu na długości 20 mil płynęły Tamizą do Kanału Angielskiego garnki i rondle. Mogli chociaż zdjąć je z podestów na wózki, żeby szły na dno! Szuje, taka ich mać!

LB: No co ty gadasz?

WC: A jak się musiałem z tego tłumaczyć! Pół dnia świeciłem ryjem przed dziennikarzami. Całe estuarium Tamizy zawalone rondlami. Podwodniacy myśleli, że to miny i stracili dwie doby na podejściu do bazy w Dover.

LB: Coś o tym słyszałem.

WC: A słyszałeś, że cywile chcieli tam zlinczować jakiegoś bezdomnego, który wyławiał patelnie? Chłopina ledwo co uszedł z życiem. Przywieźli go na komisariat razem z garnkami, które załadował na wózek i oskarżyli o kradzież Spitfire`a.

LB: Ludzie z Dover to twarde sztuki. Patrioci, rozumiesz.

WC: A czy ty rozumiesz, że dzieci w Dover zamiast muszli zbierają patelnie z plaży? Dokerom nie dajemy już na przechowanie żadnych rondli!

LB: Co ty ode mnie chcesz? Mam się wycofać? Przyznać, że żadnego nie użyliśmy?

WC: Zwariowałeś? Zażądają zwrotu. Wiesz jacy oni są. Cywile.

LB: No to co robimy?

WC: Daj mi się zastanowić. O, patrz, jeszcze jedna teczka z papierami. To raporty z Middlandów.

LB: Nie otwieraj tego! Napijmy się najpierw herbaty.

WC: Ekscellentna idea. Czajników ci u nas dostatek.

Wychodzą do kuchni.

Brak komentarzy: