środa, 5 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 19 sierpnia 1940 (3)


Göring zmienił priorytety Luftwaffe. Od trzeciego dnia nalotów wyglądają one tak:

Wysoki: przemysł, porty
Średni: lotniska
Niski: miasta, radary

Historycznie (ulubiony przysłówek wojenników) decyzję o ograniczeniu ataków na radary Göring podjął parę dni wcześniej, przekonany, że wskutek strat, które RAF poniósł, Luftwaffe powinna skupić się dobiciu wroga - w zasadzie dokładnie tak, jak gra to i u mnie przedstawia. Że radary, które są dla Anglików najistotniejsze w systemie obrony wyspy, nie obchodzą już Niemców, to dla mnie dobra wiadomość, chociaż bombardowania ośrodków przemysłowych przełożą się wprost na liczbę punktów rezerw, które RAF posiada. Dla tych, co gry nie posiadają: najważniejsze wskaźniki w grze, po których można ocenić wygrywającego i przegrywającego może nawet lepiej, niż po stanie PZ, mówią o tym, ile rezerw pozostało Anglikom na Hurricane`ach i Spitfire`ach (a także ile mają dostępnych załóg z doświadczonymi pilotami), oraz ile Niemcy mają punktów rezerw na bombowce i myśliwce. W grze chodzi o to, by powodować większe straty, niż strona przeciwna posiada w fabrykach wydolności na ich uzupełnianie. Bitwa o Anglię była bitwą na wyniszczenie, gdzie wyniki z jednego dnia nalotów są tylko fragmentem całości. To, że Anglicy stoją z produkcją nowych samolotów bardzo dobrze, przekonałem się podczas mojej pierwszej rozgrywki w RAF (obecnie gram po raz drugi), kiedy to uznałem, że Niemcy w tej grze w ogóle nie mają szans. System gry przyznaje Fighter Command znaczące możliwości regeneracyjne, zgodnie z historią. Anglicy byli przygotowani do tej walki. Grający RAF-em ma poczucie, że samolotów nie braknie, choćby nawet przegrało się jednego dnia wszystkie bitwy powietrzne i straty były duże. Niemcy nie mają tak wesoło i gra pokazuje, że ewidentnie nie byli gotowi na tego rodzaju wyniszczającą kampanię. Tym razem idzie im jednak całkiem nieźle. Jakby nie było – przegrywam.
Zestrzelony Spitifire.

Nalot na lotnisko w Hornchurch rozpoczął się o 8 rano. Ponieważ wykryto go bardzo późno i zupełnie nie wiem, jaka siła nadlatuje, podrywam z lotniska wszystko, co tylko mam, żeby nie ponieść strat na lądzie. Okazuje się, że to samotna grupa Bf-110... Wystrzelana do nogi. Dobry początek dnia, choć z drugiej strony moje najlepsze myśliwce (4 dywizjony Spitfire`ów) rzuciły się na małą myszkę i lepiej, żeby Niemcy przez najbliższe godziny w tym rejonie niczego nie gotowali...

Na szczęście kolejne godziny mijają spokojnie. Samoloty uczestniczące w porannym pojedynku nad Hornchurch wracają do gotowości. W południe bardzo wczesne wykrycie 9 grup lecących na lotnisko w Biggin Hill. Wiem, kto leci, wiem, w jakiej liczbie. Postanawiam skorzystać z okazji i przygotować Niemcom uroczyste powitanie. Podrywam samoloty ze wszystkich okolicznych lotnisk – łącznie 11 dywizjonów. 5 dywizjonów Spitfire`ów ugania się za 3 grupami Bf-109, a 6 pozostałych dywizjonów dopada od razu bombowce (Junkers-87 i Junkers-88), którymi w bliskiej eskorcie opiekują się Bf-110. Całe niemieckie zgrupowanie idzie w rozsypkę. Ścigam ich jeszcze nad kanałem La Manche. Nie odpuszczam nikomu. Nasi zadają 4 heavy losses i 3 light losses – to jest moc! Takiego święta jeszcze nie było. Jak nic Churchill zrobi 19 sierpnia Bank Holiday po wojnie...

Ale o tej samej godzinie dzieją się na angielskim niebie jeszcze inne rzeczy. Najpierw info, że leci solidna ekipa na radar w Worth. Szukam jej, ale to zmyła. Tymczasem Niemcy pojawiają się w sektorze lotniska Hornchurch – lecą na zakłady przemysłowe w Rochester. Ostrzeżenie o nalocie przychodzi tak późno, że niewiele jestem w stanie zrobić poza ponownym poderwaniem wszystkiego co mam w Hornchurch. Co prawda to wystarczy, by zadać Niemcom straty i utrudnić bombardowanie, ale jedna grupa Do-17 przedziera się przez osłonę. Na szczęście zachmurzenie sprawia, że fabryki pozostają nietknięte. Wiwat chmury!

Godzina 14. Kolejny nalot na Hornchurch. Po akcji nad Rochester niewiele maszyn mam gotowych do ponownego lotu. Dwoma dywizjonami Spitfire`ów prowadzę pojedynek z rojem Bf-109, rozbijam go i lecę na Heinkle, które też rozbijam! Jedyne co pozostaje, to przetrzebiona grupa Bf-110, który zrzuca bomby na Hornchurch, na szczęście zbyt mało i bardzo niecelnie. Uff... Ale to nie koniec, bo w tym samym czasie Niemcy nadlatują dużą grupą ponownie na fabryki w Rochester. Nie pozostaje mi nic innego, jak wziąć wszystko na klatę. Co gorsza, bombowce rozdzielają się i po drodze część z nich zrzuca ładunki na radar w Foreness. Rochester płonie (tracę 6 punktów odnowy na Hurricane`y), radar uszkodzony. Kaplica. 

Godzina 16. Duży nalot na Portsmouth. Podrywam 5 dywizjonów, ale jeden z nich traci kontakt z resztą i zawraca do bazy... To sprawia, że Bf-109 wyłapują moje myśliwce i odciągają je od Ju-87, które robią potworne spustoszenie w porcie. Gorzej nawet, bo w walce Messerschmittami moje Spitfire`y dostają mocno po palcach. Boli...
Zestrzelony He-111

Godzina 18. Info, że coś leci na Hornchurch. Pewnie Szkopy znają już trasę na to lotnisko na pamięć. Brak radaru w Foreness doskwiera. W ciemno posyłam 3 dywizjony i niech się dzieje wola nieba... Niemcy przechwytują moje myśliwce, pojedynek jest bardzo wyrównany i obie strony ponoszą straty. Niestety dzięki udanej akcji Niemców bombowce lecą nie niepokojone, zbaczają z trasy i zamiast na Hornchurch lecą na zakłady przemysłowe w Faversham. Bombardowanie He-111 jest bardzo celne. Tracę 5 punktów odnowy na Spitfire`ach...

Ten dzień to niezła wymiana ciosów. Każda strona zebrała takie szlagi, że w kościach chrupało.

Punkty zwycięstwa: 15 dla Niemców
Rezerwy Anglików: Spitfire 8, Hurricane 16, Piloci 2
Niemcy: bombowce 18, myśliwce 11

Nawiasem mówiąc, 20 sierpnia 1940 Churchill dał w parlamencie jedną ze swoich znanych mów. Nic tylko siąść przy herbatce, patrzeć w niebo i słuchać...


Brak komentarzy: