poniedziałek, 2 marca 2009

Jedźmy, nikt nie woła!


Wygląda na to, że ze względu na notowania złotówki zarabiający w tej walucie nie będą mogli sobie pozwolić na żadne dłuższe podróże. Będąc zmuszony zrezygnować z własnych planów, chciałbym spróbować zorganizować jakąś niskobudżetową wycieczkę erpegowców, trwającą kilka tygodni, najdłużej miesiąc – bo na 30 dni dostaje się wizę – do Iranu.

Zależy mi na gronie erpegowym. Każdy z nas mógłby przygotować jakąś przygodę do poprowadzenia w trasie, najlepiej w konwencji Prince of Persia, ewentualnie coś mającego miejsce w świecie islamu. Sam chętnie przygotuję jakąś przygodę inspirowaną mitologią perską. W podróży nie zawsze będziemy mieli sposobność, a nawet ochotę, by w coś grać, ale sądzę, że mimo wszystko znajdzie się czas na kilka sesji.

A moglibyśmy zagrać m.in. w ruinach Persepolis. Co prawda przewodniki podają, że nie można tam spędzić nocy, ale doświadczenie mówi co innego. Dogadanie się z pilnującymi ruin strażami jest możliwe. Sam nie byłem tam jeszcze, ale z spotykając podróżnych z Rosji, Czech oraz Bułgarii, zawsze byłem informowany o łatwości, z jaką strażnicy zgadzają się zostawić w ruinach miasta chętnych podróżnych.

Ponadto, jeżeli nasze grono byłoby w miarę liczne (6 lub więcej osób – ale znając życie nasza ekipa może się powiększyć w trakcie podróży), byłbym w stanie załatwić, poprzez znajomego Irańczyka z Yazd, pobyt w grupie nomadów z Beludżystanu. Moglibyśmy z nimi pojeździć sobie po pustyni przez jakiś czas. Nawet, gdyby to nie wypaliło, można zorganizować sesje w jakiejś oazie oraz w wioskach na pustyni.

Dokładny plan podróży nie istnieje i lepiej, by nie powstawał, ale oczywiście odwiedzilibyśmy co najmniej Teheran (ten raczej z konieczności), Yazd, Esfahan i Shiraz. W ostatnim z wymienionych miast mam znajomego muzyka, więc zapewne uda nam się dostać na jakiś koncert albo też na jakiś prywatny wieczór. Wielbiciele muzyki bliskiego wschodu z pewnością nie byliby zawiedzeni. Poza tym można pojechać do Hamadan, Kandovan, Ardabil itd. Mam jeszcze wiele innych pomysłów, o których napiszę, jeżeli tylko będą jacyś chętni, a sprawa będzie miała szansę posunąć się do przodu.

Kilka podstawowych informacji o podróży:

Termin:
Nie wiem, na jak długo byśmy jechali, ale naprawdę warto pojechać tam na minimum 2 tygodnie. Jeżeli wszyscy będą mogli, sam zostanę tam chętnie na cały miesiąc. Jeżeli zaś chodzi o datę wyjazdu, to jest to kwestia do ustalenia. Oczywiście, myślę przede wszystkim o okresie wakacyjnym. W tym roku ramazan zaczyna się 22 sierpnia i trwa do 19 września. Nie jest on specjalnym utrudnieniem, ale jeśli będzie bardzo ciepłe lato, lepiej przynajmniej część podróży spędzić przed rozpoczęciem świąt.

Jak dotrzeć:
Na dzień dzisiejszy AirArabia ma ceny z Kijowa do Teheranu i z powrotem za 500 dolców, czyli cholernie drogo. Dlatego proponuję wyprawę na stopa. Europa Wschodnia zajmie nam maksymalnie tydzień i to tylko wtedy, gdy będziemy się grzebać. Do Turcji na stopa można dojechać w 3 dni, jeśli nie ma żadnych opóźnień i decyzji, że zostajemy gdzieś coś zobaczyć. Inną opcją byłoby znalezienie jakichś tanich linii lotniczych do Istanbułu. Mam tam znajomych, więc można będzie zatrzymać się za darmo. Stamtąd można kupić bilet Istanbuł-Teheran za 45 dolców (40 godzin w autobusie, więc lepiej załapać się na pociąg, ale one nie jeżdżą każdego dnia).
W zeszłym roku paliwo w Iranie kosztowało około 20 groszy za litr. Panuje tam ogromna inflacja, ale nie sądzę, by jakoś drastycznie wpłynęła na koszt podróży autobusami, czyli jest tak, że gdy dojedziemy już do Iranu, całe państwo – kilka tysięcy kilometrów – można przejechać wzdłuż i wszerz za jakieś 30-40 dolców. Poza tym w Iranie łatwo o stopa, przynajmniej przed Beludżystanem. Nie, żeby na pustyni byli niegościnni, po prostu mają trochę mniejszy ruch...

Noclegi:
Zależy jak wszyscy będziemy stali z kasą, bo czasami fajnie zatrzymać się w hotelu. Nie ma jednak problemu ze spaniem w parkach pod namiotem, zresztą Irańczycy są bardzo gościnni i okazują często pomoc podróżnym. Dużo dobrego doświadczyłem od rozmaitych miejscowych podczas podróży, ale Irańczycy są poza konkurencją. Ponadto, część tanich hoteli dysponuje jeszcze tańszymi dormitoriami (parę dolców). Będziemy też korzystać z couchsurfing.com, chociaż jeśli będzie nas spora gromadka, może być nieco trudniej ze znalezieniem potrzebnej liczby łóżek/dywanów. W każdym razie, nie ma co się zanadto przejmować noclegami. Nawet, jeśli od czasu do czasu będziemy musieli zapłacić za hotel, to raczej rzadko i zawsze możemy wybrać ten tańszy. Podczas hipotetycznej podróży na stopa przez Europę możemy spać na ławkach w parkach oraz pod namiotami.

Rzeczy niezbędne:
Wiza kosztuje 100 dolców, oczekiwanie na odbiór paszportu trwa 3-4 tygodnie. Wiza jest na miesiąc, ale ma się 3 miesiące czasu, by przekroczyć granicę. Jeżeli więc ustalimy, że wyjeżdżamy np. 10 lipca, to spokojnie można zacząć załatwiać wizę już w maju. I na tym mi zależy. Do takich podróży zgłaszają się ciśnieniowcy, którzy później znajdują rozmaite powody, dla których muszą zrezygnować. Aplikowanie o wizę byłoby najlepszym potwierdzeniem tego, że mamy poważny zamiar wyjechać. Aby ubiegać się o wizę, potrzebujemy paszport ważny jeszcze co najmniej przez 6 miesięcy od czasu wjazdu do Iranu.
Plecak i dobre, ale znoszone (!) buty. Tobołów nie więcej niż 10 kg, bo nie jedziemy daleko, a będzie tam cholernie ciepło. Przydadzą się namioty, ale nie są konieczne i to zależy od ustaleń wszystkich chętnych. Kilka innych rzeczy, o których będę pisał, jeżeli moja propozycja spotka się z jakimś odzewem.
Nie bierzemy podręczników ani żadnych książek. Ważne, by plecak był lekki. Jako ciuchy – najgorsze łachy. Mamy wyglądać na hipisów, a nie gości ze szmalem w kieszeni i ze wzrokiem utkwionym w mapę miasta...

Pieniądze:
Wychodzi mi, że potrzeba będzie około 500 dolców. 100 za wizę, około 100-150 za podróż do i z Iranu. To już jednak jest zależne od tego, co chcemy kupować. W Iranie nie ma możliwości korzystania z bankomatu, więc pieniądze trzeba będzie nosić przy sobie i już wcześniej wymienić je na dolary bądź euro. Funty angielskie można wymieniać, ale znalezienie obsługującego je handlarza może sprawiać problem.

Przykładowe ceny (nie podaję w rialach, bo my i tak zależni będziemy od kursu złotówki i dolca): Wstęp do muzeum dywanów: 0.25$
Wstęp do niektórych meczetów oraz zabytkowych budynków: 0.20-1$
Farsi-cola: 0.25$
Obiad: 5-7$ (ale trzeba wziąć pod uwagę, że tam będzie ciepło i nie ma się ochoty na syte obiady, dlatego tę cenę można rozbić na dwie osoby).
Dywan lub rozmaite kilimy: zależy od rozmiaru, ale trzeba liczyć minimum 30$ za coś niewielkiego do kilkuset albo i więcej, no ale to już chyba nie nasz pułap. W każdym razie jeśli ktoś chciałby kupić piękny perski dywan, miałby okazję.
Fatałaszki: 2$ spodnie Ali Baby lub podkoszulka, kobiece ciuchy odrobinę droższe; im dłużej się targujemy, tym bardziej cena spada.
Woda 1,5 litra: 0.5$
Haszysz: 2$-5$ za dużą kostkę. Cenę znam od jednego podróżnego i podaję ją dla chętnych imprezowiczów, ponieważ nie będzie tam można kupić alkoholu. Jeśli ktoś ma ochotę, nie moja rzecz. Ale naprawdę odradzam wpadania w łapy reżimowej policji, bo wtedy nawet ambasada nie pomoże.

Dodatkowe atrakcje:
Uroda Iranek.

Inne:
Ponieważ jedziemy na kilka tygodni, warto poznać się trochę przed podróżą. Naprawdę nie warto znosić podczas takiego wyjazdu towarzystwo osób, z którymi się męczymy. Dlatego dobrze byłoby wcześniej spotkać się na parę dni. Nie jestem konfliktową osobą, ale różnie może być między ludźmi w grupie mało znających się osób.

Chętni niech dadzą znać w komentarzach. Proponowane terminy, sposób dotarcia do Iranu, czas podróży, przewidywany budżet itd.

Cadrach

1 komentarz:

Borejko pisze...

Gdybym nie wybierał się do Szwajcarii w tym roku, kto wie ? Nie przeczytałem szczegółowo, ale jest inna opcja jeszcze dostania się na Bliski Wschód w momencie. Pędęm do Grecji autokarem za śmieszne pieniążki, a potem na deskorolkach/ rowerach/ wrotkach na Bliski Wschód. Znajomy tak zrobił i chwali.