poniedziałek, 17 października 2016

Atelier 34zero Muzeum

Wystawa zbiorów Muzeum Atelier 34zero w galerii BWA w Katowicach, 16 IX - 23 X 2016.

Podług wyświetlanego filmu wprowadzającego w pochodzenie zaprezentowanej w katowickiej galerii BWA kolekcji (a który to film z pamięci i niedokładnie teraz przywołuję), kurator wystawy Wodek Majewski wykupił lata temu za niewielkie pieniądze podupadający dom na jednej z zaniedbanych ulic w Brukseli. Ulicę tę mieszkańcy chętnie opuszczali wyprzedając nieruchomości, tak bardzo miała nie nadawać się do życia. Polak razem ze znajomymi artystami poczęli organizować nabytą przestrzeń, dzisiaj także część ulicy, która uzupełniana jest o ogródek ze sztuką. Powstaje w ten sposób rodzaj parku, strada współczesnego artyzmu, sztuka uliczna per se.

Na filmach takie rzeczy są często większe i inne niż w rzeczywistości. Trzeba by pojechać do Brukseli, aby przekonać się, jak naprawdę wygląda, czym było i czym jest Atelier 34zero (kiedyś Atelier 340). Problem w tym, że kiedy już znajdziemy się za granicą, okaże się, że Belgia posiada piękniejsze miejsca niż ulica artystycznych rupieci i wcale nie na nią powinniśmy kierować się najpierw. W związku z tym w strefie oddziaływania Atelier pozostają głównie sami zaangażowani artyści, którzy z błogosławieństwa awangardy pozostają już zawsze zamkniętym środowiskiem, oraz zwykli śmiertelni mieszkający w sąsiedztwie. To grupy, dla których brukselskie Atelier 34zero może mieć realną wartość. Ponieważ do wystawy nie załączono wrażeń sąsiadów ani w formie obrazkowej, ani pisanej, jesteśmy zdani na wystawione prace artystów i własną wyobraźnię.

Tablica, Marek Kuś
W Katowicach udostępniono tylko część zbiorów, rodzaj wizytówki, po której staramy się domyśleć wyglądu całości. Niektóre z wystawionych prac do popularnego pojęcia sztuki dochodzą okrężną drogą lub nawet wcale nie starają się dojść. Inne robią to wprost; artyzm, który powołał je do istnienia, jest rzeczą oczywistą i można od razu skupić się na jego ocenie. W każdym razie wystawa jako kombinat takich dzieł przypomina odbiorcy najpierw o tym, jak bardzo rozmytym i trudno definiowalnym pojęciem jest wyraz "sztuka", który trzeba do każdego z eksponatów przymierzyć (opcja #1). Równie trudno przymierzać do nich słowo "rupieć" (opcja #2) i może właściwszy byłby jeden z następujących wariantów: albo wymyślenie jakiegoś słowa łączącego znaczenia dwóch powyższych (#3), albo trzymanie się z dala od słów i próbowanie przemyślenia tej rupieciarni poza słowem, poleganie na wrażeniu (#4). Po dokonaniu prywatnego wyboru pośród tych opcji - a właściwie dopiero po nim człowiek zdolny jest wyrazić własne zdanie - każdy z wizytujących może mimowolnie zauważyć, jak bardzo demokratyczna i stawiająca przed wyborem i zmianą perspektywy jest sztuka współczesna wywodząca się z tradycji awangardy, niezależnie od tego, co o niej i jej narodzinach myśleć (nie wspominając już o oksymoronie "tradycja awangardy").

Tymczasowo - Na stałe, Yves de Smet
Prace są tak różnego pochodzenia i tematyki, że chaos czyni każde wrażenie fragmentarycznym - a zaraz potem, w chwili pierwszej refleksji, zniechęca wewnętrzna nicość wielkiej części tego chaosu. Nawet jeśli są tam rzeczy wartościowe, rupieciarnia, w której trzeba się zanurzyć aby je znaleźć, nie każdemu będzie odpowiadać. Z prac, które zapamiętałem:
- "Foka - przypadki myśliwskie", czyli mała atrapa obandażowanej w kilku miejscach foki autorstwa Pascala Berniera.
- "Sklep nocny", zdjęcie z wystawionymi na sklepowej ladzie gołymi babami. Wyglądają na kawał mięsa. Nieogolony sprzedawca w brudnej podkoszulce siedzi na krześle. Praca autorstwa grupy Łódź Kaliska.
- "Wodospad z krajobrazem" Nilsa-Udo, będącą chyba fotografią jednego z domów na ulicy Atelier 340. Z balkonu cieknie strumieniem woda. Pękła rura? Wodospad na miarę cywilizacji. Ale woda jest zawsze piękna.
- "Tablica" Marka Kusia. Obraz ze zwielokrotnionymi sylwetkami humanoidów, które formują kształt koła, pełznąc skądś dokądś.
- "Konstelacje" Pierre`a Radisica - dwuzdjęciowe prace, prezentujące pieprzyki na skórze różnych osób, zwykle na plecach. Na drugim zdjęciu pieprzyki te połączone są ze sobą w konstelacje jak w atlasach o nieboskłonie, którego rolę przejmuje skóra oddana w negatywie.
- "Pamięci dzieci z Zamościa 1944" Władysława Hasiora. Dziecięcy wózek, który wypełnia ziemia ozdobiona cmentarnymi krzyżykami.

Haftowanie osobowości, Władysław Hasior
Znajdują sie też inne ciekawostki, np. obrazy Stażewskiego czy Strzemińskiego. Ich kontemplacyjna aura w tym składzie rupieci jest trudna do wychwycenia i ocenienia. Przy okazji zetknięcia się z ich pracami do głowy przychodzi myśl, że część artystów (kilku wymienionych wyżej oraz kilku innych, niewymienionych) nie nadaje się do tego, by robić im wystawy na podobnych wysypiskach, bo wartość ich dzieł niezmiernie zniżkuje. Inni, przeciwnie, nadają się tylko do takich składów z odpadami. Wartość ich dzieł będzie rosła zwłaszcza podczas srogiej zimy, gdy w górę idzie cena materiału do opalania grzejników.

Foka - przypadki myśliwskie, Pascal Bernier

Brak komentarzy: