środa, 13 października 2010

Confessio

I. Przyznaję, że nie jestem w stanie ani prowadzić, ani nawet czytać ze zrozumieniem większości dysput o RPG. Nie mam pojęcia o systemach (tych dużych) innych, niż Kryształy Czasu, WFRP (wykluczając kolejne edycje), Cyberpunk 2020, Dzikie Pola, Aphalon, Wampir (tylko Sabat) oraz 2 edycja AD&D wydana w Polsce przez TM-Semic. Nigdy nie grałem w żadną inną grę, zaś z wyżej wymienionych połowę znam pobieżnie. Zatrzymawszy się tak dawno temu w poznawaniu nowych gier, od kilkunastu lat nie mogę traktować zapowiedzi kolejnych nowości, następujących po nich recenzji podręczników i lektury ich samych inaczej, jak wydań lokalnego dziennika z jakiegoś odległego województwa – do przejrzenia wyłącznie w chwili przewlekłej nudy. Wobec tego nie mam jak bronić się przed ewentualnymi oskarżeniami o ignorancję w wygłaszaniu opinii o RPG, skoro są one tak odległe od wiedzy i doświadczenia choćby nawet przeciętnego erpegowca. Ominęły mnie też dyskusje o teoriach grania (?) i nie wiem, co oznacza, gdy ktoś określi się jako narratywistę lub symulacjonistę, albo jeszcze inaczej nazwie styl swojej gry. To, że niedawno poznałem trochę Monastyr, GURPS oraz Swords&Wizardry, niczego w mojej sytuacji nie zmieniło.

II. Nie czerpię dodatkowej satysfakcji z grania w grę, bo oferuje coś „nowego”. Przypuszczam nawet, że zmienianie systemów miało kiedyś wpływ na to, iż RPG znudziło mi się do cna. Dzisiaj największym sentymentem darzę te gry, w których miałem okazję prowadzić liczne sesje, wobec reszty zaś, nawet jeśli gra w nie sprawiała mi frajdę, jestem obojętny. Myślę, że to jest istotą RPG – rozciągnięte w czasie kampanie, mnogość sesji w jednym świecie, dla stałej drużyny, prowadzonych niezmienionym postaciom. System, w jakim gra się odbywała, ma znaczenie nikłe, może żadne. Nie sprzyja takiemu spokojnemu graniu niecierpliwość, jaka powstaje w trakcie czytania o erpegowych nowościach. Oczywiście, jeszcze bardziej nie sprzyja temu brak czasu, na jaki cierpią wszyscy starsi gracze, zaś jeśli nałożyć na siebie oba czynniki, w ogóle nie pozostaje wiele miejsca na satysfakcję z tego rodzaju rozgrywki, którą w RPG najbardziej cenię. Być może dlatego idea małych gier, których celem jest zawrzeć esencję w jak najmniejszym przedmiocie, jest tak popularna. Nie jestem wielkim admiratorem takiego grania, ponieważ sądzę – co być może wynika z mojej ignorancji – że nie zastąpią one tego, co w tej materii oferują gry planszowe i nie taka - krótkodystansowa - jest ogólna natura RPG, z której się te gry rodzą. Jeżeli miałbym zagrać jedną lub parę sesji w jakiś nowoczesny erpegowy specymen albo np. partię go lub Gwiezdnego Kupca, to wolę to drugie. Podobnie nie przekonałoby mnie, gdyby jakiś mistrz pióra zmieścił, a niechby nawet przewyższył, cały ładunek emocjonalny i filozoficzny zawarty w Człowieku bez właściwości lub W poszukiwaniu straconego czasu w dwustustronicowej powieści. Nigdy nie byłyby one rzeczami porównywalnymi.

1 komentarz:

Shahzad pisze...

A Morgenses chce Kudlatego i Pile w lesie porzucic obok nekromanty, tuz po dopiero co rozpoczetym procesie dojrzewania. Kiepska nam sie Bozia trafila.