sobota, 5 grudnia 2015

Dwa epicedia

“Estetycznemu uzasadnieniu świata” 

Klęską malarstwa XX wieku jest ucieczka od twarzy – klęską w pełni zrozumiałą. Czy jest coś, co może przeszkadzać bardziej, niż “bliźni”, który osaczył nas z każdej strony? Trzeba cechować się nieludzką wolą, by chcieć namalować mu portret. Nic dziwnego, że malarze odwrócili wzrok od człowieka i oddali się zachwytowi nad fakturą linii, granicą barwy, czy podobnym, pierwszym lepszym absurdem, byle nie człowiekiem...

Ale kogo obchodzą te ćwiczenia z estetyki? Sztuka niebędąca ostrzem wbitym w serce? 

Plastycy dołączyli do artystów pozostałych dyscyplin i praktykują swoją formalną gimnastykę, eksperymenty moczypędzli, emeryturę awangardy. Znamienne, że Pablo Picasso i Francis Bacon, najwięksi malarze XX wieku, nigdy nie odeszli od twórczości figuralnej. Choć widać, że ich także kusiło.


Francis Bacon, trzy studia postaci na podstawie ukrzyżowania
“Śmierci Boga”

Melancholia i zachwyt pięknem to specyfiki egotystów, uzasadnienia farmaceutów i osiedlowych dilerów marihuany. Tylko wstręt do świata przynosi ulgę. Tylko dzięki niemu jesteśmy zdolni udźwignąć bezsilność i obrzydzenie spowodowane kreacją tego bezmiaru cierpienia, niesprawiedliwości i smutku.

Nic dziwnego, że Jahwe, Bóg, Allah, czy jak go tam zwać, chce, by go wielbiono, domaga się czci za bubel, który stworzył. Stary skurwiel boi się, że damy mu wszyscy po mordzie!

Brak komentarzy: