poniedziałek, 8 listopada 2010

Aniele Boży, stróżu mój...

Dłuższe przerwy między sesjami nie służą graniu w RPG. Myślę, że aby gra nie traciła niczego ze swojej aury, powinna być kontynuowana systematycznie w możliwie niedługich odstępach czasu. Zauważyłem, że popularne, ale także powszechnie wyśmiewane, relacje z sesji mogą uratować przed zapomnieniem niektórych szczegółów, co dzieje się czasem po dłuższej przerwie w graniu. Gdy nie było Internetu, zapiski z sesji często powstawały w zeszytach graczy oraz MG; blog jest – przynajmniej w moim przypadku – kontynuacją dawnego zwyczaju. Zawsze jakiś pobazgrany zeszyt o erpegach prowadziłem, zresztą robię tak do dziś. A jednak jest wyraźna różnica między zapiskami blogowymi, a tymi z zeszytu, wygodnymi i bardziej praktycznymi.
W zeszycie stosuję krótkie zdania, skróty, mapki, rysunki i rozmaite symbole. Blog natomiast wymaga systemu i większej klarowności w sposobie notowania, wymaga także poświęcenia czasu. Jest też blogowe zapisywanie na tyle nudne, że nie jestem w stanie spisywać wydarzeń z dwóch rozgrywanych obecnie gier w taki sposób, jak to robiłem poprzednio – natomiast notatki do zeszytu robi się zawsze jednakowo szybko. Jednakże, jakiś czas temu rozmawiałem z paroma moimi graczami o Misji Elfów. Oni także mają wrażenie, że gdyby nam się chciało, w każdej chwili, dzięki blogowym zapiskom z tamtej gry, moglibyśmy do niej łatwo powrócić i kontynuować jej wątki. Nie mogę powiedzieć tego o żadnej innej z prowadzonych przeze mnie dawniej gier, których ślady wciąż mam rozrzucone w kilku przeznaczonych na spalenie zeszytach.

Myślę, że w czasie ostatniej sesji w Swords & Wizardry nie dało się odczuć, że gra ucierpiała od parotygodniowej przerwy, ale też powoli zaczyna być widoczne, iż naszej grupie brak charakteru. Kilka różnych osobowości postaci (lub ich wizji) powoduje, że nie do końca wiadomo, kim jesteśmy i ciężko wyobrazić sobie jakiś sensowny portret naszej drużyny. Nie sądzę, żeby to było trudnym problemem do rozwiązania, ale chyba będzie konieczne, żebyśmy się z tym jakoś rozprawili. Jeśli chodzi o mnie, wpadłem na pomysł podporządkowania się całkowitego tej z sił w naszej drużynie, która reprezentuje w sposób jasny Dobro. Sądzę, że takie zachowanie pociągnie za sobą siłą rzeczy wybór nieformalnego przywódcy naszej grupy, co, jak sądzę, w obecnej sytuacji może okazać się rzeczą bardzo przydatną. Kudłaty zatem ma zamiar zostać oddanym ochroniarzem naszej błyskotliwej kapłanki. Od tych mętnych odcieni szarości, które gdzieniegdzie przesiąkają do naszej drużyny, odgradzam się nieprzemakalnym płaszczem Wiary w Dobro i w kapłańską moc Piły!
W czasie ostatniej sesji pokonaliśmy hordę szkieletów, zombie i nekromantę, ratując część uprowadzonych wieśniaków i odprowadzając ich do górskiej sadyby. Niestety, drużynowy mocarz Lewy dostał o jeden cios za dużo i odszedł z tego świata. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie i spraw, żeby jego następca szybko awansował na II poziom. Dla spokoju ducha Kudłaty porąbał ciało przyjaciela na kawałki, aby żadna czarna magia nie powołała Lewego do plugawego nieżycia. O dziwo, roztropne zachowanie Kudłatego zostało przyjęte dość chłodno ze strony reszty kompanów, ale to tylko znak, że nie wiedzą oni jeszcze, w jak ciężkich czasach nam przyszło żyć i do czego bogobojny chrześcijanin powinien się uciekać, ażeby dać odpór nienawistnemu Złu. Oczywiście, pomimo tego rozumnego działania, karcące słowa Piły Kudłaty zachował głęboko w swoim sercu.

Swords & Wizardry
W trakcie rozgrywki pojawił się irytujący mnie element związany z przeliczaniem szansy na trafienie. Stało się to po raz kolejny. Część naszej ekipy liczy trafienie tak, jak to jest w jakichś późniejszych edycjach D&D, ja natomiast jestem przyzwyczajony do AD&D 2 ed. Dochodzi przez to do sytuacji, w których z różnych stron słyszymy różne dodatnie i ujemne modyfikatory oraz sprzeczne wartości, aż w końcu gubimy się wszyscy w banalnym rachunku. Zabawne jest to, że podręcznik do Swords &Wizardry nie czyni naszych kłótni o wybór właściwego rozwiązania zakończonym – dopuszcza obie formy liczenia... Autorowi winszuję pomysłu.
Pamiętam, że gdy prowadziłem AD&D (był to krótki okres), zszokowany łatwością, z jaką klerycy mogą odpędzać nieumarłych, bardzo ograniczyłem ich moc. W związku z tym nigdy nie miałem możliwości obserwować kleryka „w robocie” podług normalnych zasad - do ostatniej sesji. Teraz już wiem, że nigdy więcej nie będę podejrzliwy wobec tej mocy, gdy przyjdzie mi prowadzić jakąś pochodną D&D. Był to naprawdę fajny moment: szkielety i zombie przechodzą przez most i ruszają w naszą stronę, ich przewaga liczebna jest przeważająca, sytuacja wygląda niedobrze. Piła deklaruje, że będzie odpędzać diabelskie sługi modlitwą, MG wymaga od niej słów, a ona skonsternowana milczy, nagle nie wiedząc, co powiedzieć. A żywe trupy suną w naszą stronę, są bliżej, niż chcemy. Nie wiemy, czy bronić się przed taką hordą, czy od razu uciekać, gdy nagle widzimy Piłę wychodzącą z ukrycia, trzymającą wielki krzyż w swoich dłoniach i wołającą: „Aniele Boży, stróżu mój, ty zawsze przy mnie stój! Rano, wieczór, we dnie, w nocy bądź mi zawsze do pomocy!”

3 komentarze:

neurocide pisze...

Koncepcję drużyny zostawiam wam, bo rzeczywiście następuje pewna polaryzacja - to jednak nie jest mój problem.

Kwestia liczenia czy po nowemu czy po staremu jest do przejścia.

Odpędzanie było fajne - też się tego obawiałem.

Zastanawiam się też nad wprowadzeniem kilku zasad mechanicznych, bo 1. trochę mi ich brakuje, 2. mogę zapomnieć co wymyśliłem w locie i następnym razem wsadzić w to miejsce coś innego.

Z pewnością, o czym gadaliśmy ostatnio, mam zamiar wrzucić tę tabelkę z Zewu Cthulhu (czy tam ogólnie BRP), która występuje pod nazwą Tabeli Porównawczej. Zastanawiam się też, nad nadaniem niektórym broniom dodatkowych cech jak to ma miejsce w Pendragonie - tylko muszę rozważyć w jaki sposób (czy to będzie +1 to hit, czy +1 do obrażeń). Te modyfikatory są sytuacyjne, w Pendragonie np. jeśli walczysz młotem, a przeciwnik jest w płytówce masz k6 do obrażeń, buława zapewnia to samo przeciw kolczudze, itd...

Tajemniczy Pan C pisze...

Mnie brak czegoś, co jasno wskaże, jaką mam szansę trafienia procą, celowania itd., bo tą bronią ciągle posługuję się jakby po omacku. Nie dałoby się wykorzystać tabeli strzeleckiej z GURPS?

Tak na marginesie, wprowadzanie własnych zasad jest świetną sprawą (właśnie dlatego, że są "wspólne", znamy je, więc szybko stosujemy).W GURPS wprowadziłem już kilka razem z Dragonią i może o tym niedługo napiszę. Ale w S&W nie mogliśmy też na razie za dużo nad nimi gdybać, bo nie było wielu okazji do użycia jakiejkolwiek mechaniki w ogóle.

Tabelę porównawczą z BRP już sam zacząłem stosować w GURPS. Królowa tabel :)

A co do tabel broni i pancerza - nie do końca potrafię sobie wyobrazić, jak chcesz to zrobić, bo idea KP trochę kłóci się z dodatkowymi wyparowaniami. Mógłby wyjść taki specjał, jak Obrona i Wyparowania zbroi z KC.
Tak na marginesie, po ostatniej potyczce Kudłaty doszedł do przekonania, że wojownik bez zbroi ma bardzo ciężkie życie, niezależnie od tego, jak dobrze posługuje się mieczem. W City natychmiast kupuję kolczugę :)

neurocide pisze...

Petent z Pendragona o którym pisałem nie ma nic wspólnego z wyparowaniami, wychodzi z założenia, że wszelkie pancerze działają tak jak działały, natomiast cała rzecz opiera się na cesze broni, która jest skuteczniejsza przeciwko niektórym pancerzom. Stąd walcząc przeciwko kolesiowi w kolczudze i walcząc mieczem, czy toporem wszystko zostaje po staremu, natomiast jesli weźmiesz broń obuchową, zadasz mu większe obrażenia. W przypadku tarczy skuteczniejszy okaże się topór, na płytówkę zaś nadziak. Jeszcze tylko nie wiem, czy ta skuteczność ma się objawić bonusem do trafienia, czy też bonusem do obrażeń.