czwartek, 24 listopada 2016

Wertykalni II

[WPIS GOŚCINNY]
Wertykalni poeci Eiaculatio Praecox oraz Phallus Procax znowu się spuścili. Ich zeszłoroczny spust znajduje się tutaj: Polepione strony. Jeszcze nie zeschnął. Autorem poniższych rysunków jest Fascinum Amici. Oops i did it again jest dedykowany poetom horyzontalnym oraz wszystkim pannom i mężatkom zainteresowanym poezją.
Podpisano: wertykalni@interia.pl

Oops i did it again


Oops i did it again

Lateks na mej kapie
Z ciebie lateks kapie
Z moim chujem w japie
Twoja morda tak nie kłapie

Na chuju krochmalona skarpeta
Na ścianie twój plakat i czerwona tapeta
Zaraz się zgwałcę i pomyślę o tobie
Britney, ale jazda, co ja ci robię!

Wełna na mej kapie
Z ciebie lateks kapie
Z moim chujem w dupie
Jęczysz wymyślony trupie

Najpierw z tyłu potem z przodu
Czujesz siłę mego wzwodu
Na pośladkach i we włosach
Zaraz błyśnie biała rosa

Goła moja kapa
Już otwarta twoja japa
Zaraz ci go dam do ryja
Zliż wszyściutko z kija

Na suficie, ścianie i podłodze
Jestem blisko i dochodzę
Sperma z jaj w usta tlen!
Oops i did it again.


Rozebrzmiały się brzoskwinie

Rozebrzmiały się  brzoskwinie
Sczerniały już dojrzałe wiśnie
dojrzałe jest tylko to co zginie
gdy trupiosłodkim sokiem tryśnie.

Dlatego babciu daj te starą morelę
Nożem wiotką skórkę od miąższu oddzielę
Daj mi te obwisłe wiśnie
Wyssam z nich sok co już kiśnie

Dziś się nie wymiguj uczenie
Bo to drobne ma znaczenie
Czy ktoś mnie gerontofilem
Nazwie, czy ciebie pedofilem

Rozebrzmiały się brzoskwinie
Sczerniały już dojrzałe wiśnie
dojrzałe jest tylko to co zginie
gdy trupiosłodkim sokiem tryśnie.

Piosenka o miłości platonicznej

Gdzie odchodzisz tyłeczku?
Dokąd bieżysz w tej porze?
W którą stronę obracasz
Swych pośladków biel zorze?

Połysk czemu ich skrywasz
Pod sukienki fałdami?
Gładkość ich zaniedbywasz
Czemu tak przed klapsami?

Czemu wolisz uciechy
Rozmów z dziewczyn klekotem,
A nie oka łypanie
Dziada z ławki pod blokiem?

Umiesz być tak okrutna
I nie spojrzeć na niego?
Wiesz, że gdyś jest tak butna,
Kopiesz nieszczęśliwego?

Więc nie wahaj się z łaską,
Zwróć pośladki w tę stronę
Z której za tobą świecą
Dziada oczy spragnione;

Zdołał brzucha tłuszcz schować,
Włożyć portki obdarte,
Żeby cud twój lustrować
I na ławce mieć wartę.

Melodia popołudniowa

Ziemia jęczy i z trudem oddycha.
Mordę ma pełną nasienia. Przygnieciona zdycha.
Pożądania płoną gęste lasy,

Gdy południowy wiatr sflaczałe unosi kutasy.

Wiosna idzie, gniotąc ziemię wszystko unosi.
Na nowo kwiat wyjdzie łąka się zrosi.
Słońcem pola objaśni, by nadać im krasy,

Gdy południowy wiatr sflaczałe unosi kutasy.

Już Cię do życia siły natury wróciły.
Dotykiem Nimfy uleczyły z zimy i kiły.
Nie zbaczaj Buhaju ze swojej trasy,

Gdy południowy wiatr sflaczałe unosi kutasy.


Uwagi pannom zezowatym

Nie przejmuj się kochana,
Że masz oczy rozstrzelone,
I piersi na kształt zakalca -

Wolę z kurwą tańczyć walca.

I od dziewczyn malowanych
Niekulawych, z prostą nogą,
Oddechem, co pachnie mango

Wolę z kurwą tańczyć tango.

Zamiast cipki białej, gładkiej,
Chcę krzaczora różowego,
Szorstka najlepsza mineta,

Wolę z kurwą tańczyć menueta.

I dlatego ciebie wolę
Nad księżniczki tego świata,
Masz szalony wzrok i zeza

Z taką kurwą zatańczę poloneza.

Cykle łowcy

Węszy kutas za dupami, za szparami,
Niucha wszędzie, rośnie non stop pod spodniami,

Wtyka łeb swój w zakamarki i szczeliny,
Pręży pysk swój w miękkie zejścia, w rozpadliny,

Pcha się naprzód w zwilgotnienia, szuka sensu,
Ten filozof, ten teolog, głodny kęsu

Absolutu, którym w świecie kształt kobiety,
W funkcji końca, czaru złudy, widma mety.

I w jej wnętrze jak nie wnijdzie, jak nie wbije,
Jak nie zmłóci, jak nie zwierci, jak nie zryje,

Lepką ślinę wtłoczy w ciało, na brzuch strzeli,
Na pierś lewą, prawy poślad, lico zbieli.

Po czym trumna jego spodni znów go skryje.
Po czym bezsens tego życia go spowije.

Wertykalni

Ludzie mówią, że mam chuja w dupie
Bo chodzę prosto,
Jakby mnie ktoś przewlókł drutem,
Ale czy w to wierzysz, siostro?

Jestem fiutem co się kąpie w złocie,
Moje jaja jak dzwon biją przy robocie
Kiedy dupczę te panienki.
Ciebie też obsypię złotem skarbie, klęknij.

Nienawidzę wszelkich płaskości,
Nie ma w nich miejsca dla krągłości,
Nienawidzę tego co upadło i płasko leży,
Na widok horyzontu włos mi się jeży.

Jestem fiutem co się kąpie w złocie,
Moje jaja jak dzwon biją przy robocie
Kiedy dupczę te panienki.
Ciebie też obsypię złotem skarbie, klęknij.


Komunia

Żyłę jak ksiądz czarną ma żona przyśniła
I tak mi powiada wnet gdy się zbudziła:
          
  "Mężu! Ledwo widzę płci twojej dramacik
            Bzu gałązkę śmieszną, cieniutką jak bacik,
            Co przydatny raczej do skóry smyrania,
            Niż do mego łona głodnego dziergania.
            Umiesz ty zeń jeszcze potwora uczynić?
            Białym karłem sprawić, że zacznę się milić?
            Śpiewam dziś kutasa czarnego potęgę,
            - Umie mocny konar na tyłku dać pręgę! -
            I tak bezlitośnie rozciągnie me wnętrze,
            Że bez zbytniej zwłoki się lodem odwdzięczę,
            Zliżę kroplę każdą z czarnego mocarza,
            Ach, po co za białym ja szłam do ołtarza!?"

Wierny zawsze byłem cudownej mej żonie
I sen ten jej słysząc złożyłem swe dłonie,
I do kolan padłem jedynej mej pani,
I do niej począłem się zwracać słowami:

                        "Moja najpiękniejsza, za tobą szaleję,
                        Gęstwa twoich włosów jak ogród wonieje,
                        Oczu ciemny klejnot tak świeci jak słońce,
                        Blaskiem co roztapia zwątpienie trujące.
                        Kruchych twoich ramion mam stracić czułości
                        I bez modrych piersi przeżywać bliskości,
                        I samotny sypiać bez ciepła twych bioder,
                        I na zawsze stracić twej duszy urodę?"

            "Śmieszny mój pokurczu, ty wiesz należycie,
            Jak do mnie się modlić słowami o świcie.
            Cenię twe oddanie jak wiernych w niedzielę
            - Święte tobie za to fellatio udzielę!"

Modlitwa

Matko przenajświętsza moich mokrych nocy
Moich spustów, poplamionych kocy,
Tchnij w me gnuśne ciało
Ducha, by chętnie się jebało.

Matko litościwa mych kamiennych wzwodów,
Daj mi chuć wszystkich lubieżnych rodów,
Bym nigdy przed nagą dziewicą
Miękką nie zhańbił się szpicą.

Matko, do ciebie wołam z otchłani,
Gdy mój kutas błądzi w cudzej krtani:
Otwórz mi rozkoszy bramy
Bym wyruchał wszystkie damy!

Matko, usłysz mnie! do ciebie wołam,
Gdym mały w lepkich łzach cały:
Czy każdą chwilę słodkiego spełnienia,
Muszę odpokutować w otchłani nieistnienia?




Bad trip Odyseusza

Leży z ciągle młodymi dupami, 
              Haszem korab mgli się i muzyką.
Nuda zmysły spowija skrętami,
                        Opar czasu swój tańczy byt znikąd.
            Nimfa w spodniach mu gmera,
            A on bukłak otwiera
            O kant zęba techniką.

Żadnej z nimf nie brakuje urody,
                        Ale myśli strup leczyć bóstwami?
Nie dość kwiatem ich kwitną ogrody,
                        Żeby bycie róż leczyć płatkami.
            Refleksyjność, ten kierat,
            Zmysły z sensu rozbiera.
            Wszyscy w sobie są sami.

Wszyscy w sobie tonują pragnienia,
                        Żeby tratwy nie rwały im wody.
Dziwnym cudem jest defekt stworzenia -
                        Myśleć w tańcu bezmyślnym przyrody.
            Gdyby to cel jej dzieła,
            Żeby myśl ją objęła -
            Wyjść na pokład ma Odys.

Nad pokładem pękają niebiosa,
                        Fale wznoszą łupinę istnienia.
Tam cud traci uroki pornosa,
                        Zamiast nimfy intelekt oniemia.
            Nagość zmysłu ubiera
            W program cyfr komputera.
            - Toś chciał, synu Lajrtesa?

Święty Iambion Autokoprofagita

Na ateńskim Aeropagu
ostatni archimandryta pogańskiej Grecji
w smutku spożywa ostatnią miskę
własnych ekskrementów.
Ach! westchnie nim chwyci pierwszy kęs
Komu się dziś urąga?
Kogo karci, kim gęby wyciera?
Czy już nikt nie żebrze,
Bogatych nie opluwa,
Tanich kobiet nie błogosławi?
Nie pamiętam, kiedy ktoś ostatnio,
Wybił zęby swojemu wrogowi,
Zamiast mu wybaczyć, szczur litościwy!
Gdy wylizał dokładnie miskę
Z własnych ekskrementów,
Odłożył na bok infułę
Mlasnął, beknął i rzekł:
Smutne nadchodzi panowanie,
Panów co jadają wytwornie
I wzrok swój wbijają
Wysoko i daleko.
Nasz Pan Drogi,
Twardy, o dwóch okrągłych,
sferycznie rozpostartych skrzydłach
Został wygnany,
Na wieczny lot zimowy.
Przez Karłów co myślą
Smutno i wytwornie,
a wzrok swój wbijają,
jak ciemne krety
wysoko i daleko.

4 komentarze:

Sławomira pisze...

Nie mam pomysłu, jak to skomentować, ale wpis bardzo fajny :)

Tajemniczy Pan C pisze...

Dziękuję. Twoja przychylność wiele znaczy dla poetów wertykalnych. Jeśli wcześniej nie dotknie ich uwiąd starczy, jesienią - tradycyjnie, jako remedium na jesienną deprechę - opublikują kolejny tomik poezji. Póki co są na etapie szukania inspiracji. Ich grupa artystyczna jest otwarta, więc gdybyś chciała dać upust swojej wenie, to wiesz... ;-)

Sławomira pisze...

Ja nie piszę wierszy ;)

Sławomira pisze...

Tak w ogóle, to aż usunęłam listki z bloga. Będę na testowym próbować zrobić tak, żeby listki były i ładowało się szybko.