poniedziałek, 17 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 15 września 1940 (11)



W poprzednich wpisach rozproszyłem tyle informacji i uwag o grze, że na razie nie mam ochoty więcej się nad nią rozwodzić. Ostatnia notka miała być podsumowaniem, ale niestety nie będzie. Być może za jakiś czas dam radę takie podsumowanie napisać.

Zdarzyło się tak, że dzień zwycięstwa RAF-u w grze zbiegł się z rocznicą “dnia bitwy o Anglię”. 15 września 1940 roku odbył się największy i decydujący rajd niemieckich sił powietrznych: Luftwaffe przekroczyło kanał La Manche kolejno w dwóch wielkich formacjach, wysyłając łącznie ponad 600 myśliwców i 500 bombowców. RAF zaangażował do bitwy z tymi siłami 24 dywizjony myśliwców. Większość niemieckich celów nie została osiągnięta, a zacięta całodniowa bitwa przyniosła Niemcom duże straty. Co decydujące, nastąpił tego dnia upadek morale niemieckich lotników. Przyszło im walczyć z 300 myśliwcami RAF-u, podczas gdy na odprawach zapewniano ich, że – jako całość – RAF nie liczy już nawet tyle. 17 września Hitler odłożył inwazję na bliżej nieokreśloną przyszłość. Same naloty bombowe i walki powietrzne nad Anglią trwały jeszcze długo, ale uwaga Hitlera przenosiła się na wschód. Wygrana wojna z Sowietami miała przekonać Anglię do przyjęcia pokoju...

W rozgrywanej partii decyzja o odwołaniu inwazji przyszła o 2 dni wcześniej, już 15 września. Na ten dzień Niemcy postanowili pozostawić priorytety bez zmian: najważniejszym celem pozostały lotniska, mniej istotnymi fabryki oraz porty, a najmniej ważnymi miasta i radary.
Od godziny 8 do 18 przeprowadzono 5 nalotów: dwa na lotniska North Weald, jeden na lotnisko Biggin Hill; pozostałe dwa rajdy Szkopy przeprowadzili na zakłady przemysłowe Brooklands i Yeovil. Co prawda ostatni z tych nalotów przypadł na 18 i po nim miało nastąpić podliczanie punktów rezerw, wyczerpania Luftwaffe itd., ale zanim to nastąpiło, wskutek strat Luftwaffe poziom punktów zwycięstwa osiagnął próg 35 (dokładnie 37), co oznacza natychmiastowy koniec gry i złamanie potencjału militarnego przeciwnika. Rzecz jasna nawet gdyby to nie nastąpiło, to przy rozliczaniu reszty i tak wyszłoby na to, że inwazja została odwołana, ale to czysta przyjemność wygrywać z Hitlerem poprzez nokaut.


Zapewne rozgrywka siłami niemieckimi będzie o wiele trudniejsza i jeśli sięgnę jeszcze po tę grę, to spróbuję zagrać Luftwaffe. Będzie to zupełnie inny punkt widzenia i zupełnie inna historia.

*


Starałem się do którejś z tych notek dodać parę słów i zdjęć związanych z dywizjonem 303, który odegrał ważną rolę w bitwie o Anglię, ale odkładałem to ciągle do następnego razu, aż tu nagle wypadło, że obsługiwany przez system gry “wąsik” poddał partię.

Historycznie dywizjon 303 został sformowany wcześniej, ale dopiero od 31 sierpnia 1940 uznano jego gotowość bojową. Złożyła się na niego grupa doświadczonych pilotów, którzy wcześniej brali udział w kampanii wrześniowej 1939 oraz majowej 1940. Pierwszy patrol odbyli 1 września 1940 roku, w rocznicę rozpoczęcia wojny – zestrzelono podczas niego 6 messerschmittów bez strat własnych. Pośród dywizjonów latających na Hurricane`ach 303 osiągnął największą liczbę zestrzeleń w całym RAF-ie, a według niektórych szacunków miał ich więcej nawet od tych dywizjonów, które latały na Spitfire`ach. Nawet jeśli nie i jeśli przyjąć najmniej korzystne dla 303 szacunki, polski dywizjon jest na 4 miejscu. Niezależnie od powyższego, poniósł on w czasie całej kampanii najmniejsze straty, więc ilość zestrzeleń w stosunku do strat własnych i tak czyni go najskuteczniejszą jednostką RAF-u w bitwie o Anglię.
Josef František
Asem dywizjonu i najskuteczniejszym myśliwym całego RAF-u był czeski pilot Josef František. W czasie bitwy o Anglię zestrzelił 17 wrogich samolotów, w tym 9 messerschmittów. Część z tych zestrzeleń osiągnął w czasie samotnych polowań, które były wbrew brytyjskiej taktyce prowadzenia walki powietrznej, ale ze względu na wyniki wyjątkowo dano mu na nie przyzwolenie. Zginął 8 października 1940 roku w wieku 26 lat. Przyczyną śmierci było prawdopodobnie fizyczne i psychiczne wyczerpanie, które spowodowało utratę kontroli nad samolotem w czasie lądowania po patrolu.

W sieci jest sporo głosów na temat niedocenienia polskich pilotów. Poniższy film brytyjskiej produkcji temu przeczy. Swoją drogą, mam wątpliwości, czy analogiczny film na temat cudzoziemców mógłby powstać w Polsce. Trwa on niecałą godzinę i jeśli ktoś ma chwilę czasu, to czemu nie? Co prawda kręcony jest z użyciem kiczowej telewizyjnej maniery, z podniosłą muzyką i graniem na uczuciach w najmniej subtelny sposób, ale jak się to przełknie, to może być.

Na koniec dodam, że szperając po sieci za ciekawostkami znalazłem angielski (amerykański?) dowcip idealny na zakończenie tej relacji z gry:

A Polish pilot sees a German airplane and a Russian airplane. Which one does he shoot down first? The German. Business before pleasure. 
dywizjon 303

niedziela, 16 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 13 września 1940 (10)

Dygresja wojennicza
W połowie września rozpoczęto ewakuację dzieci z Londynu
Mam problem ze znalezieniem odpowiedniej formy na pisanie relacji z tej gry. Wyliczanie dni, godzin, celów i sił niemieckich wysłanych nad Anglię w każdej misji znudziło się już nawet mnie, który rozumie, o co tu chodzi i skąd opisywane dane się biorą. Mija się to zresztą z przyjętym na początku założeniem, czym miała być ta relacja. Spróbuję chociaż trochę naprawić tę omyłkę i jeszcze raz wskazać, co jest tematem gry i na czym polega rola grającego. Przede wszystkim przyjmijmy właściwą perspektywę i wróćmy do podstaw.

RAF: The Battle of Britain Johna Butterfielda to gra w skali operacyjnej. W ogóle nie tyka ona taktycznych szczegółów walki powietrznej, toteż po kilku godzinach nalotów – a co dopiero po kilku dniach – gracz rzuca na pamięć i w kółko kostką sześcienną i wprowadza na planszę rezultaty walk, powtarzając wielokrotnie tę samą procedurę, która czynnik taktyczny bitwy o Anglię rozstrzyga elementem losowym. Gracz nie dowiaduje się z gry w zasadzie niczego, co dawałoby mu wyobrażenie o tym, jak latano, które parametry samolotów były cenione i czym w szczegółach różniły sie one między sobą; nie dowiaduje się też, jak współdziałano ze sobą w powietrzu, czy używano jakichś formacji i jeśli tak, to jakich. To nie istnieje w tej grze. Fabularyzując w tych wpisach rzuty kostką i przedstawiajac rozgrywkę w ten sposób oddalałem się cały czas od tego, o czym gra próbuje opowiedzieć.

Sercem RAF-u jest wyznaczanie godzin i rejonów patroli oraz decyzje, w jaki sposób odpowiadać na naloty, jaką siłą i skąd. Robiąc te wpisy powinienem był skupić się na przedstawieniu mechanizmów odpowiedzialnych za te elementy gry. Jeśli więc jakiś szalony czytelnik dotrwał do tego momentu i uparcie czyta tę relację, pozostaje mi przeprosić go za wprowadzanie w błąd oraz ukłonić się za wytrwałość. Myślę, że dobrnąć tutaj mogli wyłącznie ci, którzy albo są tak zainteresowani grą Johna Butterfielda, że chłoną każde zdanie na jej temat, albo tak lubią czytać tego bloga, że wybaczają jego autorowi przynudzanie oraz błędne decyzje. Miło was tutaj gościć.

Dygresja blogerska

Błędne decyzje pisarskie autora bloga są na szczęście nieszkodliwe i nie przynoszą takich rezultatów, jakie przyniosłaby Anglikom błędna strategia obrony wyspy w 1940 roku. Chciałoby się nawet rzec, że pisanina jest zawsze niewinną próbą, która nikomu nie przynosi krzywdy. To jednak nie do końca prawda. Do pewnego stopnia strategie pisarskie pierwszych dekad dwudziestego wieku pomogły rozpowszechnić i oswoić przemiany ducha inspirowane przez baronów przemysłowych i prometeuszy dzisiejszego lepszego świata, którzy z artystów uczynili swoich pupilków i pomogli im puszczać ich ujadanie przez megafony.
Bombardowanie Londynu trwało co dzień przez prawie 2 miesiące

Noi vogliamo cantare l'amor del pericolo, l'abitudine all'energia e alla temerità – zwiastował anioł nadchodzącego pokolenia w 1908 roku, a wyrocznię jego publikowano na pierwszej stronie każdej gazety chcącej uchodzić za nadążającą za duchem czasów. Niedługo później Europa składała się z milionów futurystów okopanych za siatką z drutu lub, w drugim pokoleniu, przemierzających Europę pojazdami pancernymi, a siatkę z drutu pozostawiających dla cywilów. Niewinna miłość do niebezpieczeństwa, nawyk do energii oraz gwałtowności w imię tego, by nie pamiętać o spokojnej przeszłości – jeśli na czymś zależy sprzedawcy towaru, to uczyni on z artysty kreatora całego kierunku, a z kierunku obowiązującą modę i szanowaną estetykę, choćby była to gra chochlą na patelni, pisanie listów po ciemku lub malowanie farbą olejną z użyciem szczoteczki do zębów. Odpowiednikiem tej rąbanej siekierą estetyki jest dziś zmuszanie publiczności do nadążania za tzw. światem informacyjnym. Po przemówieniach kilku ministrów, po kilku obejrzanych rozmowach na najwyższych szczeblach, które brzmią jak poematy Marinettiego, człowiek, który do takiej sztuki nie przywyka na co dzień, nie będzie miał innego marzenia, jak wrócić do czytania książki o belle epoque jak do schronu przeciwbombowego. Nigdy przedtem równie mocno nie domagało się odpowiedzi zapytanie, czy to ten, kto nie ma TV i Internetu, nie wie, w jakim świecie żyje, czy też jest na odwrót?
 
Noi vogliamo glorificare la guerra - sola igiene del mondo - il militarismo, il patriottismo, il gesto distruttore dei libertari, le belle idee per cui si muore e il disprezzo della donna. Chcemy wysławiać wojnę – jedyną higienę świata – militaryzm, patriotyzm, destrukcyjny gest wyzwolicieli, piękne idee, za które się umiera, oraz pogardę dla kobiety.

Autor Bombardamento di Adrianopoli byłby niepocieszony widząc, że RAF w mojej rozgrywce, czasu gry 13 września 1940 roku, nie tylko zestrzelił wiele myśliwców i nie dopuścił do części bombardowań, ale w ogóle był o włos od wyperswadowania Hitlerowi, że inwazję na wyspy należy odwołać. Zanim jednak skończę tę przydługą dygresję i napiszę, jak powinien wyglądać raport gry w RAF, który powiedziałby czytelnikowi o grze od właściwej perspektywy, a zarazem miał szansę utrzymać jego zainteresowanie, pociągnę choć w paru słowach przyjęty na początku modus scribendi:

13 września 1940

Niemcy otrzymali priorytet wysoki dla ataków na lotniska, średni na porty i zakłady przemysłowe oraz niski na miasta i radary.

Zaczęli o 8 rano i do godziny 18 przeprowadzili 6 dużych nalotów: dwa na lotnisko Hornchurch, jeden na lotnisko Middle Wallop, kolejne na fabryki w Rochester oraz w Bristolu, oraz mały rajd na radar w Beachy Head. Taktyka atakowania niemieckich samolotów tylko przy własnej przewadze okazała się dla RAF-u skuteczna. Postanowiłem tak dokończyć grę i zobaczyć, co z tego wyjdzie. Duże naloty atakuję wyłącznie wtedy, gdy radary wcześnie wykrywają Niemców i mogę zareagować szybko. W grze oznacza to możliwość wsparcia atakowanego sektora przez siły RAF-u z innych rejonów. Jeśli nie mogę uzyskać przewagi, nie wysyłam nawet jednego samolotu. Niemcy wtedy nadlatują i bombardują cele bez strat własnych. Tocząca się kostka oznacza rozmiar zniszczeń. Wyjątek robię przy obronie radarów – zawsze staram się przeszkodzić atakom na nie, na szczęście bardzo rzadkim. Z perspektywy militarnej najbardziej na rękę byłyby mi bombardowania miast i śmierć cywilów. Taki obraz daje gra, zgodny z historią.

Po całym dniu powietrznych walk nad Anglią, w czasie których dzięki oszczędnemu gospodarowaniu siłami i graniu nie tak, jak Niemcy chcą, ale do własnej melodii – czyli traktowaniu ich jako celów, które należy atakować, a nie przed którymi należy się bronić, wynik przedstawia się następująco:

Punkty Zwycięstwa: 18 dla Anglików (przy 19 byłoby zwycięstwo strategiczne nad Niemcami. Od 11 września każdy dzień ma przypisaną liczbę Punktów Zwycięstwa – ujemną oraz dodatnią – poza którą gdy wynik wychodzi, gra kończy się i inwazja wchodzi bądź w fazę przygotowań, bądź też jest odwołana. Dla każdego kolejnego dnia września liczba ta maleje (czyli z przedziału 19/-19 spada do 17/-17 itd. Wystarczy więc, że w następnym dniu nalotów utrzymam obecny rezultat i wygrałem, Hitler odwoła inwazję.)

Rezerwy angielskie: Spitfire 19, Hurricane 23, piloci 1
Rezerwy niemieckie: myśliwce 0, bombowce 14, punkty wyczerpania Luftwaffe 7 (przy 8 punktach wyczerpania Luftwaffe zaczyna nie nadążać z nadrabianiem strat; ujawniają się też pierwsze oznaki coraz niższego morale pilotów niemieckich maszyn).

Kilka myśli o właściwym wyglądzie relacji z partii w RAF

Londyńczycy kładą się do snu
Jest takie powiedzenie wojenników, że gra wojenna jest tak dobra, jak dobre są jej zasady o zaopatrzeniu. W przypadku RAF-u gracz w ogóle nie musi martwić się o zaopatrzenie, ponieważ działa u siebie i jest stale zasilany nowymi punktami rezerw Spitfire`ów oraz Hurricane`ów. Nie musi rozciągać linii zaopatrzeniowej, zapewniać paliwa itd., bo wszystko jest na lotniskach, a gra nie przedstawia skali strategicznej, w której chodziłoby o pozyskiwanie i zapewnianie dopływu tych środków.

W przypadku RAF-u idealna relacja byłaby fabularyzowanym (lub nie) raportem logistyka. Można by się z niego dowiedzieć, o której godzinie i z którego lotniska zostały posłane na patrol samoloty kolejnych dywizjonów, jaki sektor patrolowały, kiedy wróciły oraz ile czasu zajmie przygotowanie tych maszyn do kolejnego patrolu, w czasie którego inne maszyny muszą być poderwane i obecne na angielskim niebie. Istotna byłaby też liczba samolotów na każdym jednym lotnisku. Jako że dzień nalotów w grze składa się z 12 godzin (rozgrywanych w turach po 2 godziny), gracz musi przez ten czas gospodarować dostępnymi środkami. Stosując jednostki czasowe z gry - patrol trwa 2 godziny, po których dywizjon, jeśli nie poniósł strat i może być gotowy do dalszej służby, potrzebuje 2, a czasem 4 godzin na przywrócenie do gotowości bojowej. Na lotnisku w Hornchurch mamy 4 dywizjony. Jeśli poślemy dwa o 6 rano, to musimy liczyć się z tym, że na 8 rano będą dostępne tylko pozostałe 2. Na godzinę 10 te z pierwszego patrolu powinny już być gotowe, ale może się zdarzyć tak, że będą gotowe dopiero na 12 albo też że wskutek ciężkich walk w ogóle nie wrócą już tego dnia do działań. I tak na każdym lotnisku. Do patrolowania jest 15 sektorów, do dyspozycji jest 14 lotnisk. Na niektórych stacjonują 2 lub 3 dywizjony, na żadnym nie pomieścimy więcej niż 4. Z relacji, które napisałem, powinno być oczywiste, że 2 dywizjony nie są zbyt wielką siłą i że Niemców trzeba atakować większymi grupami. Okazje, które na to pozwalają, są określane w znacznej mierze przez los (tak długo, jak radary działają). Wczesne wykrycie pozwala wysłać na zagrożony sektor samoloty z okolicznych lotnisk. Gracz na ten element nie ma jednak żadnego wpływu – może poza tym, że powinien starać się, by wykrywalność wroga była zachowana, czyli aby radary funkcjonowały. Ich uszkodzenia mają decydujący wpływ i wydaje mi się, że tylko ich stałym bombardowaniem Luftwaffe ma szansę unieszkodliwić RAF. Zadawanie krwawych strat RAF-owi nie przynosi efektów wobec szybkiej produkcji kolejnych samolotów, choć w czasie ciężkich walk może pojawić się problem z niedoświadczonymi załogami, którymi trzeba będzie obsadzać maszyny.
zniszczenia dokonane minami zrzucanymi na spadochronach

Biorąc powyższe pod uwagę, zaczynając relacje z gry powinienem był wybrać jakieś lotnisko i na jego przykładzie przybliżyć, jak działa ruch na nim i z jakimi problemami się spotyka, jakie dywizjony na nim stacjonują i w jakim są stanie. Powiedziałoby to więcej o grze.

POST SCRIPTUM

Oprócz gry RAF: The Battle of Britain, która problem zaopatrzenia zamieniła na kłopoty logistyczne, temat zaopatrywania wojsk jest elementem innych dobrych gier solo. D-Day at Omaha Beach, gra tego samego autora, z pozoru wyda się zasiadającemu do niej wojennikowi grą w zdobywanie bunkrów i umiejętne wykorzystywanie własnych wojsk przy minimalizowaniu strat. Zrozumienie tego nie daje jednak zwycięstwa w grze, ono tylko umożliwia ją do ostatniego etapu, po którym gracz przekonuje się, że właśnie przegrał. Istotne jest bowiem zabezpieczenie linii komunikacyjnej (na wzór linii zaopatrzeniowej), bo tylko dzięki niej można wejść desantowanymi żołnierzami głębiej w pozycje niemieckie i realizować właściwe cele desantu. Inne świetne gry solo – Silent War i Steel Wolves autorstwa Briena Millera – z pozoru przedstawiają walkę okrętów podwodnych ze statkami nawodnymi wrogich państw (odpowiednio Japonii i Anglii/aliantów). Właściwym ich tematem i problemem do pokonania przez grającego jest jednak rozciąganie linii zaopatrzeniowej do baz; linii, która będzie pozwalała okrętom podwodnym utrzymywać się daleko i długo na patrolu, bo tylko wtedy okręt może dawać jakieś “wyniki”. Pozostałe elementy tych gier – ataki na statki handlowe, wykrycie przez niszczyciele, walka – są dodatkami, podobnie jak w RAF-ie, rozstrzyganymi przez element losowy. Decyzje w tych grach solo polegają na zbudowaniu działającego systemu komunikacyjnego, zaopatrzeniowego czy logistycznego, zapewniającego maksymalne wykorzystanie dostępnych środków, żeby można było sobie dzięki nim porzucać kostkami i dopowiedzieć w wyobraźni całą resztę.

czwartek, 13 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 7 września 1940 (9)


Priorytet wysoki: lotniska
Średni: porty, zakłady przemysłowe
Niski: radary i miasta

8 rano to w tej partii ulubiona pora Niemców. Wykrywam 7 grup lecących na port Dover. Jestem w stanie odpowiedzieć 6 dywizjonami i robię to mając nadzieję, że tylko połowa niemieckich sił to myśliwce i że szanse na zwycięstwo są realne. I rzeczywiście, skład nalotu okazuje się następujący: 2 grupy myśliwców Bf-109 polujących na RAF, 1 grupa myśliwców pozostająca na kanałem, 2 kolejne grupy w bliskiej eskorcie bombowców: grup złożonych z Dornierów-17 i Heinkli-111. Te posłane 6 dywizjonów RAF-u nie zostawia Niemcom żadnych szans, najpierw rozbijam myśliwce, potem przechwytuję bombowce i w przeciągającej się walce powietrznej całe zgrupowanie zostaje pokonane, a każda z niemieckich grup przetrzebiona – poza tymi, którzy patrolowali kanał.

Niestety, w tym samym czasie odbywa się inny nalot w tym samym sektorze – na fabryki w Rochester. Niemców jest dużo – 4 grupy Bf-109, 3 grupy Bf-110 i 2 grupy He-111, a ja zaangażowałem większość do walki nad Dover, więc postanawiam przepuścić to zgrupowanie. Bombardowanie nie przynosi wielkich zniszczeń.
Dorniery 17, chyba ostrzeliwane
O tej samej porze Niemcy rozpoczęli też nalot na lotnisko Kenley, wykrycie mówi o 8 grupach. Waham się chwilę, ale posyłam na nie 4 dywizjony licząc, że wypadki potoczą się tak jak nad Dover. Problem w tym, że nie mam tam żadnych Spitfire`ów, a niemiecka osłona okazuje się silna: 4 grupy Bf-109 pilnujace 3 grup He-111 (+1 grupa myśliwców nad kanałem). Przegrywam, tracę sporo Hurricane`ów, a Kenley zostaje zbombardowane.

O 10 nalot na Hornchurch. Wykrycie podaje dokładne siły wroga: 2 grupy Bf-109, 3 grupy Ju-88 i dodatkowo po jednej grupie myśliwców w bliskiej eskorcie i nad kanałem. Przy wsparciu artylerii przeciwlotniczej moje Hurricane`y (tylko je mogę zaangażować że względu na to, ze Spitfire`y mam na lotnisku po walce nad Dover) rozbijają Niemców, ale nie w całości. Nieliczne Junkersy-88 dają radę zrzucić bomby na Hornchurch. Na szczęście żadna z nich nie pada na lotnisko.

Nastaje chwila oddechu. Mam czas na reorganizację sił, bo następny nalot wypadł na lotnisko w Debden dopiero o godzinie 14. Duży rajd – nic więcej nie wiem. Z uśmiechem na ustach posyłam 10 dywizjonów i mówię Szkopom “szach mat”. Sprawdzam, co tam leci, co szykują. Okazuje się, że to fałszywy alarm. Posłałem większość okolicznych sił RAF-u oczyszczając niebo w innych miejscach z osłony. Pora sprawdzić, kiedy i gdzie odbędzie się następny nalot, bo wygląda to bardzo niedobrze...
Hurricane`y
Szczęście początkującego. Dopiero o 18 i daleko na Portsmouth radar wykrywa 1 grupę. Tak Niemcy chcą zakończyć dzień. Posyłam 4 dywizjony dla pewności. Bf-110 ponoszą ciężkie straty zanim doleciały do wybrzeży... Ale to nie koniec dnia: jeszcze nalot na Hornchurch, mam dokładne dane: na moich będą polować 3 grupy Bf-109, a centrum stanowią 2 grupy Ju-88 osłaniane przez Bf-110. Po chwili namysłu podrywam z lotniska 3 dywizjony Spitfire`ów. Będzie równa walka, której planowałem już unikać, ale skoro mam te samoloty na lotnisku i mam choć czas, by je z niego podnieść, to tak robię. Niestety, okazuje się “na miejscu”, że wykrycie nie było dość dokładne i niemieckich myśliwców jest więcej. Przewaga Niemców doprowadza do poważnych strat RAF-u, co boli, bo dzień był niezły i kończyłem go w dobrym humorze. Co gorsza, Junkersy nadlatują nad lotnisko i zrzucają bomby wybuchowe. Na szczęście nie spadają one na lotnisko... Morda piszącego te słowa śmieje się, już zamierzam przejść do fazy kończącej dzień, kiedy to spostrzegam na “pożegnalnej” karcie bombardowań informację, że o tej samej porze, na to samo miejsce przeprowadzana jest od razu druga fala nalotu. Ech.. Kolejna ekipa Szkopów pastwi się nad lotniskiem, nie mam co im przeciwstawić. Tym razem bomby spadają tam gdzie mają spaść.

Tak wygląda hangar lotniska Middle Wallop po nalocie
Najzabawniejsze jest to, że lotnisko w Hornchurch pozostaje gotowe do użycia. Nie miałem jak dotąd nawet raz wyłączonego lotniska z gry. Nie wiem, na ile to jest wiarygodne i czy czasem nie ma tutaj w grze jakiegoś błędu. Argumenty, które trzeba wziąć pod uwagę, są nastepujące: widzę po zdjęciach, że były to lotniska polowe, więc rzeczywiście o wyłączeniu pasa startowego z użycia można mówić dopiero wtedy, gdyby się dokumentnie zaorało całe pole bombami. Z drugiej strony nie chodzi tylko o pas startowy, także o hangary, gdzie przeprowadzana jest naprawa maszyn, miejsca, gdzie przechowywane są zbiorniki z paliwem, amunicja itd. Gra pokazuje, że niemieckie siły bombowe nie miały możliwości, by przeprowadzić tak niszczące bombardowania, jakich od nich oczekiwano.
W czasie rozgrywki wygląda to więc tak, że niemiecki cel: lotnisko, o ile nie ma się na nim samolotów – a łatwo do tego doprowadzić – jest dobrą wiadomością dla grającego. Myślę, że mimo wszystko nie tak to powinno wyglądać. Szkody nie są wielkie. Jedyne, co może się zdarzyć, to wyłączenie lotniska z gry na cały dzień, ale nawet wówczas efekt byłby jedynie taki, że samoloty z tego lotniska mogą być angażowane do walki tylko we własnym sektorze, nie mogą wspierać innych. Nie jest to coś strasznego.

Punkty zwycięstwa: 7 dla Anglików
Rezerwy angielskie: Spitfire 21, Hurricane 23, piloci 2 (przy czym ciągle 3 dywizjony obsadzone świeżakami)
Rezerwy niemieckie: myśliwce 2, bombowce 19, punkty wyczerpania Luftwaffe: 2

W kąciku historycznym amatora z oślej ławki mogę dodać kilka słów na temat bombardowań lotnisk, bo data 7 września 1940 roku jest z tym częściowo powiązana. Od nalotu odwetowego na Berlin z 25 sierpnia upłynęło trochę czasu. Przed tym bombardowaniem w niemieckich komunikatach propagandowych – a i zapewne w przekonaniu wielu nazistowskich koryfeuszy – RAF był już na kolanach. To, że w ogóle dokonano tego bombardowania w tak trudnym dla angielskich sił lotniczych czasie, musiało wprawić niemieckie dowództwo w zakłopotanie; dało też pewnie do myślenia samym Berlińczykom. 4 września Hitler wygłosił mowę potępiającą ten nalot i ostrzegł, że Luftwaffe w odwecie również może zrzucać bomby na cywilów i niszczyć miasta. Jak dotąd Niemcy skupiali się głównie na lotniskach. Do końca sierpnia 1940 roku Biggin Hill było częściowo wyłączone, a w parę dni później nieczynne “do odwołania”, podobnie jak Eastchurch. Hornchurch i Debden były poważnie uszkodzone. Ciężka sytuacja była też na innych lotniskach. Był to w ogóle jeden z najtrudniejszych momentów RAF-u, zbliżającego się do punktu, w którym musiałby przenieść siły na lotniska w głąb kraju.
Centrum Londynu 7 września 1940

Pogróżki, że Luftwaffe, zamiast lotnisk, zacznie bombardować miasta, musiały być przyjęte z nadzieją przez Churchilla i sztab Fighter Command. W nadchodzących dniach Bomber Command urządza kolejny rajd na Berlin. W nocy miasto “odwiedza” 85 bombowców RAF-u. 7 września Niemcy w odpowiedzi zmieniają taktykę, dając RAF-owi czas na przywrócenie lotnisk do używalności. Płacą za to Londyńczycy. W ciągu dnia około 600 samolotów atakuje Londyn. W nocy przylatuje kolejne 300.

John Beard z 249 dywizjonu RAF-u, na widok niemieckich samolotów wyłaniających się z chmur i lecących w kilku warstwach i falami w stronę Londynu, powiedział, że “był to widok piękny i przerażający”.
Heinkel 111 nad Londynem 7 września 1940

niedziela, 9 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 5 września 1940 (8)

Wysoki priorytet: lotniska
Średni: zakłady przemysłowe, porty
Niski: miasta, radary

Zastanawiałem się dzisiaj, co zrobić, by zacząć wygrywać, czyli eliminować Luftwaffe ponad możliwości jej odnawiania. Póki co wymiana ciosów jest bardzo równa i choć nie jestem już zagrożony porażką, to nie widzę też, bym sam zagrażał Niemcom. Jak tak dalej pójdzie, gra zakończy się remisem. Postanowiłem od tego dnia atakować wielką siłą wszystkie małe rajdy, a puszczać każdy, w ataku na który i tak nie zdołałbym uzyskać co najmniej dużej przewagi. Wymiana 1:1 i zakłócanie nalotów przestają mnie interesować. No chyba że byłby to nalot na radar – te zamierzam zawsze próbować zakłócać.

O 8 rano wykrywam nalot na lotnisko w Middle Wallop. 3 grupy Bf-109, 2 grupy He-111 dodatkowo wzmocnione 1 grupą Bf-109 w bliskiej eskorcie i kolejną grupą myśliwców osłaniających drogę powrotną nad kanałem. Idealna ekipa do przetestowania nowej taktyki. Wysyłam komitet powitalny – 3 dywizjony Hurricane`ów i 3 dywizjony Spitfire`ów, będzie wesoło. Rozbijam Messerschmitty, ale ponoszę duże straty. Pora na bombowce. Ten pojedynek jest trudniejszy, strąconych zostaje wiele maszyn. Nie podoba mi się to. Do lotniska dolatują niedobitki He-111 i zrzucają bomby, na szczęście niecelnie. Na Szkopów zawsze można liczyć.

Godzina 10 – nalot na Northolt, ponownie mam dokładne dane: 2 grupy Bf-109, 2 grupy Do-17 osłaniane przez 2 grupy Bf-110, a nad kanałem 1 grupa Bf-109. Znowu idealna ekipa do testu; nie zraziłem się sieczką nad Middle Wallop i próbuję jeszcze raz. Montuję eskadrę 4 dywizjonów Spitfire`ów i 3 Hurricane`ów i niech se Szkopy radzą. Pojedynek przynosi oczekiwane efekty – co prawda ciągle sporym kosztem, ale straty Niemców są o wiele wyższe. Nad Northolt dolatuje grupa Bf-110, która zdołała zbombardować hangary lotniska. Spływa to po mnie jak po kaczce, bo jeśli nie przyłapano żadnych samolotów na ziemi, to bombardowania lotnisk dają Niemcom niewiele.
Ekipa Szkopów lecąca na Biggin Hill
Godzina 12 – nalot na Biggin Hill. Podrywam samoloty, ale puszczam Niemców, bo jest ich za dużo (14 grup), a ja miałbym tylko 3 dywizjony. Nad puste lotnisko dolatuje 5 grup bombowców złożonych z Do-17, Ju-88 i He-111. Uszkodzenia są duże, ale obiekt pozostaje w użyciu...

Godzina 14 – wykrywam 6 grup lecących na lotnisko Debden. Zgodnie z nowoprzyjętą taktyką wysyłam na nie przeważające siły i rozbijam w całości. Ten rajd to chyba największa klęska Niemców w dotychczasowej grze (wszystkie jednostki niemieckie poniosły ciężkie straty).
Anglia w samo południe 5 września 1940
O 18 radary wykrywają kolejne 6 grup kierujące się na fabryki w Rochester. Waham się, bo nie jestem w stanie skompletować o tej porze odpowiednich sił, by zapewnić sobie dużą przewagę, ale po sukcesie nad Debden chcę jeszcze dokopać Szkopom. Puszczam na nich 4 dywizjony Spitfire`ów, ale jeden gubi w chmurach kierunek i ostatecznie wraca na lotnisko, więc czeka mnie walka 1:1 z Messerschmittami. Jest ciężko i niedobrze, tracę masę samolotów. Co prawda jeden dywizjon mógł dostać się do Bomb Boxu i zaatakować Dorniery, ale tam miałby kolejną grupę Bf-109 na plecach, więc odpuszczam. Niezawodni Niemcy bombardują kilka mniej ważnych obiektów i jakieś pastwiska wokół Rochester. Myślę o  zatrudnieniu Royal Mail do przesyłania do Berlina odznaczeń dla niemieckich lotników.

Koniec dnia. Nareszcie coś poszło do przodu, chociaż sam też nigdy nie miałem tak wysokich strat.

Punkty Zwycięstwa: 1 dla Niemców
Rezerwy Anglików: Spitfire 20, Hurricane 23, piloci 0 (po dzisiejszym dniu mam 3 zielone załogi)
Rezerwy Niemców: myśliwce 0, bombowce 17, punkty wyczerpania 2 (od 8 pojawia się pierwszy poziom wyczerpania zasobów w Luftwaffe).

Przy okazji: 5 września 1940 roku Roosevelt podpisał umowę, w ramach której USA zobowiązały się dostarczyć Anglii 50 przestarzałych niszczycieli (chyba jeszcze z czasów pierwszej wojny światowej) w zamian za 99-letnią dzierżawę bazy wojskowej w Nowej Funlandii oraz kolejnych na Karaibach (i okolicy): na Bahamach, Jamajce, Saint Lucia, Trynidadzie, na Antigua i w Brytyjskiej Gujanie. Dodatkowo Amerykanie otrzymali gratis jeszcze inne bazy w Nowej Funlandii oraz na Bermudach. Podpisując tę umowę USA wykraczały poza swoją neutralną pozycję, ale nie miało to konsekwencji. Oprócz korzyści, rzecz jasna. Pozbyto się przestarzałego złomu, który można było nazwać ładnie gwarantem bezpieczeństwa Anglii. Jeden z brytyjskich admirałów powiedział, że to najgorsze okręty, jakie kiedykolwiek widział. Umowa była tak niekorzystna, że któryś z asystentów Churchilla nazwał ją finlandyzacją Anglii.

Wiosna homilią


Wiosna zaskoczyła pana Tralalińskiego.

Wyszedł dzisiaj rano na spacer do parku i po raz kolejny zobaczył, jak drzewa jednego gatunku, tego samego dnia i o tej samej porze razem zakwitają, jakby w tajemniczej zmowie przed innymi i koordynujące swój spisek tymi samymi satelitami GPS. Te żyjące blisko siebie i szumiące sobie latem, i te położone daleko, w innych częściach miasta, czasem samotne; wszystkie na tę samą wiadomość, że to już czas, że nadeszła ich godzina, razem zakwitają.
Ptaki oszalały. Drzewa pełne są śpiewu, tralalewu. Zdjęcia pana Tralalińskiego są pokrywą zagłuszającą ich szaleństwo, tłumiącą to, co dzieje się pod tymi zdjęciami.

Niewidoczne na nich trele morele czasem zwiastuje coś nie tak wesołego, jak mogłoby się zdawać. Pan Tralaliński już z końcem zeszłego lata widział w parku niespotykaną liczbę gołębi. Dzisiaj upewnił się, że to gołębia inwazja na Park Kościuszki, Tralaliuszki, a może i wszystkie inne parki Śląska. Zła wiadomość dla wróbelków, tralabelków, a pewnie i wielu innych mniejszych i słabszych.

Spacerując alejkami pan Tralaliński dopiero na widok kościoła przypomniał sobie, że dziś niedziela. Tłum wiernych otaczał budynek kręgami, coraz szerszymi i luźniejszymi, jak na tafli jeziora. Nie słuchał od wielu lat kazania, czy nawet ogłoszeń parafialnych, więc postanowił odświeżyć sobie rytuał i usiadł na ławie.

“Dlatego powiadam wam: Nie martwcie się o swoje życie, o to, co macie jeść i pić, ani o swoje ciało, czym macie się przyodziać. Czyż życie nie znaczy więcej, niż pokarm, a ciało więcej, niż odzienie? Przypatrzcie się ptakom podniebnym: nie sieją ani żną, nie zbierają do spichlerzy, a Ojciec wasz niebieski je żywi. Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż one?

Kto z was martwiąc się może dołożyć choćby jedną chwilę do wieku swego życia? A o odzienie czemu się martwicie? Przypatrzcie się liliom polnym, jak rosną: nie pracują ani przędą. A powiadam wam: nawet Salomon w całym swym przepychu nie był tak ubrany, jak jedna z nich. Jeśli więc ziele polne, które dziś jest, a jutro będzie do pieca wrzucone, Bóg tak przyodziewa, to czyż nie tym bardziej was, ludzie małej wiary?”

Pan Tralaliński zamyślił się nad tymi słowami. Święty Mateusz, Tralaleusz, to jeden z jego ulubionych pisarzy. Każde zdanie Ewangelii zostało wyrąbane jakby toporem i rezonuje w nim, choć atonalnie, bo drzewa nie lubią toporów, a pan Tralaliński przyjaźni się z drzewami.

Dawno już przyznał sobie samemu, że gdyby żył w czasach Chrystusa, zapewne byłby jednym z jego uczniów. Chętnie zostawiłby życie za sobą i poszedł za nim. Ale wśród nich byłby naczelnym sceptykiem i wątpliwe jest, czy Chrystus nie podarowałby mu wilczego biletu. Byłaby o tym wzmianka we wszystkich Ewangeliach. Można by czytać wtedy w Nowym Testamencie, jak to jeden z Apostołów, niejaki pan Tralaliński, zafascynowany może nawet bardziej talentem literackim celnika Mateusza, Tralaleusza, niż oratorskim Chrystusa, Tralalusa, został przez tego ostatniego wydalony z grupy. Podający się za syna Boga pewnie zostawiłby go gdzieś przy jeziorze i powiedział na odchodne: “nie chcę, panie Tralaliński, byś szedł za mną, nie uczynię cię rybakiem ludzi.”

Kiedy już zostałby sam, w głowie pana Tralalińskiego dudniłoby wyrąbane toporem: “Czyż wy nie jesteście ważniejsi niż ptaki?” Ale dlaczego miałby się uważać za ważniejszego niż ptaki lub rośliny? Na ławce przy kościele ta myśl wydała mu się wstrętna jak nigdy wcześniej. W ten wiosenny dzień, kiedy wszystko się zieleniło i śpiewało, radykalny antropocentryzm chrześcijaństwa, tralalaństwa, wydał mu się żałosny.  W śpiewie dochodzącym z drzew i w rześkości wiatru uznał je za aberrację. Na szczęście wiosna jest na to wszystko obojętna i nie współpracuje z kapłanami i poetami. Równo obdarowuje sobą każdego, nie rozróżniając, czy to zwierzę, czy roślina. “Nie”, powiedział pan Tralaliński w stronę Mesjasza, Tralalasza. Wstał z ławy, odwrócił się i poszedł do drzew. Widziałem, jak słucha tam ptaszków, tralalaszków.

sobota, 8 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 2 września 1940 (7)

Plakat z 1940
Priorytet wysoki: lotniska
Średni: zakłady przemysłowe i porty
Niski: miasta i radary (mam wyjątkowe szczęście w grze, że tak szybko i mam nadzieję, że na stałe radary spadły do niskiego priorytetu.)

O 8 rano radar w Foreness wykrywa 8 grup (7 myśliwskich i 1 bombowców) kierujących się na Hornchurch. Posyłam na tę chmarę 4 dywizjony Spitfire`ów, które zostają przechwycone przez Bf-109 i w równej walce obie strony ponoszą wysokie straty. Bombowce zrzucają ładunki. Na szczęście zachmurzenie sprawiło, że mylą się i niszczą mniej istotne cele.

W południe radary wykrywają dwie grupy kierujące się na fabryki w Yeovil. Korzystam z okazji wczesnego wykrycia i pewności, że Niemców nie będzie wielu. Mam też  już nieco doświadczenia i wiem, że Szkopy w te okolice rzadziej latają, więc mogę zaryzykować i rzucić duże siły na to, co nadlatuje, bo jest niewielkie ryzyko, że będzie kolejny nalot w tym rejonie. Niemieckie załogi Do-17 i Bf-110 wita komitet złożony z 5 dywizjonów. Kompletna rozwałka, zadaję Niemcom ciężkie straty. Ponoszę też karę za moją pewność i ryzykanctwo – otóż właśnie dzisiaj, 2 września, chwilę po południu, Niemcy urządzili dwufalowy atak na Yeovil. Junkersy z drugiej fali przez nikogo nie niepokojone dolatują do miasta i bombardują fabryki. Straty na szczęście nie są duże.

O 14 wykrywam 3 grupy niemieckich samolotów kierujących się na lotnisko w Duxford. To rzadziej uczęszczany kierunek, w dodatku cel położony w głębi, trudny dla Niemców. Postanawiam odpowiedzieć znaczną siłą, a dzięki dystansowi, jaki Szkopy mają do przebycia, mogę skompletować dywizjony z różnych sektorów nie uszczuplając zanadto obrony na pozostałych kierunkach. 7 dywizjonów przechwytuje nadlatujące samoloty Niemców i rozbija wszystkie grupy!

Na 16 wykrywam rajd 10 grup na port Weymouth. Waham się, ale postanawiam odpowiedzieć, choć mogę zrobić to tylko 3 dywizjonami. Przypuszczam, i na szczęście moje przewidywanie się sprawdza, że myśliwców będzie mniej, z czego część patrolująca trasę przelotu nad kanałem, inne w bliskiej eskorcie. Niestety, nie przewidziałem tego, że myśliwce patrolujące kanał mają do portu blisko. Wezwane przez swoich kolegów przyłączają się do powietrznej bitwy nad miastem. Straty są bardzo wysokie (tracę dwa dywizjony, Niemcy również) i nie udaje mi się przechwycić bombowców, czyli 2 grup Junkersów 88 i 2 grup Heinkli 111. Bombardowanie przynosi ogromne spustoszenia w porcie, wszystko muszę wziąć na klatę.
Piloci Bf-109 czekają na swoją zmianę

O tej samej porze, ale w innej części Anglii, bo w sektorze Hornchurch, radary ostrzegają przed nalotem 6 wrogich grup samolotów. Ze względu na wcześniejsze intensywne patrole o tej godzinie nie mam tam możliwości poderwać samolotów - wszystkie są na płycie lotniska i zapewne tankują. Co za pech. Kto za to odpowiada? Niemcy bombardują lotnisko Ju-88, na płycie tracę połowę samolotów, na szczęście część ocalała i może jeszcze dam radę na wieczór poderwać je do patrolu. Dobrze, że lotnisko nie doznało większych zniszczeń. Kiedy tylko to pomyślałem, okazało się, że nad Hornchurch leci druga fala - 13 grup... Hornchurch płonie, tracę wszystkie maszyny. Jedyna dobra wiadomość jest ta, że płyta lotniska będzie jeszcze ciągle nadawała się do używania. Fighter Command zarządził już dochodzenie w sprawie tego zaniedbania i oficer odpowiedzialny za logistykę i wyznaczanie godzin patroli na tym lotnisku został już pozbawiony swojej funkcji. Pełni obecnie rolę kierownika hangaru na lotnisku szkoleniowym w jakiejś walijskiej pipidówie.

Godzina 18. Na Biggin Hill leci 7 grup. Posyłam wszystko, co jest dostępne – 10 dywizjonów. Zanim doszło do walki, 2 grupy Bf-110 straciły kontakt ze swoim zgrupowaniem i zawróciły do bazy. Dzięki temu były to jedyne ocalałe jednostki operacyjne, które Szkopy wyznaczli do tej misji. Reszta została całkowicie rozbita. Ale to nie koniec – w czasie tego pojedynku na Biggin Hill z innego kierunku nadleciało inne niemieckie zgrupowanie, 2 grupy Bf-110. Lotnisko zostaje zbombardowane.

Punkty Zwycięstwa: 4 dla Niemców
Rezerwy Anglików: Spitfire 20, Hurricane 23, piloci 2
Rezerwy Niemców: myśliwce 5, bombowce 20

To był jak dotąd najbardziej zaciekły dzień walk. Zadałem Niemcom spore straty, ale ciągle nie tak wielkie, by nie mogli ich uzupełnić. Muszę przyznać, że nie umiem się przebić przez ten mur i zadawać im szkody, których nie nadrobią. Mimo to sukcesy RAF-u były wielkie i prasa będzie miała o czym pisać, a Mr. i Mrs. Smith będą mieli co czytać. Ale podobnie Niemcy – zadali takie ciosy, że do teraz nie wierzę. Uśpili moją czujność źle ustawionymi priorytetami, ale konsekwentne bombardowania lotnisk potrafią nokautować równie mocno, co zniszczone radary. Całe szczęście – i to już tylko uśmiech losu – że po takiej pożodze wszystkie lotniska będą ciągle operacyjne na następny dzień nalotów. Gra pokazała, że taka prosta nie jest i muszę wypluć niedawne słowa. Co więcej, kiedy patrzę na zasady określania zwycięzcy, przekonuję się o tym mocniej – ale o przeliczaniu Punktów Zwycięstwa i ich wartości będę miał okazję napisać później, pewnie w okolicach 11 września, kiedy wedle reguł po raz pierwszy ustala się, czy przygotowywana w międzyczasie operacja Lew Morski wchodzi w fazę realizacji.
Pzkpfw III sposobiony do desantu

Zachęcony przez grę czytałem sobie dziś różne ciekawostki na temat niemieckiego desantu. W sierpniu operacja “Seelöwe” na papierze była już gotowa. Pierwszy rzut miały stanowić 2 dywizje powietrznodesantowe i 11 dywizji piechoty (w tym piechoty górskiej). W drugim rzucie, po zajęciu portów lub improwizowaniu ich na plażach, te siły miały być wzmocnione kilkuset czołgami i kolejnymi kilkunastoma dywizjami piechoty. Za tym wszystkim miał pójść trzeci rzut, zbliżonych rozmiarów. Wybrano dwa odległe od siebie miejsca lądowania (okolice Brighton i okolice Dover), gdzie miały powstać osobne pasy natarcia nie posiadające w pierwszej fazie łączności taktycznej (inaczej niż podczas lądowania w Normandii).

Armia Brytyjska była świeżo po klęsce we Francji. Jej sprzęt pozostał na plażach Dunkierki. Niewiele o tym czytałem, ale znalazłem informację, że 4 dywizje piechoty mogłyby być wyekwipowane w pełni, kilka następnych na tyle, że można by je uznać za operacyjne. Nie było artylerii. Zakupiono i sprowadzano ją dopiero z USA. Bronie improwizowano i, jak można ocenić po zdjęciach, które załączam, obrońcy wyspy przypominaliby w większości raczej Armię Fińską walczącą z Sowietami w 1939, a nie to, czego można by się spodziewać po Brytyjskich Siłach Zbrojnych.
Uzbrojenie British Home Guard latem 1940

Hitler pamiętał o szczegółach. Odkomenderowany do tego zadania dr Franz Six poświęca dnie pracy, w czasie których ze swoim sztabem ministrantów komponuje i wypełnia listę proskrypcyjną nazwiskami blisko 3000 niebezpiecznych angielskich liberałów, socjalistów i polityków. Einsatzgruppen pod wodzą doktora miały też zorganizować wyłapanie i transport lub śmierć na miejscu dla 300 000 angielskich żydów. Ponieważ w czasie okupacji spodziewano się silnego cywilnego oporu, postanowiono od razu działać metodami, które Machiavelli wymienia jako ostateczność. Niemal wszyscy zaludniający wyspę mężczyźni w wieku między 17 a 45 rokiem życia mieli trafić do obozów. Wyjątek przyznano tym, których profesja była niezbędna dla funkcjonowania pozostałej społeczności. Wszystkie te dane i dokładne plany znaleziono po wojnie w przejętych niemieckich dokumentach. (Anglicy raczej nie mieli trafić do obozów zagłady, ale Hitler w jednej ze swoich rozmów miał rzekomo wspomnieć, że Brytyjczycy są niższą rasą, więc kto wie.)
Home Guard miała nawet "samochód pancerny". Tzw. Bizon.

A jednak wojska inwadujące – w ocenie historyków – nie miałyby szans. Kriegsmarine nie byłaby w stanie kontrolować Kanału. Brakowało nawet barek desantowych. Tylko 800 posiadało własny napęd, kolejne 1600 musiało być holowane. Odpowiednich holowników nie było nawet 500. RAF i Royal Navy kontrolowały strefę Kanału i wielokrotnie, wielokrotnie utrudniłyby lądowanie, które w przeprowadzonych przez Wehrmacht ćwiczeniach, przy dobrej pogodzie, idealnej widzialności i bez absolutnie żadnych zakłóceń ze strony przeciwnika, bez najmniejszych problemów nawigacyjnych, wypadło następująco: na 50 barek desantowych z nieco ponad 20 dano radę wyładować żołnierzy w zakładanym czasie i planowanym miejscu. Część barek w ogóle nie dopłynęła, zrywając się z holowników, inne przewróciły się, niektóre dryfowały do brzegu bokiem...
Barki, którymi zamierzano dokonać inwazji
W warunkach bojowych dywizja piechoty potrzebuje około 300 ton materiałów dziennie. Linia zaopatrzeniowa biegłaby przez kanał, czyli w zasadzie istniałaby tylko wirtualnie. Nie sposób w to wątpić, biorąc pod uwagę śmieszne możliwości Kriegsmarine wobec potęgi Royal Navy. Chyba że zajęto by lotniska i kontrolowano niebo nad wyspą. Angielscy dowódcy brali to wszystko pod uwagę. Z miejscowości w okolicach lotnisk ewakuowano już w sierpniu nawet 50% ludności cywilnej, a dowódca Home Forces Sir Alan Brooke, w ramach operacji obronnej, której dał nazwę Julius Caesar, w razie przejmujących lotnisko wrogich spadochroniarzy czy żołnierzy zamierzał użyć broni chemicznej. Użycie tej broni planowano również na plażach desantu wobec inwadujących żołnierzy.

piątek, 7 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 29 sierpnia 1940 (6)


Priorytety Niemców:

Wysoki: lotniska
Średni: zakłady przemysłowe, porty, miasta
Niski: radary

Szósty dzień nalotów rozpoczęła niespodziewana próba zbombardowania radaru w Rye. O 10 rano wykrywam mały rajd Niemców. Wykrycie jest bardzo późne, więc znam tylko te dwa słowa: mały rajd. Radarów trzeba bronić choćby wszystko inne się waliło, więc posyłam całość dostępnych w tak późnym wykryciu sił: 4 dywizjony Hurricane`ów. Określam, co leci - a tu niespodzianka. Nalotu na radar nie będzie, bo zamiast tego zmierza na moich lotników silna ekipa myśliwców (4 grupy), by wysprzątać angielskie niebo na przyszłe godziny. Starcie Hurricane`ów z Bf-109 jest bardzo trudne, angielski samolot ma przewagę jedynie w sile ognia. Ponoszę wysokie straty nie zadając praktycznie żadnych.
Dornier 17

Szczęśliwie przez następne godziny na niebie cisza. Dopiero o 14 znowu wykrycie “małego rajdu” na lotnisko Kenley. Patrolują tę okolicę 3 dywizjony – zerkam, co rzucają do walki Niemcy. Leci... jedna grupa Bf-109, która w dodatku traci kurs w chmurach i zawraca do bazy. Do walki nie dochodzi.

O 16 kolejny nalot, tym razem na port Southampton. Wykrycie i wywiad podają więcej szczegółów: lecą dwie grupy. Coś dzisiaj słabizna. Szkopy mają chyba Sommerferien. Trudno nazwać to dniem nalotów. Posyłam im naprzeciw po 2 dywizjony Spitfire`ów i Hurricane`ów i jestem pewny całkowitego zwycięstwa. Angielskie samoloty spadają na Bf-109, które eskortują Ju-88. W walce powietrznej Messerschmitty zostają odpędzone i wracają do bazy,  rzucam się na Junkersy i roznoszę je w pył. Żadna bomba nie spadła na Southampton.

I na tym kończy się ten dzień. Naloty na pół gwizdka. Grający RAF-em nigdy nie wie, jak będą wyglądały. System gry komponuje je z losowo dobieranych kart oraz rzutów kostką określającym wielkość rajdu, ten rzut zaś podlega paru modyfikatorom i innym kartom wydarzeń. Tak się składało dzisiaj, że rajdy przypominały raczej partyzanckie wypady. Ale to dobrze. Czas mija, na angielskich lotniskach szkolą się nowi piloci.

Punkty Zwycięstwa: 6 dla Niemców.
Rezerwy Anglików: Spitfire 21, Hurricane 23, piloci 3
Rezerwy Niemców: myśliwce 8, bombowce 22
Pierwsze bomby spadły na Londyn 24 sierpnia 1940. Było to przypadkowe bombardowanie, wbrew rozkazom dowództwa. Niemieckie bombowce myląc cel (z powodu zachmurzenia) zrzuciły ładunki  na miasto.  W odwecie za to bombardowanie 25 sierpnia RAF posyła 17 Wellingtonów (takich jak te na zdjęciu), 12 Hampdenów i 9 Whitley`ów na Berlin. Niemiecka stolica również zostaje zbombardowana.
Staram się notować tu na bieżąco wszystkie wrażenia z gry, również te negatywne, więc o jednej rzeczy powinienem w tym miejscu wspomnieć. Po rozegraniu 6 dnia bitwy o Anglię pojawiło się zmęczenie tematem. Tak to jest przy grach solo. Co prawda wydaje mi się, że w RAF-ie powtarzalność jest nieco mniej odczuwalna, niż w D-Day at Omaha Beach, ale autorski sznyt Butterfielda + specyfika samotnej gry dają o sobie znać. 
 
Jest coś takiego w grach tego projektanta, że ruchy, które mamy do wykonania, robi się dość szybko. Na pewno są przy nich decyzje do podjęcia i w ogóle wszystko jest cacy pod tym względem, bo wpływ gracza na grę jest duży. Ale wprawny gracz decyzje podejmuje w pół minuty, max w minutę. Potem nadchodzi seria ruchów SI oraz kilka obsługowych spraw do zrobienia, które pochłaniają kilka razy więcej czasu i stąd wrażenie monotonii i bycia jednym z trybików zegarka. Trzeba jednak przyznać, że RAF ma mało działań SI, bo plansza liczy ledwie kilkanaście pól oraz 4 pola walki, na które przenosi się zaangażowane do nalotu jednostki: Hunt Box, Bomb Box, Channel Box i Close Escort Box. W innej grze Johna Butterfielda, D-Day at Omaha Beach, SI musi obsłużyć wiele heksów i gra jest przez to bardziej monotonna. Tak czy owak, przy graniu dłuższych scenariuszy od takich gier trzeba co jakiś czas odsapnąć, a to paradoks, bo najbardziej zachęca mnie do nich właśnie możliwość gry długodystansowej, zostawienia planszy na jakiś czas i rozgrywania długich kampanii, choćby takich jak obecna. Inne zabawne spostrzeżenie mam takie, że właśnie z powodu znużenia obsługą, gry solo często są o wiele mniej przyjazne do samotnej gry, niż gry dwuosobowe (wojenne), które zwykle też da się rozegrać samemu, ale przez to, że wykonuje się ruchy obiema stronami, ciągle podtrzymują uwagę grającego i nie nużą tak mocno, jak odtwarzanie ruchów wykonanych przez SI. Jest tak przynajmniej w grach autorstwa Butterfielda; pułapki, w które wpadają gry innych projektantów, to temat na osobny wpis, może osobne relacje z tych gier. Muszę tu jednak wyraźnie zaznaczyć, że RAF narrację snuje ciekawie i na niezmiennym poziomie. Zachęca też do szukania na własną rękę przyczyn różnych modyfikatorów i przyjemnością jest wyszperanie jakiejś informacji, która zgadza się z systemem gry. Jest wyraźne poczucie, że autor naprawdę zagłębił się w temat tej kampanii, żeby wydobyć wszystkie jej istotne cechy i pokazać je grającemu. 

A jednak gra solo nuży i trzeba zrobić przerwę. Choćby dla kontynuowania tej historii rozegram bitwę o Anglię dalej, ale gdyby nie chęć dokończenia tych zapisków i rozegrania tej opowieści do końca, pewnie bym myślał wkrótce o złożeniu planszy. Sporą rolę odgrywa w tym chyba pewna łatwość gry. Mimo wszystko zagrożenie niemieckie jest do opanowania. Jeszcze nie ma września, a mam poczucie, że zaczynam kontrolować sytuację. Historycznie przełom miesiąca to był dla Anglików najtrudniejszy moment kampanii: mieli zniszczone radary, zbombardowane lotniska; ja chyba miałem szczęście, że tak szybko zmieniły się w mojej partii niemieckie priorytety. Ale nawet bez tego gra nie wydaje się być aż tak wymagająca dla dowodzącego Fighter Command. Zapewne wariant, w którym gra się Niemcami, jest o wiele większym wyzwaniem.

czwartek, 6 kwietnia 2017

RAF: The Battle of Britain. 24 sierpnia 1940 (5)


Piąty dzień nalotów wylosowałem Szkopom na 24 sierpnia 1940. Czyli nazajutrz.

Ich priorytety pozostają bez zmian.

O 8 rano nalot na lotnisko w Debden. Gdybym grał stosując zasady zaawansowane, miałyby one tutaj znaczenie, ponieważ Debden znajduje się poza zasięgiem Bf-109 i skład rajdu byłby określony w specjalny sposób. Może innym razem napiszę coś o zaawansowanych regułach, które pominąłem, a teraz przenieśmy się na niebo nad Debden. Niemcy mają tam kawał drogi, więc RAF wita ich dobrze przygotowany. Wychodzi z tego wielka bitwa myśliwców, gdzie straty po obu stronach są duże. Rozpraszam osłonę i dopadam część bombowców, które spadają jak muchy. Nie mogę jednak mówić o pełnym sukcesie – grupa Ju-87 (tzw. Stuka) zrzuca ładunki na lotnisko i trochę je uszkadza.
Zestrzelony Bf-109 pod opieką angielskiego personelu

Kolejny nalot nastąpił w południe. Kierunek Szkopów: Hornchurch. Lecą tam pewnie z zamkniętymi oczami. Jestem dobrze przygotowany i dochodzi do kolejnych zaciętych pojedynków myśliwców. Mam jednak przewagę liczebną, a większość moich sił to Spitfire`y. Z początku idzie jak po maśle – osłona Bf-109 rozbita, zaczyna się pościg za bombowcami (kilka grup He-111). Mają one solidną bliską eskortę, którą w dodatku wzmacniają messerschmitty znad kanału. Pojedynki powietrzne są jeszcze bardziej zajadłe. Straty po obu stronach naprawdę duże. Jest krwawo, mnie również to boli. Poza wrogimi myśliwcami, nasi wyeliminowalil sporo He-111, ale to ciągle nie dość: część niemieckich maszyn dociera nad Hornchurch i zrzuca bomby na lotnisko. Rzecz nie do pomyślenia przy tak silnej osłonie, jaką wystawiłem - a jednak! Rzucam kostką, by określić, jakie są efekty bombardowania. Śmiech na sali. Tony bomb spadają na okoliczne pastwiska.

O godzinie 16 nalot na lotnisko North Weald. Wiem tylko, że leci 5 grup. Wspieram obrońców 4 dywizjonami z Northolt (w tym 303) – łącznie 7 dywizjonów Hurricane`ów śle Szkopom pozdrowienia z karabinów 7,7 mm... 3 grupy Bf-109 zniszczone, część Hurricane`ów dopada bombowce, ale z ich bliską osłoną już tak łatwo nie jest, nie mam takiej przewagi. Znowu straty po obu stronach. Taki wynik to w zasadzie porażka. Co więcej, niektóre z Do-17 i Bf-110, które uczestniczą w tym rajdzie, dolatują do celu i zrzucają ładunki. Mam kolejne uszkodzone lotnisko.

Na szczęście tego dnia nie ma już więcej nalotów.

Punkty Zwycięstwa: 11 dla Niemców
Rezerwy Anglików: Spitfire 15, Hurricane 19, Piloci 0
Rezerwy Niemców: myśliwce 4, bombowce 20

Zaczyna brakować wytrenowanych pilotów i jeśli straty nadal będą tak wysokie, nowe samoloty - tych akurat nie brakuje - będę obsadzał zielonymi załogami. Jeden dywizjon Hurricane`ów z Northolt już teraz składa się z zupełnych świeżaków, co zmniejsza jego skuteczność do śmiesznie niskiego poziomu i przestałem go posyłać na jakiekolwiek akcje.

zestrzelony Do-17
Dwa słowa o powyższych wskaźnikach. Obrazują one, do jakiego stopnia Luftwaffe była daleka od wyeliminowania RAF-u. Mimo wysokich strat, które ponoszę, mam zapewnione natychmiastowe reformowanie 15 dywizjonów Spitfire`ów lub 19 Hurricane`ów. Te liczby są tak wysokie, że kumający mechanikę gracz od razu widzi, iż pod  względem wojny materiałowej, wojny na wyczerpanie - niewiele mu grozi. W czasie nalotów, jeśli dzień był udany, zdarza się Niemcom spowodować straty, które pochłaniają kilka punktów rezerw, ale RAF dostaje ich każdego dnia znacznie więcej. Co ważne, jest to ich regularna dostawa. Wiemy, na czym stoimy. W pewnym stopniu groźniejsze od strat ponoszonych w powietrzu są bombardowania lotnisk i ośrodków przemysłowych, ale skuteczność tych bombardowań jest niska i o ile się nie zmieni - a nie zapowiada się na to - to nawet niszczenie fabryk nie jest w stanie zachwiać potęgą RAF-u. Jak widać po bombardowaniach z ostatnich dwóch dni, nawet puszczone grupy bombowców często rozmijają się z celem. O ile chmury nad Anglią nie są czarodziejskie, to wygląda na to, że Niemcy nie mają odpowiedniej broni, by wygrać tę kampanię, skoro nie są w stanie korzystać z okazji, które im się przydarzają.

Szukając wyjaśnień tego stanu rzeczy, m.in. odpowiedzi na pytanie, dlaczego autor gry tak jednoznacznie na korzyść RAF-u ustawił współczynniki rezerw (produkcji), znalazłem dzisiaj kilka zabawnych ciekawostek wyjaśniających tę sprawę. Jednym z najbliższych doradców Winstona Churchilla w czasie wojny był Lord Beaverbrook, ówczesny minister produkcji lotniczej. Na miesiąc przed bitwą o Anglię skierował on apel do gospodyń domowych: “give us your aluminium and we will turn your pots and pans into Spitfires and Hurricanes, Blenheims and Wellingtons” - “dajcie nam aluminium, a zamienimy wasze garnki i patelnie w myśliwce”.

Odzew na apel Lorda Beaverbrook i społeczna mobilizacja przeciwko Niemcom okazały się totalne. Za sprawą cywilnych dotacji w parę tygodni rząd otrzymał setki ton aluminium. W Timesie pisano: “even if Britain goes down this fall, it will not be Lord Beaverbrook's fault. If she holds out, it will be his triumph. This war is a war of machines. It will be won on the assembly line.” - “nawet jeśli Wielka Brytania upadnie tej jesieni, nie będzie to wina Lorda Beaverbrook. Jeśli wytrzyma, będzie to jego triumf. Ta wojna jest wojną maszyn. Rozstrzygnie się na linii produkcyjnej”.

Na łamach Mirror Lord Beaverbrook w malowniczy sposób wiązał osobisty wkład każdego Anglika z tym, co działo się na niebie wyspy: “whenever you read of a thrilling air feat, you can say: perhaps my saucepan made part of that plane” - kiedy czytasz o powietrznych wyczynach, możesz powiedzieć: być może mój rondel jest częścią tego samolotu.”

Pierwszy apel o aluminium Lord Beaverbrook dał 10 czerwca, ale jeszcze na jesień przybywały kolejne dotacje w postaci kuchennego sprzętu. A także bardziej przydatnych materiałów, bo jeśli chodzi o akcesoria kuchenne, to syn Lorda Beaverbrook przyznał lata później w wywiadzie, iż apel ojca o aluminium spowodował co najwyżej marnotrawstwo dobrych patelni i garnków. W produkcji myśliwców były one do niczego nie przydatne. Przemysł angielski i produkcja samolotów w Anglii była już od dłuższego czasu na drodze szybkiego rozwoju. RAF był silną i gotową do walki bronią. Przeciwnik dysponował potężną siłą, ale jego zadanie  było znacznie trudniejsze. Obok mów Churchilla słowa Lorda Beaverbrook miały wyłącznie efekt propagandowy. Nie można go jednak nie doceniać: zjednoczyły społeczeństwo w najtrudniejszym momencie wojny. Nikt lub mało kto wiedział o bezsensowności tych dotacji, ale to na pewno było miłe widzieć swój rondel w przelatującym Spitfire`rze. Można sobie łatwo wyobrazić, jak Lord Beaverbrook i Winston Churchill (prywatnie dwaj przyjaciele) rozmawiają przy porannej kawie w gmachu ministerstwa:

LORD BEAVERBROOK: Jak tam Winnie samopoczucie?

SIR WINSTON CHURCHILL:  A, daj spokój (ang: thank you, I`m fine). Rzucam palenie. Z pyska mi daje jak z Tamizy. Twoja gastryka, Will?

LB: Lekarz mówi, że mam się nie stresować, a wiatry przejdą. Nerwy, mówi. Wczoraj dwa naloty w porze obiadowej. Poszły okna w sypialni. Trzeba do tego przywyknąć.

WC: No, zerknijmy w papiery. Jest jakiś raport.

LB: I co tam?

WC: O szit. Hrabstwo Kent przysyła 5 ton patelni i garnków.

LB: Miło z ich strony...

WC:  W zeszłym tygodniu przysłali 3 tony. Przebili Sussex i Hampshire. Gadaj lepiej, co z tym zrobimy?

LB: W dokach są jeszcze jakieś magazyny. Trzeba to schować, bo się ludzie skapną.

WC: Dokerom nie ufam. Jak tylko dostają nowy towar, biorą kasę, a ze starym nic ich nie wiąże.

LB: Zwiększ kary albo płać im więcej za przechowanie.

WC: Nic to nie da. Szukają każdej okazji do zysku, żmije. Choćby mieli dziurawą stodołę, powiedzą, że to 500 metrów nowoczesnej powierzchni magazynowej. A potem znajdujesz swój towar na śmietniku. A czego nie wyrzucą i łaskawie przechowają, wygląda gorzej od tej stodoły.

LB: Nie przesadzaj. Przekonasz ich. Masz talent do miłych słówek. Moja sąsiadka do teraz chlipta po mowie z dwudziestego.

WC: Mówię ci, zapomnij o dokerach. Tydzień temu na długości 20 mil płynęły Tamizą do Kanału Angielskiego garnki i rondle. Mogli chociaż zdjąć je z podestów na wózki, żeby szły na dno! Szuje, taka ich mać!

LB: No co ty gadasz?

WC: A jak się musiałem z tego tłumaczyć! Pół dnia świeciłem ryjem przed dziennikarzami. Całe estuarium Tamizy zawalone rondlami. Podwodniacy myśleli, że to miny i stracili dwie doby na podejściu do bazy w Dover.

LB: Coś o tym słyszałem.

WC: A słyszałeś, że cywile chcieli tam zlinczować jakiegoś bezdomnego, który wyławiał patelnie? Chłopina ledwo co uszedł z życiem. Przywieźli go na komisariat razem z garnkami, które załadował na wózek i oskarżyli o kradzież Spitfire`a.

LB: Ludzie z Dover to twarde sztuki. Patrioci, rozumiesz.

WC: A czy ty rozumiesz, że dzieci w Dover zamiast muszli zbierają patelnie z plaży? Dokerom nie dajemy już na przechowanie żadnych rondli!

LB: Co ty ode mnie chcesz? Mam się wycofać? Przyznać, że żadnego nie użyliśmy?

WC: Zwariowałeś? Zażądają zwrotu. Wiesz jacy oni są. Cywile.

LB: No to co robimy?

WC: Daj mi się zastanowić. O, patrz, jeszcze jedna teczka z papierami. To raporty z Middlandów.

LB: Nie otwieraj tego! Napijmy się najpierw herbaty.

WC: Ekscellentna idea. Czajników ci u nas dostatek.

Wychodzą do kuchni.

RAF: The Battle of Britain. 23 sierpnia 1940 (4)

Podczas rozgrywki solo w RAF wprowadzanie posiłków według historycznych dat obowiązuje wyłącznie SI, która obsługuje przeciwną stronę. Nowe grupy Bf-109 czy Do-17 pojawiają się wtedy, kiedy Niemcy historycznie byli gotowi wprowadzić je do bitwy jako w pełni operacyjne jednostki. Jeśli chodzi o gracza, podlega on innym zasadom dysponowania posiłkami. Po każdym dniu nalotów może wprowadzić do dwóch rezerwowych dywizjonów, ale kosztem utraty Punktów Zwycięstwa (im wcześniej odwody są wprowadzane, tym większa ich cena). Można grać bez formowania dodatkowych dywizjonów i spróbować pokonać Luftwaffe wyjściową siłą RAF-u. Co prawda takie zwycięstwo nie wydaje mi się możliwe, ale jak ktoś by dobrze pograł i - nie oszukujmy się - miał sporo szczęścia w kartach i kostkach, to może dałby radę.

Z przedstawionych wyżej powodów dywizjon 303, który jako jednostka operacyjna historycznie rozpoczął działania 31 sierpnia, w rozgrywanej przeze mnie partii brał udział w walkach już 19 sierpnia. Powołałem go wcześniej z pragmatyzmu, nie z sentymentu. Stacjonuje on w sektorze lotniska w Northolt, z którego łatwo wspierać wszystkie najbardziej narażone miejsca i skąd jest najszerszy dostęp do innych sektorów. Jest to idealne miejsce dla głębokiego odwodu, który doleci wszędzie tam, gdzie trzeba gasić pożary i łatać dziury. Po maksymalnej możliwej rozbudowie obrony lotnisk w Hornchurch i Tangmere zacząłem rozbudowywać siły w Northolt.

Kolejny nalot przypadł na 23 sierpnia 1940. Niemcy zmienili priorytety:

Wysoki: lotniska
Średni: porty i zakłady przemysłowe
Niski: miasta i radary

Rozpoczęło się od porannego rajdu na lotnisko w Kenley. Na 6 wykrytych grup posyłam 3 dywizjony z zamiarem puszczenia bombowców i skupienia się na myśliwcach. Okazuje się, że są tam 2 grupy Bf-109. Mam co chciałem. Zadaję straty, sam jakieś otrzymuję, ale wymiana 1:1 jest, powiedzmy, korzystna. W międzyczasie Ju-88 i He-111 rezygnują z kontynuowania lotu na Kenley i znajdują sobie lepszy cel na wybrzeżu – uszkadzają system radarowy w Beachy Head... 6 rano, cały dzień bez radaru w tak wrażliwym miejscu. Bollock!

O 10 wykrywam niemieckie samoloty kierujące się na port w Weymouth. Podobna taktyka – puszczam Heinkle, niech zrzucają bomby na port... Mam szczęście, chmury nisko wiszą, bombardowanie jest zupełnie chybione. Wiwat chmury! Co do rozprawy z myśliwcami, tym razem wyszło niedobrze. Poniosłem większe straty, ale Niemcy też coś “złapali”, a skoro uparłem się, by na ile się da tępić im Bf-109, to niech będzie.

O 12 nalot na lotnisko w Biggin Hill. Uszkodzony radar w Beachy Head nie pomaga, to trzeci rajd bez wczesnego wykrycia. Wiem tylko, że lecą i że 12 grup. Co robić. Waham się, czy w ogóle takiej sile coś przeciwstawiać. Nie miałem okazji wspomnieć: jedna grupa to w skali gry 15-25 samolotów. Uśredniając, w stronę lotniska zmierza 250 niemieckich maszyn. Niebo czarne od hakenkrojców. Wyobrażam sobie, jak Mr. Smith widzi coś takiego na niebie ze swojego ogródka i przeciera szkła okularów. Liczę na to, że część tych samolotów będzie patrolowała okolice kanału La Manche (Niemcy musieli zapewniać bezpieczny powrót bombowcom, więc z reguły były dwie zmiany eskorty), inne pozostaną w bliskiej eskorcie, no i że spora część to bombowce, które są dla myśliwca łatwym celem. W związku z tym pojedynek z samymi Bf-109 może będzie wyrównany, może coś ugram, jeśli rzucę na to 3 dywizjony z Biggin Hill. Tak sobie dumałem. I tak zrobiłem. Okazało się, że była to misja godna japońskich kamikadze... Nigdy więcej. Niemcy robią z naszych pilotów sito. Tracę niemal wszystkie samoloty. 4 grupy bombowców rozdzielają się, część zrzuca ładunki na lotnisko, część na Londyn. Tyle dobrze, że lotnisko w Biggin Hill puste. Ciekawe, jak się czuli Londyńczycy, nie widząc nawet jednego swojego samolotu nad miastem... O 14 odbywa się kolejny nalot na Biggin Hill. Jest to sektor, w którym do końca dnia nic mi nie zostało... Jak na ironię – wczesne wykrycie Niemców. Co mi po tym? Mogę podesłać chłopaków z Northolt i Hornchurch, ale byłoby tego łącznie, na tę godzinę, tylko 3 dywizjony, a Niemcy lecą kolejnym rojem, 13 grupami... No nic, biorę na klatę. Puszczam całą tę niemiecką hordę i niech robią swoje, a ja zamykam oczy. I wtedy jedna grupa Heinkli w chmurach gubi trasę i zawraca, a pozostałe bombowce (2xHe-111 i 1xJu-88) też gdzieś zbaczają i bombardują mniej istotne cele. Wiwat chmury! Uff...
atak na okręty patrolujące kanał La Manche

Godzina 18. Po raz pierwszy od początku gry mam na lotniskach pełne składy (nie licząc Biggin Hill, gdzie jest dla odmiany zupełnie pusto) i oto  bardzo wcześnie wykrywam nalot na Hornchurch. Piękna sprawa, robię Szkopom podwieczorek. Sklecam z okolicznych sektorów 8 dywizjonów ( z czego 6 na Spitifre`ach!) i wybijam do nogi 4 grupy Bf-109 oraz 2 grupy He-111. Czy może być w tej grze coś piękniejszego? Ale zaraz dowiaduję się, że Niemcom mało i że lecą jeszcze na fabryki w Yeovil (zupełnie inny kierunek, Kornwalia). Mam tam tylko 2 dywizjony, podrywam je, bo z wywiadu wynika, że to tylko 2 grupy, zatem chętnie pójdę z nimi na wymianę. Wyciągam kartę z talii określającej składy nalotów i wypada, że to same Bf-109, ale nie 2, tylko 4 grupy... Jeszcze tylko karta wydarzeń i... jeśli jest zachmurzenie, to połowa Niemców traci kurs. A zachmurzenie jest, w końcu to Anglia. Wiwat chmury! Pojedynek 1:1 i wyrównane straty. Jeszcze na dobitkę kolejny alarm – to bardzo, bardzo długi wieczór – Szkopy lecą na Southampton. Mam tam niezłą paczkę, wysyłam 6 dywizjonów. Okazuje się, że leci tam tylko jedna grupa Bf-109. Pewnie to ci, którzy stracili kierunek na Kornwalię. Przy takiej przewadze wynik powietrznego pojedynku może być tylko jeden. Niemieckie asy nie wrócą już do faterlandu.

Punkty Zwycięstwa: 16 dla Niemców.
Rezerwy Anglików: Spitfire 9, Hurricane 16, Piloci 1
Rezerwy Niemców: myśliwce 4, bombowce 19