poniedziałek, 8 marca 2010

Inter mortales. Caput III

Dzień 4 – ciąg dalszy

Leśne elfy kontynuują marsz, zagłębiając się między strzeliste zbocza porosłe iglastą szczeciną niekończącego się lasu. Prowadzi ich małomówny Morlind, który wiele lat nieśmiertelnego życia poświęcił dalekim wyprawom. Nauczyły go one przenikliwie rozpoznawać teren, obierać właściwy kierunek marszu i nigdy się nie gubić lub nie nadrabiać drogi. Pochód zamyka melancholijny Eron, snujący rozważania o niebezpiecznym świecie śmiertelników. Długą i męczącą drogę wśród drzew i skał nieśmiertelni zmuszeni są zakończyć niedaleko gniazda czarnoskrzydłych harpii, wśród wartkich strumieni i rozpadlin, przy czarnej i gęstej ścianie iglastego lasu, gdzie rozbijają obóz (krawędź górskiego hexu oznaczona kropką). Nocą po raz drugi mają okazję rozmawiać z wiedźmą Psymantą. Nieufny Morlind nie pozwala łatwozgodnemu Malarianowi dobić targu z ohydną jędzą, złaknioną nieśmiertelnej krwi. Zawiedziona nimfa znika w ciemności, przeklinając swoje nędzne życie.

Dzień 5

Parę godzin po świcie, wraz z którym nieśmiertelni rozpoczęli dalszy marsz, drużyna opuszcza wreszcie góry, a niebawem przemieszcza się już tylko brzegiem lasu, z którego rozlega się widok na pola i dalekie morze. Nim powzięte zostaną dalsze decyzje, grupa naradza się długo, omawiając swoją sytuację. Od kilku dni podróżują lasem w niewiadomą stronę. Od początku podróży myśli im chmurzy strach przed śmiertelnikami, obawa przed reakcją tych zagadkowych stworzeń. A jednak możnowładna Miriam nie lęka się dłużej i postanawia, że tego dnia jej podwładni opuszczą las, ruszając brzegiem morza z nadzieją na sposobność zdobycia jakiejś łodzi. Lecz oto nadarza się niepowtarzalna okazja. Ledwie opuściwszy ostatni szereg drzew, bystrooki Eron dostrzega dużą grupę śmiertelników posuwającą się wzdłuż rzeki w stronę morza. Schyleni w wysokiej trawie, rzeźwiąc płuca morskim powietrzem, śpiewomówni nieśmiertelni ruszają tuż za nimi. Pochód, okazawszy się konduktem pogrzebowym, koniec swój ma nad brzegiem morza. Oto przybysze z lasu, w falującej trawie skryci, podglądają tajemniczy rytuał, w którym istoty śmiertelne muszą być srogo doświadczone – ceremonię pożegnania zmarłego. Już po tym wydarzeniu do zasmuconych istot schodzi Miriam w towarzystwie szybkopiąstnego Malariana, odzywając się pokojowym słowem. Zaskoczeni śmiertelnicy nie kryją zdziwienia na widok czarodziejskich istot z legend. Upewniają się, czy aby naprawdę mają do czynienia z przybyszami z gwiazd. Dopytują się, czy wojna w niebiosach jest rzeczywiście tak wielka, że zarówno elfy, jak i gnomy z kontynentu musiały opuścić swoje gwiezdne schronienia i zejść na ziemski padół. Miriam bez wahania potwierdza domysły śmiertelników i wdaje się w dłuższą rozmowę z Ktesibiosem, starszym wioski Iktykome, chętnie udzielającym jej wszelkich odpowiedzi.

Opowieść dobrego rybaka Ktesibiosa z Iktykome

“Wyspa Nesos – mówił – na której się znajdujecie, władana jest przez basileusa Kadmosa, którego twierdza znajduje się w Akrajach Skalistych. Bliźniaczym ich pasmem są Akraje Zielone, góry, z których wy, nieśmiertelni niedawno zeszliście. Niektórzy mówią, że Kadmos więzi przybyłego dawno temu z gwiazd księcia elfów. Dzięki bogactwu Nesos, jest Kadmos możnym panem, handlującym nie tylko z lądem, ale także z Attyką. W północnej, gęsto zaludnionej części wyspy znajdują się port Hykome, miasto Tafos oraz zamek basileusa. Łatwo znaleźć tam transport na ląd, ponieważ wielki ruch morski odbywa się głównie w tamtej części Nesos. Południowa część wyspy, oddzielona wielkim lasem i Zielonymi Akrajami, jest niemal nieosiedlona. Z okazji odosobnienia pamiętani i wychwalani są w niej bogowie Olimpu – niechętni mieszkańcom północnego Nesos, gdzie dominujący wpływ ma sekta aedonitów, wierzących w tajemniczego boga, którego syn, Usires Aedon, zmarł za ludzkość powieszony za nogi na Drzewie Straceń.
Basileus Kadmos, pobożny aedonita, wydaje właśnie za mąż swoją córkę, obarczając poddanych obowiązkiem dodatkowych darów na jej cześć. Podatek czeka i moją rodzinną osadę Iktykome. A teraz wy opowiedzcie, tajemniczy przybysze, z której gwiazdy przybyliście i czego tu szukacie? Czy to prawda, że basileus Kadmos więzi waszego gwiezdnego księcia? Czy przybywacie go ratować? Dlaczego więc chcecie dostać się na ląd? Czy wiecie, że tam dziwy wielkie się dzieją, że ludzie czarownice na miotłach widzieli zlatujące się w górach? Złą to może być wróżbą.”

Po opowieści skromnego Ktesibiosa i udzieleniu mu odpowiedzi nieśmiertelni odbywają krótką, ale dość burzliwą naradę, której z wielkim zainteresowaniem przysłuchują się nierozumiejący śpiewnej mowy lasu śmiertelnicy. Wytrzeszczają przy tym swoje oczy i szarpią gęste brody, gestykulując czasem niezgrabnymi kończynami. Rozważając możliwości i sposoby pokonania lub ominięcia ewentualnych zagrożeń, nieśmiertelni osądzają, że aedonici, których, jak myślą, dotychczas spotykali w lesie, nie wykazywali takiej przychylności dla nieśmiertelnych, co wierzący w lud z gwiazd Ktesibios ze swoimi towarzyszami. Podróż na północ wyspy zostaje więc odłożona. Czarnobrody Ktesibios godzi się szybko, ażeby elfy dołączyły do jego towarzyszy w wyprawie powrotnej do odległej Iktykome, jego rodzinnej wioski. Co więcej, wspomina, że mniejszymi łodziami rybackimi da się przepłynąć na kontynent. Nieśmiertelni ruszają więc w towarzystwie śmiertelników. Po wielu godzinach marszu przez nadmorskie pola rozbijają wspólnie obóz (hex oznaczony kropką) i pogrążają się w coraz mniej nieśmiałej rozmowie, którą powstrzymuje już tylko smutek żałobników. Także nieznający gardłowej mowy śmiertelnych Eron i Malarian migowym językiem zaczynają swoje pierwsze znajomości wśród rybaków. Milczący zaś Morlind przez całą noc obserwuje te gadatliwe, zarośnięte na twarzach istoty, rozważając osobliwość ich śmiertelnego życia.

Dzień 6
Mimo dość forsownego marszu dopiero po południu następnego dnia grupa dociera do Iktykome, niewielkiej rybackiej wioski. 15 glinianych gospodarstw w dwóch półkolach otacza niewielki pomost i posąg Posejdona na środkowym, wydeptanym placu. Dobroduszny Ktesibios zwołuje zgromadzenie, w którym prosi, by przybyszy z gwiazd traktowano godnie, na co zresztą jest okazja, bo wieczorem rozpoczynają się obrządki ku czci wielkiego boga wszystkich mórz i oceanów, władcy podmorskiego pałacu, którego boskie imię Posejdon w pieśniach wielokrotnie tego wieczora zostało wymienione. W trakcie rozmów ze smutnym Ktesibiosem Miriam upewnia się jeszcze bardziej o jego rezerwie względem basileusa Kadmosa. Sprytna nieśmiertelna domyśla się jakichś kontaktów wieśniaków z banitą Filipposem, który, jak się dowiaduje, mieszka w lesie, a także z mieszkańcami lądu, którzy przybywają handlować do Iktykome bez wiedzy Kadmosa. Właśnie morscy handlarze, jak zapewnia prawdomówny Ktesibios, będą mogli zabrać na ląd nieśmiertelnych. Zapytany o cenę przewozu, żółtozęby Ktesibios wskazuję skórznię Erona Łowcy, twierdząc, że za tak świetnie wyprawioną skórę z pewnością cała drużyna zostanie przewieziona bez dodatkowych kosztów. Te słowa wprawiają Erona w głęboką zadumę. Skórznia, nad którą spędził kilkadziesiąt lat rozmyślań – oto nagle tak uprzedmiotowiona, sprowadzona do rzędu materiału na handel. Wespół z Morlindem poświęcają resztę wieczora na przemyślenie tej wstrząsającej propozycji. Chyba tylko pochopny Malarian nie ma żadnych wątpliwości, upijając się kwaśnym winem i tańcując wesoło ze śmiertelnymi. Na koniec zaś, tuż przed północą, Miriam Ostroucha słodkim jak nektar głosem śpiewa historię o wielkiej przyjaźni między ludem śmiertelnych a nieśmiertelnymi, pozwalając nasyconym szczęściem mieszkańcom Iktykome łagodnie zasnąć i śnić o dalekich gwiazdach.

Wystąpili:
Miriam Ostroucha z Wiśniowego Sadu, Malarian Piorun, Eron Łowca i Milczący Morlind

Brak komentarzy: