niedziela, 28 lutego 2010

Tajemnicza Misja Elfów II




Ave amici rixosi!

Dzień 3
O świcie, po krótkiej naradzie, nieśmiertelni decydują się poczekać na druida. Mając jednak sporo czasu do południa, odważny Hula Hop z popędliwym Malarianem udają się na rekonesans; chwilę później schronienie opuszcza także szlachetna Miriam z Wiśniowego Sadu, pozostawiając cierpliwego Erona samego w obozie. (Ze względu na to, że podczas zwiadów działaliście niedrużynowo, nie opiszę, co wam się przydarzyło – jeżeli już nie chcecie swoich przygód zachować dla siebie, możecie je zamieścić w komentarzu. Kropki na hexie przypominają wasze chwilowe rozproszenie, ale nie pokazują rzeczywistych miejsc, do których dotarliście).
Po powrocie druid Chrypon, otoczony miauczącym chórem, jest już obecny w schronisku, na migi porozumiewając się z kilkusetletnim Eronem. Po obiedzie nieustraszona drużyna, prowadzona przez gadatliwego staruszka, rusza na zachód. Podróż z władcą lasu jest bardzo przyjemna. Gęste zarośla zdają się rozsuwać przed maszerującymi, drzewa podkładają konary podczas przechodzenia strumyków i leśnych rozpadlin, a dzikie zwierzęta zamieszkujące las kłaniają się przed druidem i niekiedy podążają śladem wędrujących. W czasie podróży druid Chrypon opowiada wiele rozmaitych historii, między innymi przedstawia tragiczną historię wiedźmy Psymanty, spotkanej pod koniec pierwszego dnia podróży. Piękna ongiś nimfa, najstarsza ze wszystkich zamieszkałych las, zakochała się z wzajemnością w gromowładnym Dzeusie, jednakże zazdrosna Hera podpatrzyła pewnego razu kochanków i aby uniemożliwić Psymancie dalszy romans z jej małżonkiem, zamieniła ją w pokraczną, pryszczatą staruchę. Dzeus szybko stracił zainteresowanie oszpeconą driadą, a ta stałą się bardzo zgorzkniała i niekiedy dokucza także innym ze swojego rodzaju, nie mogąc pohamować toczącej ją zgryzoty. Chrypon przestrzega także przed polowaniem w lesie, który „materialnie” należy do basileusa Kadmosa, władcy wyspy, karzącego śmiercią kłusowników. Po sześciu godzinach nieśpiesznego spaceru drużyna zatrzymuje się u podnóża wzgórza i żegna z długobrodym staruszkiem, który odchodzi w swoją stronę.
Leśny spacer z druidem uświadamia nieśmiertelnym, że misja nie będzie łatwa. Z pewnością pojawi się konieczność wydostania się z wyspy, a więc dotarcia do jakiegoś portu – czyli, krótko mówiąc, kontaktu ze śmiertelnikami. Biorąc własny wygląd pod uwagę (elfy mają włosy i skórę na całym ciele białe jak mleko, są nieco niższe i znacznie drobniejsze od ludzi, ponadto mają szpiczaste, na cal odstające uszy), postanawiają choć trochę upodobnić się do wcześniej widzianych śmiertelników. Miriam wraz z Eronem resztę dnia spędzają na zbieraniu rosnącego nieopodal ziela, z którego czynią barwnik zaciemniający włosy. Modna staje się fryzura „na Timoszenko z Olchowego Zagajnika”, czyli dwa warkocze oplatające głowę tak, by zakrywały uszy. Ponieważ nadchodzi wieczór i próba pokonania stoku nie wydaje się rozsądna, drużyna rozbija obóz na noc (hex oznaczony kropką).

Dzień 4

O świcie Malarian postanawia sprawdzić, cóż to za stwory znajdują się na drzewie nieopodal miejsca ich noclegu. Lekkomyślny nieśmiertelny, zbliżając się do drzewa, zostaje raniony wystrzeloną z jego korony strzałą. Wkrótce jednak, wespół z Eronem, niechybnymi strzałami i mieczem zabijają trzy skrzydlate, złośliwookie licha, które ich obserwowały. Kłótnię pod drzewem i oskarżenia o narażanie Wiśniowego Sadu (szlacheckiej rodziny, z której wywodzi się Miriam Ostroucha) przerywa czujny Hula Hop, który dostrzega Elfie Głazy – kamienie świadczące o tym, że nieśmiertelni znajdują się na miejscu starożytnego, elfiego traktu. Ponieważ droga w górę stromego zbocza nie wydaje się najrozsądniejszym wyjściem, drużyna korzysta z okazji i pozwala się wieść pradawnym szlakiem swoich ojców. Trakt wznosi się łagodnie i wkrótce wszyscy odczuwają, że zmienia się topografia terenu. Mówią im to także drzewa, wśród których zdarza się wiąz górski i gdzieniegdzie iglasta sosna. Po godzinie marszu trakt zdaje się gwałtownie urywać. Nim jednak ktokolwiek zdążyłby policzyć do trzech, bystrooki Hula Hop dostrzega zamszone fragmenty schodów, które ongiś musiały służyć za część elfiego traktu. Wspinając się po resztkach dawnej budowli, po kilkunastu minutach oczom nieśmiertelnych ukazuje się częściowo zawalone i zarośnięte gęstymi pędami chaszczy wejście do tunelu (oznaczone na hexie trójkątem).
Wielewiedzący Hula Hop opowiada zdumionym towarzyszom o drewnianych tablicach, z których wyczytał podczas niezliczonych lat swojej leśnej edukacji o podgórskich tunelach, kiedyś wykopywanych przez elfy. Szlakami takimi można przejść pod górą lub dotrzeć do podziemnych przystani, skąd często wypływano podgórskimi strumieniami do rozmaitych tajemniczych miejsc. Kapryśna Miriam nie pozwala swoim podwładnym wchodzić do tunelu, ale ci, zafascynowani odkryciem, szybko w nim znikają, zostawiając młodą arystokratkę samą. Rozgniewana dostrzega, że schody, którymi się posuwali, nie kończą się na tunelu, ale wiodą jeszcze dalej, w górę wzgórza.Rusza więc wysoko na sam szczyt, na którym dostrzega ogromną, kamienną budowlę. Nie zdąża jednak podejść bliżej, bo oto z jej środka przez kamienny portyk wybiegają uzbrojeni elfi wojownicy, wołający „Nareszcie ją mamy!” i „Śmierć zdrajczyni!” Zaskoczona Ostroucha zaczyna uciekać w dół po nierównych, osypujących się schodach. Przeskakując po kilka stopni przewraca się i niechybnie spotkałaby ją śmierć z rąk ścigających ją napastników, gdyby nie to, że najszybszy i najzaciętszy ze ścigających także się przewraca! Turlając się po schodach i zbiegając na przemian Miriam woła o pomoc swoich podwładnych. Ci zaś, będący tylko na niedługim zwiadzie, szybko wyłaniają się na zewnątrz i nierównie bardziej od Miriam zaskoczeni widokiem pobratymców, stają w jej obronie. Jak rozhukany wiatr w najgorszą burzę Malarian zatrzymuje impet natarcia i wielokrotnie rani zaciekłego przeciwnika, którego zwinny Eron, chyłkiem przemykający za Malarianem, śmiertelnie godzi swoim ostrzem. Pozostali napastnicy, zaskoczeni widokiem tylu obrońców, zatrzymują się w pewnej odległości. Wykorzystując chwilę wahania, Miriam z towarzyszami szybko skrywają się w tunelu.
Pochmurna arystokratka naprędce tłumaczy, że są to przeciwnicy Wiśniowego Sadu, elfy z Ogrodu Jabłoni, których najstarszego z rodu wydała na śmierć za zgłębianie zakazanej wiedzy. Poprzysięgli jej zemstę i musieli iść w ślad za nimi, wykorzystując okazję zemszczenia się na niej, skoro opuściła Krainę Elfów. Przestraszeni komplikacjami i ciągle przerzucający na siebie nawzajem winę za ostatnie wydarzenia, elfy ruszają w głąb ciemnego tunelu. Przejście nim wydaje się być trudne z uwagi na obniżający się strop, a w znalezionej w tunelu pradawnej przystani, z której kiedyś można było wypłynąć podziemną rzeką w głąb góry, nie ma żadnej łódki. Tam jednak przypatrującemu się falom Eronowi ukazują się dwie najady, które chętnie wynurzają się z wody i częstują winem od przybyszów. Rozmowa z długowłosymi pięknościami nie zachęca nieśmiertelnych do pozostania w podgórskim pasażu.
Nieustraszony Malarian wychodzi pierwszy i upewnia się, że napastników z Ogrodu Jabłoni już nie ma. Znikło też ciało pokonanego. Dzielna drużyna postanawia nie wchodzić na szczyt wzgórza i zejść z pradawnego traktu. Przez parę następnych godzin maszere przez fałdziste wzgórza; zostawia za sobą liściaste drzewa, las bowiem gęstnieje i ciemnieje, mimo że minęło dopiero południe (choć dzień zdaje się trwać tak długo!). W trakcie marszu nieśmiertelni dyskutują gorączkowo na temat swoich obowiązków i kłótni, które ich tak bardzo podzieliły.

Wystąpili:
Miriam Ostroucha z Wiśniowego Sadu, Hula Hop, Malarian Piorun i Niechybny Eron.

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

Dzień 3 suplement
Malarian i Hula Hop oddalają się na chwilę od obozowiska, by nie marnować czasu na bezproduktywne oczekiwanie na druida Chrypona, tylko rozejrzeć się chwilę po okolicy. Podczas rekonesansu wszystko-słyszący Hula Hop zwraca uwagę na to, że ktoś ich śledzi. Oba elfy nie namyślając się długo stają w pełnym bojowym rynsztunku by dowiedzieć się kto czyha na ich życie. Tajemniczym przybyszem okazuje się driada leśna, niewysoka i drobnej budowy kobieta, która stapiając się z drzewami przygląda się przybyszom. Informuje ich by mieli się na baczności ponieważ to las należący do Psymanty.
Po krótkiej rozmowie ostrouchy wracają do obozowiska by się posilić przygotowanym przez Erona posiłkiem. Czeka tam już na nich druid Chrypon próbujący porozumieć się z niewładającym ludzką mową Eronem.