poniedziałek, 15 lutego 2010

Tajemnicza Misja Elfów I



Ave silvarum custodes!

Dzień 1

Drużyna elfów opuszcza swoją osadę i kieruje się w stronę rzeki, gdzie mieszka Duch Przewodnik, który przeprowadza ich do świata śmiertelnych. Spod jednego z wodospadów (zaznaczonego na mapie trójkątem) wyłania się pozbawiona wioseł łódka, a na niej (i obok niej) przemoczeni bohaterowie.
Wedle starożytnej mapy Aerona około 300 kilometrów na zachód znajduje się las, w którym jest jakaś elfia osada, zaś około 250 kilometrów na północny zachód powinna znajdować się puszcza, gdzie wybudowano wielkie elfie polis Nahan. Tam też rozważnomyślna Miriam ze swoją drużyną decyduje się kierować. Jedynym problemem jest to, że wylądowali na niewłaściwym brzegu stawu i póki co muszą iść wzdłuż rzeki w kierunku północno - wschodnim, by znaleźć sposób na przeprawę.
Idąc wzdłuż brzegu leśnego stawu dostrzegają dziwne wzory oraz figury geometryczne ułożone z patyków. Rozważania na ten temat przerywa im słyszalny z oddali śmiech i jakieś gardłowe głosy. Do stawu wpływa łódź z trójką śmiertelników. Nie podejrzewając, że są obserwowani zza krzaków przez elfy, płyną w stronę przeciwległego brzegu, chowają łódź w trzcinach, po czym, wyciągnąwszy z niej łuki i sidła, znikają w leśnej gęstwinie.
Drużyna postanawia zejść nieco głębiej w las, ale nie oddalając się od rzeki. Po kilku godzinach marszu (hex 10.13) znajdują leśną ścieżkę skręcającą w las. Po kilkunastu metrach doprowadza ona na niewielką polanę, gdzie znajduje się Miejsce Pneumy (tak nazywane są przez elfy ich „kaplice”, których pełno w osadach – Elfy „wierzą” w niekończący się ruch wszechświata, który nazywają Pneumą. Na środkowym kamieniu wyryte są często imiona tych spośród nieśmiertelnych, którzy, znudzeni życiem, popełnili samobójstwo). Inskrypcje wyryte na kamieniu środkowym znalezionego Miejsca Pneumy przypominają język elfów (są zapisane ich alfabetem), ale nie znaczą zupełnie nic.
W przeciągu następnych trzech godzin drużyna spotyka na swojej leśnej drodze dużą grupę dzikich kotów, które przez jakiś czas za nimi podążają. Natykają się też na wielką, cienką pajęczynę rozpiętą między dwoma drzewami, w którą niemalże wpada Malarian. Oblezieni przez pająki, szybko opuszczają to miejsce i docierają niebawem na skraj lasu.
Tam po raz kolejny docierają do nich odgłosy gardłowej mowy. Bystrooki Malarian dostrzega leżącą w wysokiej trawie parę śmiertelników i przez jakiś czas im się przygląda, wspiąwszy się na drzewo (hex 12.12). Jedna z śmiertelnych istot ma na twarzy pod nosem i na brodzie włosy, natomiast druga istota jest płci żeńskiej i ciągle się śmieje. Stworzenia te okazują się niezgrabne, zdają się mieć dwukrotnie mniej ścięgien od elfów, ruszają się jak golemy z opowieści o czarownikach, a ich mowa przypomina wysypywanie wiadra gruzu na kamienny chodnik. Malarian dostrzega także łódź w pobliżu miejsca, w którym para się sobą zajmuje. Po krótkiej naradzie elfy postanawiają nie unieszkodliwiać spotkanych istot, przeczołgać się w wysokiej trawie do łódki i przeprawić na drugi brzeg. Pomimo drobnych trudności udaje im się to i drużyna nareszcie rozpoczyna marsz w kierunku północno – zachodnim, zostawiając za sobą leniwie płynącą rzekę.
Parę godzin przed zmierzchem ponownie docierają na skraj lasu. W oddali widzą wielki dąb i trakt prowadzący daleko, w stronę pól (hex 10.11). Przy drzewie dostrzegają trójkę śmiertelników, którzy klęczą przed zawieszoną na drzewie za nogi ludzką kukłą. Widok ten stanowi mocny argument za tym, żeby nie zadawać się z nimi i wrócić do lasu. Przed zapadnięciem całkowitych ciemności drużyna rozbija obóz (hex oznaczony kropką). Miriam i Aeron zapadają w leśny trans (w ciągu każdych 72 godzin elfy muszą poświęcić 8 na trans – nie da się z niego wybudzić w żaden sposób, ale też nie potrzebują w ogóle "innego" snu). Podczas leśnej warty do obozowiska zlatuje na miotle wiedźma. Jest stara, pokurczona i ma wielki, zakrzywiony nos z brązowym pryszczem. Rozmawia z elfami telepatycznie. Wita się z nieśmiertelnymi, informuje drużynę, że to jej las i że szuka jakiegoś druida. Opowiada także o kataklizmie, który miał miejsce kilkaset lat temu i zatopił tereny leśne, na których znajdowało się polis Nahan. Ze względu na to, że nikt nie chce dać jej kropelki elfiej krwi do fiolki, wiedźma nie chce udzielić żadnych dodatkowych informacji i odlatuje w ciemną noc, na pożegnanie mówiąc, że jeśli będą wędrowali lasem, to zapewne jeszcze się z nią spotkają – to przecież jej las...

Dzień 2

Rano drużyna przez jakiś czas kieruje się jeszcze w stronę Nahan, ale wkrótce dociera krawędzi lasu. Na jednym z drzew wiszą rozkładające się zwłoki śmiertelnika. Trochę dalej, zza krzaków, elfy mają okazję obserwować zbierających kwiaty śmiertelnych (hex 8.10). Zważywszy na to, że, wedle informacji uzyskanych od latającej wiedźmy, teren, gdzie wybudowano Nahan, jest zatopiony, a ciężko byłoby pod wodą śpiewać Sześć Pieśni Słońca, elfy ostrożnie wycofują się w głąb lasu i ruszają na zachód, do mniejszej leśnej osady, która gdzieś tam powinna się znajdować. Po drodze drużyna stacza walkę z szarżującymi dzikami. Szczęśliwie nikomu nic się nie stało – fortuna sprzyjała zwłaszcza mieczowładnemu Malarianowi, pogromcy dwóch z bestii. Kilka godzin później elfy po raz kolejny dostrzegają jakiegoś śmiertelnika – tym razem są świadkami polowania (hex 8.11). Czając się za gęstwiną paproci widzą, jak zarośnięta istota ludzka (ledwie oczy na twarzy mu było widać) szykuje łuk do strzału w pasącego się nieopodal jelenia. Nagle pęka gałąź pod stopami jednego z elfów – myśliwy odwraca się w stronę krzaków i dostrzega ruch. Rozważnomyślna Miriam szybko występuje z gęstwiny, dając pozostałym znak, by celowali z łuków w śmiertelnego i nie dawali mu na razie znać o sobie. Śmiertelny jest przestraszony – przez chwilę celuje z łuku w bezbronną Miriam, wykrzykując modlitwy odpędzające leśnego demona, ale, gdy ta nic do niego nie mówi (sama pewnie odrobinę zlękniona), po chwili ostrożnie wycofuje się w odległe krzaki, po czym odwraca się i zaczyna uciekać.
Na polance nieopodal miejsca, gdzie pasł się jeleń, drużyna decyduje się na jakiś czas zatrzymać, by przyrządzić mięso z dzików. Miriam, która zna się na ziołach lepiej od Aerona, znajduje w okolicy trochę niezmiernie rzadkiego gatunku ziela, z którego da się uwarzyć maść dającą odporność na ogień. Elfy spędzają kilka długich godziny na zbieraniu pędów rośliny. Ruszają w dalszą wędrówkę dopiero na kilka godzin przed zmierzchem.
Maszerując cienistą ścieżynką przez gęste zarośla wychodzą nagle na trochę większą, z pewnością wydeptaną przez ludzi ścieżkę (hex 7.12). Co więcej, 5 metrów od nich stoi zdumiały niecodziennym widokiem śmiertelnik. Nim ktokolwiek zdążył zareagować, szybkopiąstny Malarian rzuca się na stworzenie i uderza w twarz z całej siły, przewalając na mech i przywalając ciałem do ziemi. Smród potu bijący od śmiertelnego, a przede wszystkim mocz, który zaczął moczyć jego spodnie, powodują, że Malarian odskakuje od istoty z obrzydzeniem. Zanim jednak Miriam zdążyła powiedzieć, co należy robić, nożowładny Hula Hop pochyla się nad spotkanym i podrzyna mu gardło długim, pewnym pociągnięciem.
Wywołuje to sprzeczkę, po której burzogniewna Miriam opuszcza swoich podwładnych i odchodzi sama w las. Wkrótce zresztą zostaje przez nich dogoniona – znajdują ją na niewielkiej polance, rozmawiającą z bardzo starym śmiertelnikiem, którego długa, śnieżnobiała broda przytrzymywana jest przez sznurek szaty, którą ma na sobie. Starzec, otoczony przez kilkadziesiąt kotów, przedstawia się jako druid Chrypon. Okazuje się bardzo przyjaznym towarzyszem i z chęcią pomaga elfom znaleźć schronienie w leśnej kaplicy ludzkiego boga Usiresa Aedona (budynek - hex 6.12). Ze względu na nadchodzącą noc elfy postanawiają tam się zatrzymać. Od druida Chrypona, nim oddalił się w swoją stronę, podróżni dowiadują się, że kataklizm, o którym wspominała leśna wiedźma, dokonał znacznie większych zniszczeń, niż to przedstawiła – nie ma już drogi do żadnego innego lasu, ponieważ znajdują się na wyspie i jeżeli chcą dotrzeć do leśnej osady, będą musieli przepłynąć na kontynent. Druid Chrypon, zmartwiony nieco tym, że nie znalazł w schronisku pewnego myśliwego, którego się spodziewał (z rozmowy wynikało, że być może chodziło mu o śmiertelnika zamordowanego przez Hula Hopa), znika w ciemności nocy, grzecznie żegnając się z drużyną i obiecując pomóc im następnego dnia w przejściu przez las.

Wystąpili:
Miriam Ostroucha, Hula Hop, Aeron i Malarian

1 komentarz:

Malarian pisze...

Tak, zdecydowanie wolę tę mapę:)