poniedziałek, 15 marca 2010

Caput IV. Occursus immortalum defunctique


Dzień 7

Gliniane chatki Iktykome wyglądają niezmiernie ubogo, ale pracowici rybacy sprawiają wrażenie szczęśliwych. Jeszcze bardziej radosne są rozwrzeszczane dzieci, od rana wspinające się na grubo rąbany kloc drewna, będący wizerunkiem potężnego Posejdona. Nie tracąc czasu, elfy kierują się w stronę odległego cypla, gdzie, jak zapewniał Ktesibios, przybijają statki z kontynentu. Tylko dzięki czujności Malariana dostrzegają głęboką rozpadlinę nieopodal wydeptanej ścieżki. Porywczy nieśmiertelny bez namysłu zeskakuje niżej, stając przed wejściem do podziemnego tunelu, na którego gładkich kamieniach znajdują się inskrypcje w języku elfów. Niestety, wnętrze okazuje się zalane wodą. Mądry Hula Hop, pytany przez swych towarzyszy, nie potrafi powiedzieć nic o przeznaczeniu prastarego korytarza. Tabliczki z magicznego drewna, które czytał podczas niezliczonych lat edukacji nie wspominały słowem o „tunelu Wędrującego Do Gwiazd” - tak bowiem odczytali nieśmiertelni zapisane na kamieniach słowa. Szybko ruszają więc w dalszą drogę, dyskutując o dziwnym znalezisku.
Cypel okazuje się skalistym wzgórzem. W dole piaszczysta plaża, będąca jakby wnęką najeżonego skałami brzegu, zalewana jest morskimi falami, zaś na szczycie znajduje się wysoka kamienna budowla. Zaciekawieni, prędko kierują do niej swoje zwinne kroki. Spotkani wewnątrz małomówni śmiertelnicy tłumaczą nieobeznanym z techniką mieszkańcom lasu, że była to kiedyś latarnia morska, lecz od lat już jest niesprawna. Rzeczywiście, dziwne urządzenia są zniszczone, podłoga pełna szczątków. Niezręczna rozmowa w mrocznym wnętrzu imponującej budowli nie trwa długo. Oto bowiem między skały wpływa czerwony okręt, zwija biały żagiel, tnie fale, sunie bystro, z impetem wdziera się na plażę. Wioślarze rzucają liny i jeszcze głębiej ciągną dziób trzydziestometrowego statku na brzeg. Podziwiając okręt, nieśmiertelni schodzą prędko w dół i stają nieopodal, wzbudzając zaciekawienie żeglarzy. Szybko zeskakuje do nich brodaty śmiertelnik, przedstawiający się jako kapitan Efiatles. Niestety, nieufna istota nie daje się przekonać do pomocy w przedostaniu się na kontynent. W leśnym królestwie pieniądz jest nieznany i monet, o które przemyślny Efiatles dopytuje, elfy nie posiadają. Śmiertelnik żąda więc srogiej zapłaty w posiadanym przez wędrowców rynsztunku. Już czarne myśli dopadają dzielnych podróżnych, gdy Miriam zaczyna opowiadać Efiatlesowi o kosztowności posiadanych przez nich artefaktów. „Ten oto nic nie warty, jak powiadasz, sztylet – mówi – prezentem był od króla gwiazd dla wielkiego Posejdona, aby ryby mógł obierać wprawnie i bez kłopotu. Sam on starczyć winien na przewiezienie nas wszystkich do wspomnianej przez Ciebie Atychii, o mężny Efiatlesie. Będziesz kroić ryby orężem, który boski Posejdon zwykł do patroszenia okoni używać!”
Jak pajęcza sieć, pochlebne słowa Ostrouchej z Wiśniowego Sadu oplatają myśli chciwego Efiatlesa, a jej słodki głos maluje w wyobraźni śmiertelnika wymarzone wizje. Łatwowierny kapitan zgadza się nie tylko zabrać podróżnych na pokład, ale popłynąć wprost do Melokome, wioski na nieodległym kontynencie. Tam już blisko do Lasu Amazonek, gdzie nieśmiertelni będą szukać przejścia do elfiej osady. Niedługo po tym targu na brzeg schodzą się wieśniacy z Iktykome, zamieniając plażę w targowisko. Wymiana towarów trwa do wieczora, aż wreszcie rybacy odchodzą, a żeglarze rozpalają ogniska i śpiewają pieśni o morskich głębinach, gdzie pałac Posejdona piętrzy się wśród magicznych raf w podwodnym ogrodzie.

Dzień 8

Tuż po świcie rozpoczyna się rejs. Krwawa ofiara ze zwierząt, dedykowana Posejdonowi, zapewnia bezpieczną, szybką żeglugę. Wspaniałe są pieśni wioślarzy, gdy czerwona monera ścina fale! Już w trakcie rejsu Miriam Ostroucha, wypytawszy Efiatlesa o drogę do Lasu Amazonek – przed którym bojaźliwy kapitan przestrzega – namawia go do zmiany kursu, oferując magiczną lampę z gwiazd, którą sama Amfitryda przyświecała podczas podwodnych, małżeńskich zalotów. Gdyby tylko się zgodził, będzie mógł korzystać z tej lampy ze swoją Xorastrą!
Prawdziwe to szczęście spotkać istoty z gwiazd, wie o tym Efiatles, nakazując płynąć wprost na brzeg przy Lesie Amazonek. Okręt skręca i długo płynie w stronę ogromniejącego lasu. Tam też nieśmiertelne elfy opuszczają statek, żegnając szczęśliwego Efiatlesa i zazdrosnych wioślarzy. Widok nieodległych drzew, pomimo opowieści o tajemniczych amazonkach, biegle władających oszczepami, wywołuje uczucie ulgi. Jednakże morska podróż nie była łatwa dla chorowitego Hula Hopa i drużyna rozbija obóz tuż przy brzegu, rezygnując z marszu w stronę drzew.
Nocą, gdy zimno opadło na nadmorską plażę, świetlisty kształt pojawia się na falach. Zbliża się do obozu leśnych pielgrzymów, bolesnym głosem wzywa Miriam, błaga ją o pomoc! Wkrótce wszyscy poznali nieszczęsnego śmiertelnika, któremu Hula Hop poderżnął gardło bezmyślnym pociągnięciem noża podczas pierwszych dni podróży. Cierpiące potworne męki widmo jeszcze raz zostaje zaatakowane przez przestraszonych nieśmiertelnych – tym razem jednak, czerpiąc piekielną moc z innego świata, w obronie opętuje mieczowładnego Malariana i posługując się jego orężem, ciężko rani Miriam Ostrouchą. Malarian krańcowym wysiłkiem woli odsuwa zimną obecność ducha ze swojego ciała. Przerażeni nienaturalnym zjawiskiem, nieśmiertelni biorą ranną Miriam na ramiona i uciekają czym prędzej od przeklętego miejsca, zamarzającego od obecności zjawy, chwilowo tylko osłabionej. Wyczerpani biegiem padają na trawę. Chłód bijący od morza nasila się, wzmaga silny wiatr, a burzowe chmury przesłaniają księżyc. Nic jednak się nie dzieje, choć obecność straszydła ulatnia się dopiero z bladym blaskiem słońca i wielkimi kroplami deszczu, padającymi na kwiecistą polanę.

Wystąpili:
Miriam Ostroucha, Hula Hop i Malarian Piorun.

8 komentarzy:

smartfox pisze...

Z wielką przyjemnością obserwuję przebieg Elfiej Wyprawy. Fajny mariaż z mitologią grecką. Masz gotowy moduł, czy wszystko powstaje niejako w biegu?

Tajemniczy Pan C pisze...

Witam.

Jeżeli pisząc "w biegu" masz na myśli: na sesji, to niezupełnie. Ze względu na wolność graczy w "niefabularnej" rozgrywce i moją ułomność jako MG, wolałem być przygotowany na tyle, na ile to ma sens.

Narysowałem więc dwie mapy - ogólną, całej kolonii, oraz małą, hexagonalną - wyspy, na której gra się rozpoczęła. Po pierwszej sesji, gdy okazało się mniej więcej, "w co gramy" (wtedy jeszcze nie była to kolonia grecka w tym stopniu, co teraz), lokacje wyspy opisałem w jednym, dwóch zdaniach. Natomiast od początku miałem tabelki na poszczególny teren i plotki.

Metoda jednozdaniowych opisów lokacji sprawdza się równie dobrze, co opisywanie świata tabelkami, więc opis lądu, na który wreszcie się dostali, zaczynam też tym trybem. Zajmuje to ledwie parę minut, choć trzeba się wpierw zastanowić, jak miejsce "działa" i wykreować zależności - podstawą jest więc dla mnie mapa, która sama nasuwa rozmaite pomysły. Wszystko to sprzyja sensowności świata i mojej pewności w grze, więc będę się tego starał trzymać.

Wygląda to może ładnie w opisie, ale są pewne luki, które nie zawsze rozsądnie łatam na sesji. W miarę, jak świat powstaje, powinno się dokonywać aktualizacji (w tabelkach, plotkach, dodawaniu rozmaitych elementów), a ja dopiero w tym tygodniu do tego siadam, przy okazji tego, że i tak muszę zrobić nową mapę hexagonalną kolejnej części kolonii.

Dopiero zaczynam przygodę w takim trybie gry. Gracze chyba bawią się dobrze, choć poza zapewnieniami o tym niewiele więcej mówią. Z zasadzie zastanawiam się nad dokładniejszym opisaniem mechanicznej strony budowania mojej kolonii, dopóki jeszcze jestem w tym zielony i wyczuwam, które elementy dla początkującego są trudne, istotne. Zapraszam więc wkrótce, tymczasem nie będę się teraz więcej rozwodził.

Pozdrawiam,
C

Paladyn pisze...

Hej!
Czy mógłbym dodać bloga do agregatora?

Tajemniczy Pan C pisze...

Salve comes palatinus!

Miło, że zajrzałeś i dziękuję za propozycję. Niestety, nie sądzę, by sensowne było dodawanie mojego bloga do spisu.

Ze względu na bardzo luźny sposób organizacji gry w gronie moich znajomych, zamieszczam tutaj niemal wyłącznie opisy z sesji, ażeby rotacyjni nieobecni mogli nadążyć z wydarzeniami. Nie jestem przekonany, czy chciałbym dorzucić coś takiego do blogosfery. Abstrahując już od tego, że takie relacje są rzeczą w zasadzie z pogranicza RPG, nudną i nikomu poza paroma bezpośrednio zainteresowanymi osobami nieprzydatną.

Może gdybym zmienił profil bloga na bardziej przydatny i otwarty dla ludzi z zewnątrz - wówczas jak najbardziej. Tymczasem nie chciałbym utrwalić się w świadomości jako nawiedzony grafoman, zabrudzający quasiparandowszczyzną blogi rpg popłuczynami rzędu raportów z sesji.

Nie chciałbym być źle zrozumiany. Uważam, że te blogi, które się tym zajmują, są interesujące. Sam przecież czytam relacje smartfoxa dzięki twojemu spisowi. Ale mój blog nic więcej w tej materii z pewnością nie wnosi. Jego przeznaczeniem jest pozostać w ustroniu ze swoimi 3+k6 czytelnikami :)

Pozdrawiam,
C

smartfox pisze...

Widać wnosi innym skoro czytam i dopytuję się :), ale zdanie szanuję, choć dziwię się.

Krótkie opisy lokacji, ech... sam tak próbuję, ale ja jestem gaduła i z natury się rozwodzę, więc i opisy dłuższe powstają.

Ojciec Kanonik pisze...

Oj tam Cadrach. Są przecież na Blogach RPG blogi poświęcone wyłącznie tylko AP-kom.

Ojciec Kanonik pisze...

Urwało komcia: I nie są to jakieś rewolucje, więc nie ma sensu żebyś się krył z ciekawą inicjatywą - kroniką sandboxa. ;)

Tajemniczy Pan C pisze...

Porozmawiam z częścią graczy - chcą być "sławni", bo przecież to hańba, by np. imię Miriam Ostrouchej było nieznane wśród śmiertelników :)
Jeżeli gra ponownie ruszy (a co za tym idzie sam blog), odezwę się do Paladyna.